04.01.2025, 22:14 ✶
- Bo ma. Ale wszyscy nagle są niezwykle zajęci - westchnął teatralnie, przewracając oczami. Prawda była taka, że w Departamencie Tajemnic istniało ogromne ryzyko, że się postrada zmysły. A osoby z trzecim okiem były na to narażone nawet nie podwójnie, a potrójnie. Był deficyt, to było jasne. W ciągu jednego lata zginęły co najmniej dwie osoby z jego departamentu. Być może było ich więcej, lecz dawno przestał liczyć. Gdy ktoś znikał, to nowe osoby pojawiały się na jego miejscu, lecz Komnata Przepowiedni była inna. Nie każdy miał dar, łatwiej było znaleźć Niewymownego zafascynowanego śmiercią lub ludzkim mózgiem, a nie jasnowidzów.
Objął Mulcibera mocniej, a gdy ten dźgnął go lekko w żebra, wygiął się, chcąc uniknąć bliższego kontaktu z jego palcem.
- Nie żartuję. Anneleigh to moja kuzynka, siostra Louvaina i Loretty Lestrange. O tej dwójce musiałeś słyszeć gdy przybyłeś do Londynu. Louvain pracuje teraz w Ministerstwie, ale był członkiem drużyny Quidittcha. Loretta z kolei jest wybitną malarką. Anne nie mogła być inna, też jest wyjątkowa - wyjaśnił, wiedząc że Charles nie wychował się w Anglii. Lecz musiał mieć jako takie pojęcie o świecie. Anneleigh co prawda nie była aż tak sławna jak jej rodzeństwo, lecz była równie popularna w nieco innych kręgach. - Wuj? Anthony Shafiq to twój wuj?
No proszę. Krąg znajomości powoli się zacieśniał, bo przecież z Shafiqem również robili pewne... Nie do końca legalne rzeczy. Pozostawała jeszcze Lorien, ale o tym, co jej zrobił z Robertem, wolał Mulciberowi nie wspominać. Lepiej żeby nikt o tym nie wiedział: a wiedział tylko on i Robert. Z czego Robert już nie żył. Może jeszcze Richard, ale tym zajmie się w swoim czasie.
- Dobrze, że się nie pojawiłeś. Oprócz bójki między kilkoma osobami, pojawiły się dziwne drinki, które zmieniały ludzi w zwierzęta. Dodatkowo był szlamowaty cyrk. Rozmawiałem już z Perseusem, ktoś chciał mu zaszkodzić - zdradził, prezentując narrację, którą oboje z Blackiem wybrali. Nie miał interesu w tym, by oczerniać magiterapeutę. Uśmiechnął się nawet lekko, bo gdy emocje opadły, to ta cała sytuacja była nawet zabawna. - Ktoś też dolał czegoś do zupy. Kelner nas niechcący oblał i wyrosły nam pióra. Udało się to ogarnąć, ale strach pomyśleć co by się stało, gdyby którykolwiek z gości wypił chociaż łyżkę zupy.
Przeniósł dłoń na włosy Charlesa. Przeczesał je ostrożnie palcami. Czy tu lepiej spał? Nie powiedziałby, chociaż faktycznie: do tego mieszkania już się przyzwyczaił. Lecz skoro już nie było jego... To raczej to by nie pomogło.
- Nie, myślę że nie to jest problemem. Przyzwyczaję się, ale nie mogę pozwolić sobie na brak snu - brak snu oznaczał niestabilność, a on nie zamierzał już nigdy dopuścić do tego, by być niestabilnym. Zbyt wiele w tej chwili od niego zależało. - Drzemki rozregulowują zegar biologiczny.
Odpowiedział, mocniej przyciskając Charlesa do siebie. Może jednak on tego potrzebował? Może był jak Perseus, który cierpiał na dziwną przypadłość, którą był niespokojny, nieregenerujący sen gdy nie było drugiej osoby obok?
- Jeżeli chcesz, będę obok - powiedział czule, odgarniając mu włosy z czoła. - Będę cię pilnował.
Objął Mulcibera mocniej, a gdy ten dźgnął go lekko w żebra, wygiął się, chcąc uniknąć bliższego kontaktu z jego palcem.
- Nie żartuję. Anneleigh to moja kuzynka, siostra Louvaina i Loretty Lestrange. O tej dwójce musiałeś słyszeć gdy przybyłeś do Londynu. Louvain pracuje teraz w Ministerstwie, ale był członkiem drużyny Quidittcha. Loretta z kolei jest wybitną malarką. Anne nie mogła być inna, też jest wyjątkowa - wyjaśnił, wiedząc że Charles nie wychował się w Anglii. Lecz musiał mieć jako takie pojęcie o świecie. Anneleigh co prawda nie była aż tak sławna jak jej rodzeństwo, lecz była równie popularna w nieco innych kręgach. - Wuj? Anthony Shafiq to twój wuj?
No proszę. Krąg znajomości powoli się zacieśniał, bo przecież z Shafiqem również robili pewne... Nie do końca legalne rzeczy. Pozostawała jeszcze Lorien, ale o tym, co jej zrobił z Robertem, wolał Mulciberowi nie wspominać. Lepiej żeby nikt o tym nie wiedział: a wiedział tylko on i Robert. Z czego Robert już nie żył. Może jeszcze Richard, ale tym zajmie się w swoim czasie.
- Dobrze, że się nie pojawiłeś. Oprócz bójki między kilkoma osobami, pojawiły się dziwne drinki, które zmieniały ludzi w zwierzęta. Dodatkowo był szlamowaty cyrk. Rozmawiałem już z Perseusem, ktoś chciał mu zaszkodzić - zdradził, prezentując narrację, którą oboje z Blackiem wybrali. Nie miał interesu w tym, by oczerniać magiterapeutę. Uśmiechnął się nawet lekko, bo gdy emocje opadły, to ta cała sytuacja była nawet zabawna. - Ktoś też dolał czegoś do zupy. Kelner nas niechcący oblał i wyrosły nam pióra. Udało się to ogarnąć, ale strach pomyśleć co by się stało, gdyby którykolwiek z gości wypił chociaż łyżkę zupy.
Przeniósł dłoń na włosy Charlesa. Przeczesał je ostrożnie palcami. Czy tu lepiej spał? Nie powiedziałby, chociaż faktycznie: do tego mieszkania już się przyzwyczaił. Lecz skoro już nie było jego... To raczej to by nie pomogło.
- Nie, myślę że nie to jest problemem. Przyzwyczaję się, ale nie mogę pozwolić sobie na brak snu - brak snu oznaczał niestabilność, a on nie zamierzał już nigdy dopuścić do tego, by być niestabilnym. Zbyt wiele w tej chwili od niego zależało. - Drzemki rozregulowują zegar biologiczny.
Odpowiedział, mocniej przyciskając Charlesa do siebie. Może jednak on tego potrzebował? Może był jak Perseus, który cierpiał na dziwną przypadłość, którą był niespokojny, nieregenerujący sen gdy nie było drugiej osoby obok?
- Jeżeli chcesz, będę obok - powiedział czule, odgarniając mu włosy z czoła. - Będę cię pilnował.