Nawet gdyby na tym etapie Longbottom wiedział już, jaka konkretnie sprawa sprowadziła tu Perseusza, prawdopodobnie nie zdziwiłoby go, że zależy mu na zachowaniu dyskrecji. Nawet będąc funkcjonariuszem magicznych sił bezpieczeństwa, trudno byłoby mu rozwiać wątpliwości krytyków działań Ministerstwa Magii, czy osób, które miały niewielkie zaufania do oficjalnych struktur. W tych czasach każdy dzień zdawał się przynosić coraz więcej dowodów na to, że pewne organy czarodziejskiego rządu nie mogą uchodzić za zbyt wydolne. Co więcej, lekarze, którzy mieli dbać o to, aby te pozostały w zdrowiu, zdawali się nie zauważać różnicy lub też nie chcieli jej zauważyć.
Zanim ponownie zabrał głos, spojrzał w kierunku wskazanym przez swojego gościa. Przez chwilę lustrował wzrokiem poszczególne biurka i już niemalże uwierzył, że ruch Blacka był przypadkowy, gdy jego spojrzenie skrzyżowało się ze wzrokiem jasnowłosej kobiety. Patrzyła na nich, jakby stanowili największą atrakcję w biurze. Nie miała ciekawszych rzeczy w raporcie? Ktoś tu jest bardzo popularny, pomyślał w kontekście Blacka. Tak, coraz bardziej rozumiał, dlaczego chciał rozmawiać konkretnie z nim.
— Postaramy się więc zrobić wszystko, aby nie stała się ona bardziej dręcząca, niż już jest — powiedział przyciszonym głosem, przysłuchując się z uwagą kolejnym słowom mężczyzny. — Nierozsądnie byłoby podejmować działania zbyt gwałtowne, nie znając całej historii, prawda? Szkopuł zawsze tkwi w szczegółach.
Skinął głową. Cóż, mógł poświęcić tej sprawie nieco dodatkowej uwagi na własną rękę. Skoro zgłoszenie Perseusza było niepewne, to wypadałoby zadbać o to, aby pozbyć się jak największej ilości niewiadomych, zanim podejmą oficjalne lub przynajmniej poważne działania. Na wieść o dowodach, jego oczy zamigotały, podkreślając złotawe obwódki wokół źrenic. Czyżby chodziło o dokumenty? Musiało chodzić o dokumenty, raczej ciężko by było nosić ze sobą różdżkę kogoś odpowiedzialnego za rzucanie tego rodzaju klątw. Wypuścił powoli powietrze z ust. Nie było sensu teoretyzować, gdy rozwiązanie było na wyciągnięcie ręki i było mu oferowane na srebrnej tacy. Wbił na moment wzrok w biurko.
— Tak bez licytacji? Skandalista z Pana, Panie Black — mruknął pod nosem Erik. Nie potrafił powstrzymać się przed tym komentarzem. Uniósł lekko kąciki ust, jednak uśmiech szybko przygasł, gdy Erik zdał sobie sprawę z powagi sytuacji.— Z pokorą przyjmę ten zaszczyt. W ostatnim czasie ludzie lubią przekazywać możliwość zjedzenia ze mną posiłku na sprzedaż, więc myślę, że będzie to miła odmiana. W każdym razie możemy wyjść już teraz.
Ewidentnie chodziło o to, aby omówić tak bliską Perseuszowi sprawę poza murami Ministerstwa Magii, a Erik nie chciał niepotrzebnie przeciągać rozmowy w biurze, z której na dobrą sprawę i tak mało co mógł wyciągnąć. Jeśli miał pomóc, zaangażować Brygadę lub przynajmniej dopomóc radą, to musiał poznać więcej faktów, a te nie będą mu zdradzone, jeśli będą tutaj siedzieć, obserwowani mimochodem przez resztę pracowników. Machnął różdżkę, przywołując swój płaszcz z wieszaka, aby po chwili wsunąć ręce do jego rękawów i poprawić kołnierz.
— A więc mówiłeś, że gdzie jest ta restauracja? — spytał nieco głośniej, gdy zebrali się w stronę wyjścia.
Po drodze, przy recepcji, minęli rudowłosą kobietę, która wcześniej przywitała Blacka. Erik wykorzystał tę okazję, aby poinformować ją, aby przekazała przy okazji Thomasowi oraz Brennie, że wychodzi na wcześniejszy obiad z przyjacielem. Skoro rozmowa w restauracji miała być nie-do-końca-oficjalna, to dobrze byłoby zadbać o to, aby nikt w pracy nie zadawał zbędnych pytań. Określenie Perseusza przyjacielem było może trochę na wyrost, ale raczej mało kogo by to zdziwiło. Bądź co bądź, wywodzili się z rodzin czystej krwi, więc fakt, że się znali, nie powinien wywoływać jakichś ogromnych sensacji.
Szedł nieco wolniej niż zazwyczaj, jednak dalej starał się utrzymać względnie naturalne tempo chodu z uwagi na laskę Perseusza. Musiał przyznać, że bez względu na okoliczności, które zmusiły go do poruszania się przy jej pomocy, mężczyzna nosił się z klasą, a to zdecydowanie podkreślało jego aparycję. Uśmiechnął się słabo, kiedy zbliżyli się do wyjścia z gmachu Ministerstwa Magii.
— Miałeś dobry pomysł — odezwał się w końcu, z zadowoleniem witając światło dzienne, kiedy znaleźli się na zewnątrz. — W lokalu na pewno będzie mniej ciekawskich oczu.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