04.01.2025, 00:04 ✶
Zmrużyła podejrzliwie oczy. Nie do końca rozumiała to, co mówił. Oczywiście że rozumiała koncepcję filmów, nawet kilka takich oglądała, ale... Łypnęła na Enzo z powątpiewaniem.
- Jak wychodzi w przyszłym roku, to skąd wiesz, co tam mówią? - filmy na podstawie książek? ROCZNE prace nad filmem? Nie, to było coś, czego Faye w ogóle nie była świadoma, że istnieje. - Bez sensu to.
Skomentowała dobitnie, bo żadnego Bruce'a i Lee nie znała, a co mieli wspólnego ze smokami: także nie wiedziała. Mugole to jednak byli czasem głupolami, ale oczywiście nie zamierzała powiedzieć tego na głos. Nie przy Enzo, bo przecież mógłby to odebrać różnie, a nie chciała sprawiać mu przykrości. Nie uważała się za lepszą, ku rozpaczy swojej rodziny, ale doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że czarodzieje i mugole to były dwa odrębne światy. Tak samo jak czarodzieje i wilkołaki... Bo chociaż starała się żyć tak, jak oni, to spotykał ją ostracyzm oraz podejrzliwość. I kłopoty. Faye odwróciła na moment wzrok, żeby pozbierać myśli i spróbować skierować je na lepsze, bardziej przyjemne tory. Przecież nie przyszła się tu użalać nad sobą, prawda?
- Naprawdę mi przykro - powiedziała, kładąc mu rękę na ramieniu. Uśmiechnęła się pocieszająco, jakby to miało cokolwiek pomóc, chociaż nie była w stanie zrozumieć bólu, gdy straci się jednego z rodziców. Jej rodzice żyli, chociaż czasem miała wrażenie, że byli tylko pustymi skorupami, bez cienia uczuć dla niej samej. - Czy ja wiem? Nie jestem kłusownikiem, gardzę nimi. Tak samo jak moja matka. I w zasadzie cały klub, do którego należę. Naszą pracą od pokoleń jest pomaganie w utrzymaniu porządku, odławianie zwierzyny tak, żeby mugole się nie zorientowali i tak, żeby nie zagrażała czarodziejom. Czasem ktoś pragnie eksperymentować, więc wtedy faktycznie musimy uciekać się do niecodziennych środków, ale... Nie, myślę że gdyby nie ta biurokracja, to nie miałabym co robić.
Odpowiedziała szczerze, sięgając znowu po szklankę. Wzruszyła ramionami.
- Chociaż czasem bywa wrzodem na dupie, ale to nie dlatego, że trzeba wypełniać raporty i inne, ale dlatego, że nie każdy rozumie osoby, pracujące w terenie. Ci, którzy siedzą za biurkiem, nigdy nie będą wiedzieć, co my przeżywamy na przykład na bagnach. No i wiesz, czasem się ktoś z nas spóźni z czymś i od razu robią aferę. A przecież gdybyśmy przyszli cali zadymieni, brudni, z tlącymi się włosami i klatką, to wywaliliby nas z atrium jeszcze i kazali nie wracać - nie, żeby miała taką sytuację, ale w Ministerstwie praktycznie każdy był sztywny tak, jakby miał kij w dupie. Już sobie wyobrażała co by było, gdyby przyszła brudna, prosto z lasu. Uśmiechnęła się na tę myśl. A może na komplement, który palnął Enzo? To już drugi w przeciągu kilku minut rozmowy. Uśmiech na twarzy kobiety poszerzył się znacznie. - Nic się nie zmieniłeś, Enzo, dalej bajerujesz tak, jakby od tego zależało twoje życie.
Roześmiała się, lecz z wdzięcznością przyjęła zarówno komplement, jak i przesunięcie dłonią po jej kasztanowych pasmach włosów. Jeżeli chodziło o włosy, to od dziecka reagowała niemalże agresją, gdy ktoś ośmielał się nazwać ją rudą. Ona NIE była ruda! Ten odcień wpadał w brąz, to tylko to cholerne słońce niszczyło tak piękny kolor. Dlatego naprawdę nie lubiła lata.
- Krawiectwa... Słuchaj, kompletnie zapomniałam, że robisz z ubraniami cuda. Mam kilka takich, których nie chcę się pozbywać, ale... Cóż, życie nie było dla nich łaskawe. Część sama pocerowałam, ale nie potrafię naprawić kurtki - to cerowanie to był w sumie eufemizm, bo zapewne gdyby Enzo zobaczył, co Faye zrobiła z tymi ciuchami, to trzepnąłby ją po łapach tak, by nigdy więcej nie spróbowała dotknąć igły i nitki. - Mam sentyment do niej, a zbliża się jesień i nie chciałabym kupować nowej.
