04.01.2025, 13:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.01.2025, 13:40 przez Baldwin Malfoy.)
- Nie wiem Maeve. Nie tutaj.- Powtórzył, starając się zachować spokój, chociaż irytacja powolutku narastała pod skórą. Czy on miał Chang to przeliterować? Po chińsku powiedzieć? Co za problem, że nie znał chińskiego.- Reine– powtórzył żałośnie urocze zdrobnienie, pozwalając przez moment wybrzmieć ciszy.- …mi się nie spowiada. Wróci to wróci. Równie dobrze może siedzieć teraz w Głębinie, co na jakiejś zjebanej herbatce u bogaczy.
Szukaj sobie wiatru w polu.
Nawet gdyby chciał jej pomóc – to najzwyczajniej w świecie nie był w stanie i to akurat się z postawy chłopaka dało wyraźnie odczytać. Mógł jej co najwyżej poradzić sprawdzenie czy Lorraine nie czeka na nią po drugiej drzwi wejściowych do zakładu, a potem je zamknąć. Przy odrobinie uśmiechu losu Chang by w nie przyjebała i poprawiła sobie tą masakrę, którą miała w miejscu nosa.
Zatrzymał nieco dłużej wzrok na ożywieńcu, który kompletnie nie wydawał się już nimi zainteresowany. Nie dziwił się jej - krwistoczerwone słoneczko na kartce też wydawało się ciekawsze. Młoda miała na sobie jedną ze starych sukienek Lorraine i świeże czerwone szwy trzymające jej odciętą głowę w miejscu. Jedno z lepszych tanatokosmetycznych dzieł Malfoyówny jeśli miał być szczery, bo Frida przypominała bardziej porcelanową laleczkę niż żywego trupa, którym najzwyczajniej w świecie była.
Blond i nieletnia – nic czym mogłaby się pochwalić Mewka, która aktualnie wyglądała jak przetyrany życiem żul. Czyli tak jak zwykle. Ale lepiej tak niż jakby miała się odjebać w jakąś kieckę od Rosierów i udawać dziwkę z wyższych stref.
- Nie.- Odparł natychmiast, nawet nie siląc się na komentarz, choć te cisnęły mu się na usta jak żarty o jej własnej starej. Resztka instynktu samozachowawczego podpowiedziała, że tykanie teraz Chang może i było zabawne, ale i równie bezpieczne, co dźganie buchorożca w oko. - To znajda. Pałętała po Pokątnej, więc ją zabrałem zanim dorwały ją te typy od eksterminacji ghuli. Zadomowiła się.
Pozwolił jej mówić, ale uwagę poświęcił głównie przyciągnięciu zaklęciem jednego z drewnianych krzesełek, ustawionych pod ścianą. Wstanie z miejsca było zajebiście nieprzyjemne, ciało przypomniało sobie, że cały zdrętwiał. Auć, auć auć. Mrowienie w nodze sprawiło, że musiał się złapać lady, żeby się zwyczajnie w świecie nie wyjebać. Może dlatego miał taką skrzywioną minę, gdy w końcu udało mu się obejść kontuar. A może po prostu z całej jej pyskówki zapamiętał tylko pieprzone imię Degenhardta.
- Otto był starym cwaniakiem z małym chujem, ale na pewno miał też inne zalety.- Stwierdził tylko, nieco ostrzejszym tonem. Nienawidził rozmawiać o wszystkich tych pierdolonych typach, którzy próbowali złamać jego słodką Delillah. Zacisnął usta, gdy padło kolejne znajome imię. Ale przynajmniej Changównie udało się go wyrwać z typowego marazmu. Pojawienie się Bulstrode’a w miejscu, gdzie go nikt nie zapraszał było zajebiście złym omenem. W dodatku wpierdolił Mewce, a to wystarczyło, żeby Lorraine dostała szału. Więc może lepiej, że się na nią nie napatoczyła. Przynajmniej nie w tym stanie.
- Co do kurwy? Od kiedy kundle Ministerstwa wpierdalają się w sprawy Podziemia? Zlazł na Ścieżki?! – Musiał zapytać. Uchylił się odruchowo jakby spodziewał się, że sam oberwie księgą. Ta jednak uderzyła z hukiem o ścianę. Nie odezwał się. Przepraszam. Pokręcił głową chcąc jej powiedzieć coś w stylu „nie szkodzi”. Poklepał lekko oparcie krzesła, które przyciągnął wcześniej.
- Siadaj, trzeba ci ten nos naprawić.- Powiedział już nieco łagodniej.
Baldwin Malfoy. Artysta, murarz, tynkarz, akrobata i… magomedyk? No takiego wała. Nawet nie próbował siłować się z zaklęciami leczącymi, bo co jeśli się pomyli i powie zamiast epiksey jakieś epeniskey i Maevce coś na stałe wyrośnie? Zatrzymał się nad tą myślą o sekundę zbyt długo, debatując sam ze sobą czy rzeczywiście nie spróbować. Nah, Chang już była chujkiem z natury, nie powinien jej doposażać. Musiało jej wystarczyć zwykłe, manualne nastawienie kości. To akurat robił raz czy dwa, chociaż z reguły na samym sobie. Ale zasada chyba była ta sama.
