04.01.2025, 17:19 ✶
- Tak. Najpierw sprawdzę, co to za paczka - dopowiedział, nie spuszczając oczu z pakunku. Gdy Charles się odsunął, Lestrange machnął różdżką, by przywołać pakunek do siebie, na wysokość oczu. Obracał go przy pomocy magii delikatnie, próbując wyczuć, co może się w nim kryć. Czy szeleścił, grzechotał? Nie, wydawało się, że karton jest pusty, lecz coś wyraźnie się przewracało w środku, gdy kręcił paczką, otaczając ją wcześniej magiczną barierą, mającą pochłonąć ewentualne skutki magicznej katastrofy, gdyby do takiej doszło. Tak się jednak nie stało, nic z niej nie wyskoczyło, nic nie wybuchło. Nic a nic. Rodolphus zmarszczył brwi. - To nie są kłopoty... Chyba.
Powiedział, zerkając na Mulcibera. Ostrożnie przeszedł, kierując paczką przed sobą, do salonu, by móc umieścić pakunek ostrożnie na stole. Na butelkę piwa nawet nie zwrócił uwagi, będąc zbyt zaaferowanym niespodziewaną przesyłką.
- Od lat dostaję listy od swojej byłej dziewczyny - powiedział, nie próbując nawet ukryć odrazy, kryjącej się w jego głosie. - Z czasem prócz listów zaczęła mi podrzucać dziwne paczki. Myślałem, że używa sów, więc nic z tej sprawy cię nie dotknie, ale najwyraźniej nasze ostatnie spotkanie ją rozzłościło na tyle, że postanowiła sama podrzucić "prezent".
Wyjaśnił, nachylając się nad pakunkiem. Ostrożnie, przy pomocy różdżki, przeciął karton, chcąc zajrzeć do środka. Wokół przesyłki wciąż migotała delikatna, srebrnawa poświata, sugerująca że zaklęcie ochronne działa.
Chociaż, jak się okazało, nie było potrzebne. W środku znajdowało się kartonowe wypełnienie, a na nim: poduszeczka. Do niej przytwierdzono mózg, niewielki, ba - wręcz bardzo mały. I karteczkę.
Rodolphus odetchnął z ulgą. Mózg był zdecydowanie zwierzęcy. Szczurzy najpewniej. Raczej nic niebezpiecznego, ale na wszelki wypadek nie rozpraszał zaklęcia. Cholera wie, skąd Agatha wzięła szczura. Docinką na temat wielkości umysłu absolutnie się nie przejął. Ba, po zaskoczeniu, które pojawiło się na jego twarzy, nastąpiło lekkie rozbawienie. Pokręcił z niedowierzaniem głową.
- Mi mówisz o kłopotach? - przeniósł wzrok na Mulcibera, wracając już do dawnego siebie. Zamknął paczkę. Nie była niebezpieczna, nie podejrzewał Agathy o próbę zatrucia powietrza. Mógł rozproszyć zaklęcie. - Nie ja otwieram drzwi, gotów pobić pierwszą osobę, która znajduje się za nimi. Charles, dzieje się coś, o czym powinienem wiedzieć?
Lestrange schował różdżkę: nie będzie mu już potrzebna. Odetchnął z ulgą, chociaż wiedział, że musi się zająć tą sprawą, bo nie mógł dopuścić, żeby Agatha dalej robiła swoje wybryki - jemu mogła, ale nie osobom w jego otoczeniu.
Powiedział, zerkając na Mulcibera. Ostrożnie przeszedł, kierując paczką przed sobą, do salonu, by móc umieścić pakunek ostrożnie na stole. Na butelkę piwa nawet nie zwrócił uwagi, będąc zbyt zaaferowanym niespodziewaną przesyłką.
- Od lat dostaję listy od swojej byłej dziewczyny - powiedział, nie próbując nawet ukryć odrazy, kryjącej się w jego głosie. - Z czasem prócz listów zaczęła mi podrzucać dziwne paczki. Myślałem, że używa sów, więc nic z tej sprawy cię nie dotknie, ale najwyraźniej nasze ostatnie spotkanie ją rozzłościło na tyle, że postanowiła sama podrzucić "prezent".
Wyjaśnił, nachylając się nad pakunkiem. Ostrożnie, przy pomocy różdżki, przeciął karton, chcąc zajrzeć do środka. Wokół przesyłki wciąż migotała delikatna, srebrnawa poświata, sugerująca że zaklęcie ochronne działa.
Chociaż, jak się okazało, nie było potrzebne. W środku znajdowało się kartonowe wypełnienie, a na nim: poduszeczka. Do niej przytwierdzono mózg, niewielki, ba - wręcz bardzo mały. I karteczkę.
Trzymaj, wypadło Ci.
A
A
Rodolphus odetchnął z ulgą. Mózg był zdecydowanie zwierzęcy. Szczurzy najpewniej. Raczej nic niebezpiecznego, ale na wszelki wypadek nie rozpraszał zaklęcia. Cholera wie, skąd Agatha wzięła szczura. Docinką na temat wielkości umysłu absolutnie się nie przejął. Ba, po zaskoczeniu, które pojawiło się na jego twarzy, nastąpiło lekkie rozbawienie. Pokręcił z niedowierzaniem głową.
- Mi mówisz o kłopotach? - przeniósł wzrok na Mulcibera, wracając już do dawnego siebie. Zamknął paczkę. Nie była niebezpieczna, nie podejrzewał Agathy o próbę zatrucia powietrza. Mógł rozproszyć zaklęcie. - Nie ja otwieram drzwi, gotów pobić pierwszą osobę, która znajduje się za nimi. Charles, dzieje się coś, o czym powinienem wiedzieć?
Lestrange schował różdżkę: nie będzie mu już potrzebna. Odetchnął z ulgą, chociaż wiedział, że musi się zająć tą sprawą, bo nie mógł dopuścić, żeby Agatha dalej robiła swoje wybryki - jemu mogła, ale nie osobom w jego otoczeniu.