Nie chciała też niepotrzebnie wydawać pieniędzy, ale o tym nie musiał wiedzieć.
- Jak wychodzi w przyszłym roku, to skąd wiesz, co tam mówią? - filmy na podstawie książek? ROCZNE prace nad filmem? Nie, to było coś, czego Faye w ogóle nie była świadoma, że istnieje. - Bez sensu to.
Skomentowała dobitnie, bo żadnego Bruce'a i Lee nie znała, a co mieli wspólnego ze smokami: także nie wiedziała. Mugole to jednak byli czasem głupolami, ale oczywiście nie zamierzała powiedzieć tego na głos. Nie przy Enzo, bo przecież mógłby to odebrać różnie, a nie chciała sprawiać mu przykrości. Nie uważała się za lepszą, ku rozpaczy swojej rodziny, ale doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że czarodzieje i mugole to były dwa odrębne światy. Tak samo jak czarodzieje i wilkołaki... Bo chociaż starała się żyć tak, jak oni, to spotykał ją ostracyzm oraz podejrzliwość. I kłopoty. Faye odwróciła na moment wzrok, żeby pozbierać myśli i spróbować skierować je na lepsze, bardziej przyjemne tory. Przecież nie przyszła się tu użalać nad sobą, prawda?
- Naprawdę mi przykro - powiedziała, kładąc mu rękę na ramieniu. Uśmiechnęła się pocieszająco, jakby to miało cokolwiek pomóc, chociaż nie była w stanie zrozumieć bólu, gdy straci się jednego z rodziców. Jej rodzice żyli, chociaż czasem miała wrażenie, że byli tylko pustymi skorupami, bez cienia uczuć dla niej samej. - Czy ja wiem? Nie jestem kłusownikiem, gardzę nimi. Tak samo jak moja matka. I w zasadzie cały klub, do którego należę. Naszą pracą od pokoleń jest pomaganie w utrzymaniu porządku, odławianie zwierzyny tak, żeby mugole się nie zorientowali i tak, żeby nie zagrażała czarodziejom. Czasem ktoś pragnie eksperymentować, więc wtedy faktycznie musimy uciekać się do niecodziennych środków, ale... Nie, myślę że gdyby nie ta biurokracja, to nie miałabym co robić.
Odpowiedziała szczerze, sięgając znowu po szklankę. Wzruszyła ramionami.
- Chociaż czasem bywa wrzodem na dupie, ale to nie dlatego, że trzeba wypełniać raporty i inne, ale dlatego, że nie każdy rozumie osoby, pracujące w terenie. Ci, którzy siedzą za biurkiem, nigdy nie będą wiedzieć, co my przeżywamy na przykład na bagnach. No i wiesz, czasem się ktoś z nas spóźni z czymś i od razu robią aferę. A przecież gdybyśmy przyszli cali zadymieni, brudni, z tlącymi się włosami i klatką, to wywaliliby nas z atrium jeszcze i kazali nie wracać - nie, żeby miała taką sytuację, ale w Ministerstwie praktycznie każdy był sztywny tak, jakby miał kij w dupie. Już sobie wyobrażała co by było, gdyby przyszła brudna, prosto z lasu. Uśmiechnęła się na tę myśl. A może na komplement, który palnął Enzo? To już drugi w przeciągu kilku minut rozmowy. Uśmiech na twarzy kobiety poszerzył się znacznie. - Nic się nie zmieniłeś, Enzo, dalej bajerujesz tak, jakby od tego zależało twoje życie.
Roześmiała się, lecz z wdzięcznością przyjęła zarówno komplement, jak i przesunięcie dłonią po jej kasztanowych pasmach włosów. Jeżeli chodziło o włosy, to od dziecka reagowała niemalże agresją, gdy ktoś ośmielał się nazwać ją rudą. Ona NIE była ruda! Ten odcień wpadał w brąz, to tylko to cholerne słońce niszczyło tak piękny kolor. Dlatego naprawdę nie lubiła lata.
- Krawiectwa... Słuchaj, kompletnie zapomniałam, że robisz z ubraniami cuda. Mam kilka takich, których nie chcę się pozbywać, ale... Cóż, życie nie było dla nich łaskawe. Część sama pocerowałam, ale nie potrafię naprawić kurtki - to cerowanie to był w sumie eufemizm, bo zapewne gdyby Enzo zobaczył, co Faye zrobiła z tymi ciuchami, to trzepnąłby ją po łapach tak, by nigdy więcej nie spróbowała dotknąć igły i nitki. - Mam sentyment do niej, a zbliża się jesień i nie chciałabym kupować nowej.
Nie chciała też niepotrzebnie wydawać pieniędzy, ale o tym nie musiał wiedzieć.