Szukaj sobie wiatru w polu.
Nawet gdyby chciał jej pomóc – to najzwyczajniej w świecie nie był w stanie i to akurat się z postawy chłopaka dało wyraźnie odczytać. Mógł jej co najwyżej poradzić sprawdzenie czy Lorraine nie czeka na nią po drugiej drzwi wejściowych do zakładu, a potem je zamknąć. Przy odrobinie uśmiechu losu Chang by w nie przyjebała i poprawiła sobie tą masakrę, którą miała w miejscu nosa.
Zatrzymał nieco dłużej wzrok na ożywieńcu, który kompletnie nie wydawał się już nimi zainteresowany. Nie dziwił się jej - krwistoczerwone słoneczko na kartce też wydawało się ciekawsze. Młoda miała na sobie jedną ze starych sukienek Lorraine i świeże czerwone szwy trzymające jej odciętą głowę w miejscu. Jedno z lepszych tanatokosmetycznych dzieł Malfoyówny jeśli miał być szczery, bo Frida przypominała bardziej porcelanową laleczkę niż żywego trupa, którym najzwyczajniej w świecie była.
Blond i nieletnia – nic czym mogłaby się pochwalić Mewka, która aktualnie wyglądała jak przetyrany życiem żul. Czyli tak jak zwykle. Ale lepiej tak niż jakby miała się odjebać w jakąś kieckę od Rosierów i udawać dziwkę z wyższych stref.
- Nie.- Odparł natychmiast, nawet nie siląc się na komentarz, choć te cisnęły mu się na usta jak żarty o jej własnej starej. Resztka instynktu samozachowawczego podpowiedziała, że tykanie teraz Chang może i było zabawne, ale i równie bezpieczne, co dźganie buchorożca w oko. - To znajda. Pałętała po Pokątnej, więc ją zabrałem zanim dorwały ją te typy od eksterminacji ghuli. Zadomowiła się.
Pozwolił jej mówić, ale uwagę poświęcił głównie przyciągnięciu zaklęciem jednego z drewnianych krzesełek, ustawionych pod ścianą. Wstanie z miejsca było zajebiście nieprzyjemne, ciało przypomniało sobie, że cały zdrętwiał. Auć, auć auć. Mrowienie w nodze sprawiło, że musiał się złapać lady, żeby się zwyczajnie w świecie nie wyjebać. Może dlatego miał taką skrzywioną minę, gdy w końcu udało mu się obejść kontuar. A może po prostu z całej jej pyskówki zapamiętał tylko pieprzone imię Degenhardta.
- Otto był starym cwaniakiem z małym chujem, ale na pewno miał też inne zalety.- Stwierdził tylko, nieco ostrzejszym tonem. Nienawidził rozmawiać o wszystkich tych pierdolonych typach, którzy próbowali złamać jego słodką Delillah. Zacisnął usta, gdy padło kolejne znajome imię. Ale przynajmniej Changównie udało się go wyrwać z typowego marazmu. Pojawienie się Bulstrode’a w miejscu, gdzie go nikt nie zapraszał było zajebiście złym omenem. W dodatku wpierdolił Mewce, a to wystarczyło, żeby Lorraine dostała szału. Więc może lepiej, że się na nią nie napatoczyła. Przynajmniej nie w tym stanie.
- Co do kurwy? Od kiedy kundle Ministerstwa wpierdalają się w sprawy Podziemia? Zlazł na Ścieżki?! – Musiał zapytać. Uchylił się odruchowo jakby spodziewał się, że sam oberwie księgą. Ta jednak uderzyła z hukiem o ścianę. Nie odezwał się. Przepraszam. Pokręcił głową chcąc jej powiedzieć coś w stylu „nie szkodzi”. Poklepał lekko oparcie krzesła, które przyciągnął wcześniej.
- Siadaj, trzeba ci ten nos naprawić.- Powiedział już nieco łagodniej.
Baldwin Malfoy. Artysta, murarz, tynkarz, akrobata i… magomedyk? No takiego wała. Nawet nie próbował siłować się z zaklęciami leczącymi, bo co jeśli się pomyli i powie zamiast epiksey jakieś epeniskey i Maevce coś na stałe wyrośnie? Zatrzymał się nad tą myślą o sekundę zbyt długo, debatując sam ze sobą czy rzeczywiście nie spróbować. Nah, Chang już była chujkiem z natury, nie powinien jej doposażać. Musiało jej wystarczyć zwykłe, manualne nastawienie kości. To akurat robił raz czy dwa, chociaż z reguły na samym sobie. Ale zasada chyba była ta sama.