04.01.2025, 21:44 ✶
Siedział na płaskim dachu jednej z rudery. Jedna noga zwisała bezwładnie, zaś na drugiej, zgiętej, opierał przedramię.
Obserwował Nokturn, który jak na ironię nie szedł spać, a dopiero zaczął się wybudzać.
Jasny pusty wzrok zalegał na jednym z budynków, zastanawiając się nad czymś usilnie. Wyglądał niczym papuga, odziany w drogi garnitur, zupełnie niepasujący do tego miejsca. Po co wracał? Nie do końca znał odpowiedź na to pytanie. Wraz ze śmiercią żony postanowił wrócić do Londynu, chciał zmienić otoczenie - więc niczym ostatni idiota postanowił wejść do bagna, z którego piętnaście lat temu wyszedł. A jednak tym razem był to jego wybór.
Szelest kroków, który zagłuszył pozorną ciszę, wywołał drgnięcie. Źrenice się zwężyły, a on dopadł wzrokiem obiekt, który wytrącił go z myśli.
Proszę Proszę Proszę.... Faye Travers - jej widok nieco go zaskoczył. Nie widział jej przeszło piętnaście lat, w dodatku nie potrafił wyobrazić sobie jej w tym bagnie. A jednak tu była... Odstając okrutnie od otoczenia, wręcz był w stanie wyczuć słodko trawiasty zapach jej włosów, które rozwiewał wiatr. Wyglądała niemalże tak jak ją zapamiętał, jakby wciąż liczyła z szesnaście wiosen - przez moment nawet poczuł się nielegalnie, mimo iż nie zrobił nic.
Czy tak wiele się zmieniło, czy zwyczajnie jego brat był idiotą, pozwalając jej samej błądzić po ulicach nokturnu?
Jego wzrok przesunął się ciut dalej, dostrzegając, że nie był jedynym, który obserwował dziewczynę. Dach był niesamowicie łaskawym miejscem, pozwalając dostrzec znacznie więcej. Widział ich zainteresowanie, domyślał się zamiarów.
Sprawnie ześliznął się z dachu na daszek, z którego zeskoczył, lądując tuż przy dziewczynie, którą bezceremonialnie zgarnął ramieniem, jakby nie było w tym niczego zaskakującego czy nieodpowiedniego.
Cóż, od ich ostatniego spotkania przybyło mu kilka centymetrów, sam Greyback się rozrósł, a jego ciało pokryły w dużym stopniu tatuaże, których za czasów szkolnych nie posiadał zbyt wielu. Ale cóż, najwidoczniej postanowił zostać pierdoloną, przerośniętą pisanką.
-Postradałaś zmysły, Travers? - mruknął głębokim, niskim tonem, nachylając się do jej ucha - Nie szarp się - szepnął powoli, stawiając dłuższą pauzę między każdym ze słów. Zacisnął mocniej palce na jej ramieniu, przyciskając ją do siebie- zwołałaś już kilka hien, nie trzeba nam więcej...- na jego ustach pojawił się szyderczy uśmiech, a On sam zerknął za siebie, widząc, iż towarzystwo chyba zmieniło plany, rezygnując z dalszej drogi. Teraz zwyczajnie stało i patrzyło, stercząc na środku ulicy niczym idioci - Chcesz im powiedzieć "Dobry wieczór"? - wyprostował się, stając, a tym samym zmuszając ją do zatrzymania.
-Hati Greyback, pamiętasz? -kolejny raz nachylił się w jej kierunku -Bo ja nigdy nie zapominam... - szepnął, a uśmiech na jego ustach się poszerzył, nabierając niepokojących tonów.
Obserwował Nokturn, który jak na ironię nie szedł spać, a dopiero zaczął się wybudzać.
Jasny pusty wzrok zalegał na jednym z budynków, zastanawiając się nad czymś usilnie. Wyglądał niczym papuga, odziany w drogi garnitur, zupełnie niepasujący do tego miejsca. Po co wracał? Nie do końca znał odpowiedź na to pytanie. Wraz ze śmiercią żony postanowił wrócić do Londynu, chciał zmienić otoczenie - więc niczym ostatni idiota postanowił wejść do bagna, z którego piętnaście lat temu wyszedł. A jednak tym razem był to jego wybór.
Szelest kroków, który zagłuszył pozorną ciszę, wywołał drgnięcie. Źrenice się zwężyły, a on dopadł wzrokiem obiekt, który wytrącił go z myśli.
Proszę Proszę Proszę.... Faye Travers - jej widok nieco go zaskoczył. Nie widział jej przeszło piętnaście lat, w dodatku nie potrafił wyobrazić sobie jej w tym bagnie. A jednak tu była... Odstając okrutnie od otoczenia, wręcz był w stanie wyczuć słodko trawiasty zapach jej włosów, które rozwiewał wiatr. Wyglądała niemalże tak jak ją zapamiętał, jakby wciąż liczyła z szesnaście wiosen - przez moment nawet poczuł się nielegalnie, mimo iż nie zrobił nic.
Czy tak wiele się zmieniło, czy zwyczajnie jego brat był idiotą, pozwalając jej samej błądzić po ulicach nokturnu?
Jego wzrok przesunął się ciut dalej, dostrzegając, że nie był jedynym, który obserwował dziewczynę. Dach był niesamowicie łaskawym miejscem, pozwalając dostrzec znacznie więcej. Widział ich zainteresowanie, domyślał się zamiarów.
Sprawnie ześliznął się z dachu na daszek, z którego zeskoczył, lądując tuż przy dziewczynie, którą bezceremonialnie zgarnął ramieniem, jakby nie było w tym niczego zaskakującego czy nieodpowiedniego.
Cóż, od ich ostatniego spotkania przybyło mu kilka centymetrów, sam Greyback się rozrósł, a jego ciało pokryły w dużym stopniu tatuaże, których za czasów szkolnych nie posiadał zbyt wielu. Ale cóż, najwidoczniej postanowił zostać pierdoloną, przerośniętą pisanką.
-Postradałaś zmysły, Travers? - mruknął głębokim, niskim tonem, nachylając się do jej ucha - Nie szarp się - szepnął powoli, stawiając dłuższą pauzę między każdym ze słów. Zacisnął mocniej palce na jej ramieniu, przyciskając ją do siebie- zwołałaś już kilka hien, nie trzeba nam więcej...- na jego ustach pojawił się szyderczy uśmiech, a On sam zerknął za siebie, widząc, iż towarzystwo chyba zmieniło plany, rezygnując z dalszej drogi. Teraz zwyczajnie stało i patrzyło, stercząc na środku ulicy niczym idioci - Chcesz im powiedzieć "Dobry wieczór"? - wyprostował się, stając, a tym samym zmuszając ją do zatrzymania.
-Hati Greyback, pamiętasz? -kolejny raz nachylił się w jej kierunku -Bo ja nigdy nie zapominam... - szepnął, a uśmiech na jego ustach się poszerzył, nabierając niepokojących tonów.