04.01.2025, 18:14 ✶
- Zawsze jest jakiś sposób - odparł enigmatycznie. Albo wiedział doskonale, co Charles miał na myśli, albo sam miał już jakiś plan. Którego po prostu nie zdążył realizować. Jaka jednak była prawda? Cóż... Rodolphus mimo całego swojego jestestwa nie lubił uciekać się do bezsensownej przemocy. Myślał, że ostatnie spotkanie z Agathą przemówi jej do rozsądku, lecz najwyraźniej trzeba było podjąć bardziej zdecydowane kroki. Jasno powiedział, że ma odczepić się od Bellatrix i słowa dotrzymała, zapomniał jednak, że kobieta miała tendencję do utrudniania mu życia na różne sposoby - i to mogło się odbić na Charlesie. Ale nie chciał przyjmować za niego ciosów. Agathy trzeba było się po prostu pozbyć.
Odłożył pudełko, które wcześniej zamknął, na podłogę. Przesunął je bez cienia odrazy na twarzy. W gorszych rzeczach przyszło mu się babrać, szczurzy mózg nie robił na nim żadnego wrażenia. Gdy sprawa z paczką się wyjaśniła, mógł bezczelnie wrócić do wwiercania wzroku w Mulcibera. Niechciany gość? Ach, Charles, w co ty się wpakowałeś?
- Zrobił ci coś? - zapytał bez ogródek, ignorując próbę zmiany tematu. Na piwo nawet nie spojrzał, na moment nie spuszczał z niego wzroku. Co więcej: podszedł do Charlesa i ujął podbródek między kciuk i palec wskazujący, chcąc przyjrzeć się jego twarzy. Jakby szukał ran, zaczerwienień czy jakiegokolwiek śladu po ewentualnej fizycznej przemocy, której "znajomy" siostry mógł się dopuścić. - Jeżeli chcesz, możemy nałożyć zabezpieczenie na mieszkanie, żeby nie mógł tu wejść bez zaproszenia.
Mógłby też po prostu powiedzieć siostrze, żeby trzymała swoich kumpli pod butem, lecz podejrzewał, że Mulciber z jakiegoś powodu nie chciał tego robić. Tak jak tamten znajomy to nie był tylko znajomy, lecz w to nie wnikał. Nie podobało mu się, że ktokolwiek nieproszony mógłby przyjść do tego mieszkania. Nie widział jednak śladów uderzeń, więc chyba nie doszło do rękoczynów? Oczywiście Charles mógł dostać pięścią w brzuch czy kolanem w krocze, lecz wtedy zapewne nie byłby tak żywy i energiczny, jeżeli "znajomy" wyszedł niedawno.
- Pijesz sam? - zapytał w końcu, unosząc lekko brew. Samotne picie alkoholu... Czy to nie była pierwsza ostrzegawcza lampka, która się zapalała? Według niego Charles powinien bardziej o siebie dbać. W szczególności, że wszedł w posiadanie informacji, które nie były bezpieczne. Alkohol temu nie sprzyjał, a gdy piło się samemu w domowym zaciszu, łatwo było stracić kontrolę. - Próbujesz coś odreagować?
A może się mylił i wciąganie go do organizacji nie było dobrym pomysłem? Chociaż poradził sobie znakomicie, to przecież różnił się od niego samego. Miał bardziej kruchą psychikę, więcej ludzkich odruchów. Może nie radził sobie z tym, czego się dowiedział?
Odłożył pudełko, które wcześniej zamknął, na podłogę. Przesunął je bez cienia odrazy na twarzy. W gorszych rzeczach przyszło mu się babrać, szczurzy mózg nie robił na nim żadnego wrażenia. Gdy sprawa z paczką się wyjaśniła, mógł bezczelnie wrócić do wwiercania wzroku w Mulcibera. Niechciany gość? Ach, Charles, w co ty się wpakowałeś?
- Zrobił ci coś? - zapytał bez ogródek, ignorując próbę zmiany tematu. Na piwo nawet nie spojrzał, na moment nie spuszczał z niego wzroku. Co więcej: podszedł do Charlesa i ujął podbródek między kciuk i palec wskazujący, chcąc przyjrzeć się jego twarzy. Jakby szukał ran, zaczerwienień czy jakiegokolwiek śladu po ewentualnej fizycznej przemocy, której "znajomy" siostry mógł się dopuścić. - Jeżeli chcesz, możemy nałożyć zabezpieczenie na mieszkanie, żeby nie mógł tu wejść bez zaproszenia.
Mógłby też po prostu powiedzieć siostrze, żeby trzymała swoich kumpli pod butem, lecz podejrzewał, że Mulciber z jakiegoś powodu nie chciał tego robić. Tak jak tamten znajomy to nie był tylko znajomy, lecz w to nie wnikał. Nie podobało mu się, że ktokolwiek nieproszony mógłby przyjść do tego mieszkania. Nie widział jednak śladów uderzeń, więc chyba nie doszło do rękoczynów? Oczywiście Charles mógł dostać pięścią w brzuch czy kolanem w krocze, lecz wtedy zapewne nie byłby tak żywy i energiczny, jeżeli "znajomy" wyszedł niedawno.
- Pijesz sam? - zapytał w końcu, unosząc lekko brew. Samotne picie alkoholu... Czy to nie była pierwsza ostrzegawcza lampka, która się zapalała? Według niego Charles powinien bardziej o siebie dbać. W szczególności, że wszedł w posiadanie informacji, które nie były bezpieczne. Alkohol temu nie sprzyjał, a gdy piło się samemu w domowym zaciszu, łatwo było stracić kontrolę. - Próbujesz coś odreagować?
A może się mylił i wciąganie go do organizacji nie było dobrym pomysłem? Chociaż poradził sobie znakomicie, to przecież różnił się od niego samego. Miał bardziej kruchą psychikę, więcej ludzkich odruchów. Może nie radził sobie z tym, czego się dowiedział?