04.01.2025, 21:17 ✶
- Bo nie ma. Poprosiłem o jej pomoc w jednej sprawie, bo mieliśmy problem z dostępnością pracowników Departamentu Tajemnic, z komnaty Przepowiedni - odpowiedział zgodnie z prawdą. Lestrange nie miał okazji jeszcze współpracować z Greybackówną przy innych sprawach, chociaż wiedział o naśladowcach i znał ich tożsamość. Nie mógł udawać, że nie cieszył się, że ktoś z takim talentem został zwerbowany w ich szeregi. Potrzebowali więcej takich osób. - Tak, w porządku. Nie każda sprawa, którą zajmujemy się w Departamencie Tajemnic, jest przyjemna. W zasadzie to prawie żadna nie jest przyjemna. Ta, którą zajmowaliśmy się ze Scyllą, również do nich nie należała.
Nie kłamał: sprawa tych masek była... Skomplikowana. I dziwna. Co prawda nie była jakoś specjalnie frapująca, nie dla niego, lecz była idealną wymówką, by wyjaśnić to krótkie zamyślenie. Gdy Charles się przysunął, objął go odruchowo ramieniem. Pracował dla pani Dolohovej... Rodolphus roześmiał się.
- Pani Dolohova? Czyżbyś miał na myśli moją kuzynkę, Anneleigh Dolohov, wcześniej Lestrange? - spojrzał na Mulcibera z rozbawieniem. Świat był jednak bardzo, bardzo mały. Charles niby starał się usamodzielnić i wplątać w rzeczy, które sam wybrał, lecz w końcu wszystkie niteczki prowadziły do jednego rodu: Lestrange. Nawet wśród Śmierciożerców najwyższą rolę, oczywiście oprócz Mistrza, pełnił Lestrange. Również z głównej linii, tak jak Anne. - Nie mogłeś lepiej trafić, jeśli mam być szczery. Anne to jedna z lepszych kobiet, które znam. Ma wielkie serce, jest trochę surowa, ale sprawiedliwa i uczciwa. Jak się trzyma? Po tym, co się stało na weselu Blacków, wyszła nieco wzburzona.
Nie widział Mulcibera na weselu, ale równie dobrze mógł go nie zauważyć. Na weselu było bardzo dużo ludzi, a on był zajęty najpierw rozmową z Prewettem, a potem z Anneleigh. No i potem wyrosły im pióra. Cóż, nie nudzili się tego dnia. Na wieść o kadzidłach, nieznacznie przesunął dłonią po ramieniu Charlesa.
- To miłe z twojej strony. Przydadzą się, ciężko mi zasnąć w nowym miejscu - czy zasnąć w ogóle.
Nie kłamał: sprawa tych masek była... Skomplikowana. I dziwna. Co prawda nie była jakoś specjalnie frapująca, nie dla niego, lecz była idealną wymówką, by wyjaśnić to krótkie zamyślenie. Gdy Charles się przysunął, objął go odruchowo ramieniem. Pracował dla pani Dolohovej... Rodolphus roześmiał się.
- Pani Dolohova? Czyżbyś miał na myśli moją kuzynkę, Anneleigh Dolohov, wcześniej Lestrange? - spojrzał na Mulcibera z rozbawieniem. Świat był jednak bardzo, bardzo mały. Charles niby starał się usamodzielnić i wplątać w rzeczy, które sam wybrał, lecz w końcu wszystkie niteczki prowadziły do jednego rodu: Lestrange. Nawet wśród Śmierciożerców najwyższą rolę, oczywiście oprócz Mistrza, pełnił Lestrange. Również z głównej linii, tak jak Anne. - Nie mogłeś lepiej trafić, jeśli mam być szczery. Anne to jedna z lepszych kobiet, które znam. Ma wielkie serce, jest trochę surowa, ale sprawiedliwa i uczciwa. Jak się trzyma? Po tym, co się stało na weselu Blacków, wyszła nieco wzburzona.
Nie widział Mulcibera na weselu, ale równie dobrze mógł go nie zauważyć. Na weselu było bardzo dużo ludzi, a on był zajęty najpierw rozmową z Prewettem, a potem z Anneleigh. No i potem wyrosły im pióra. Cóż, nie nudzili się tego dnia. Na wieść o kadzidłach, nieznacznie przesunął dłonią po ramieniu Charlesa.
- To miłe z twojej strony. Przydadzą się, ciężko mi zasnąć w nowym miejscu - czy zasnąć w ogóle.