04.01.2025, 22:49 ✶
Usłyszała delikatne tąpnięcie, lecz nie zwróciła na nie większej uwagi. Brzmiało dziwnie miękko, jednak wiedziała że to nie mógł być kot ani inne zwierzę, które mieszkało na Nokturnie. Dlatego podjęła decyzję, którą powinna była podjąć już wcześniej: wiać. To znaczy w pierwszej kolejności w ogóle nie powinna była się tu znaleźć, prawda? Ale skoro już się znalazła, to następnym krokiem powinno być eleganckie spierdalanie w taki sposób, by nikt się nie zorientował, że to ucieczka.
Nie zdążyła jednak, bo w chwili gdy tylko spróbowała się odwrócić w stronę źródła dźwięku, silne ramię zgarnęło ją do siebie. Jej pierwszym odruchem było mocne szarpnięcie się, ale dla zobrazowania sytuacji Greybackowi Faye sięgała do ramienia. RAMIENIA! Była też dużo drobniejsza, a on przez te lata urósł nie tylko wzwyż, ale i rozrósł się w barach, jakby przez kilkanaście lat przerzucał kamienie w kamieniołomie. Chociaż może i tak faktycznie robił, kto wie? To by wiele tłumaczyło, nawet nieboską liczbę tatuaży, których nie dało się przegapić.
- Co ty... - urwała w połowie słowa. Znał jej nazwisko, a i jego zapach był znajomy. Bardziej niż głos, który przez lata zdążył się zmienić. Był głębszy, bardziej niepokojący. Ale ten zapach... Traversówna uniosła głowę. - Bo co?
Pewnie sama by przestała się szarpać, gdyby jej nie powiedział, że ma tego nie robić. To był w zasadzie bardzo, bardzo głupi ruch, którego by nie wykonała, gdyby nie znajomy zapach, który docierał do jej nozdrzy. Pachniał trochę jak Maddox, a trochę jak placek z sosem pomidorowym i szynką z serem, ale bez ananasa. Poza tym gdy uniosła głowę, to pochwyciła jego oczy. Oczu nie przykrył tatuażami. Zmienił się i to bardzo, ale najwidoczniej tylko fizycznie, bo wciąż zachowywał się tak, jak ten kilkanaście lat temu. Pech chciał, że Faye również nie dorosła. Może to wilkołacza przypadłość? Traversówna szarpnęła się, ale chyba bardziej dla zasady, bo zrobiła to jakoś tak niechlujnie, wiedząc że nie ma żadnych szans z kimś, kto jest co najmniej trzy razy silniejszy od niej.
- Mogę im powiedzieć "pierdol się" - burknęła, zadzierając głowę. Ani myślała uciekać przed jego spojrzeniem czy uśmiechami. Był Greybackiem, a Maddox obiecał, że jest bezpieczna. Co z tego, że go tu nie było, by ją chronić? Nie musiał tu być, ona sama potrafiłaby sobie z nim poradzić, gdyby chciała. Uśmiechnęła się więc szeroko i rozchyliła ręce. - Oczywiście, że pamiętam. Pachniesz tak samo, ale trochę za dużo w tym pomidorów, a za mało krwi, Hati.
Czy chciała uciec? Nie. Rozchyliła ramiona tylko po to, by go uścisnąć. W swojej opinii mocno, w jego... Cóż.
- Co tu robisz? - zapytała, zanim ten zdążył zadać jej to samo pytanie. Jako ofiara tego spotkania uznała, że najlepszą obroną jest atak.
Nie zdążyła jednak, bo w chwili gdy tylko spróbowała się odwrócić w stronę źródła dźwięku, silne ramię zgarnęło ją do siebie. Jej pierwszym odruchem było mocne szarpnięcie się, ale dla zobrazowania sytuacji Greybackowi Faye sięgała do ramienia. RAMIENIA! Była też dużo drobniejsza, a on przez te lata urósł nie tylko wzwyż, ale i rozrósł się w barach, jakby przez kilkanaście lat przerzucał kamienie w kamieniołomie. Chociaż może i tak faktycznie robił, kto wie? To by wiele tłumaczyło, nawet nieboską liczbę tatuaży, których nie dało się przegapić.
- Co ty... - urwała w połowie słowa. Znał jej nazwisko, a i jego zapach był znajomy. Bardziej niż głos, który przez lata zdążył się zmienić. Był głębszy, bardziej niepokojący. Ale ten zapach... Traversówna uniosła głowę. - Bo co?
Pewnie sama by przestała się szarpać, gdyby jej nie powiedział, że ma tego nie robić. To był w zasadzie bardzo, bardzo głupi ruch, którego by nie wykonała, gdyby nie znajomy zapach, który docierał do jej nozdrzy. Pachniał trochę jak Maddox, a trochę jak placek z sosem pomidorowym i szynką z serem, ale bez ananasa. Poza tym gdy uniosła głowę, to pochwyciła jego oczy. Oczu nie przykrył tatuażami. Zmienił się i to bardzo, ale najwidoczniej tylko fizycznie, bo wciąż zachowywał się tak, jak ten kilkanaście lat temu. Pech chciał, że Faye również nie dorosła. Może to wilkołacza przypadłość? Traversówna szarpnęła się, ale chyba bardziej dla zasady, bo zrobiła to jakoś tak niechlujnie, wiedząc że nie ma żadnych szans z kimś, kto jest co najmniej trzy razy silniejszy od niej.
- Mogę im powiedzieć "pierdol się" - burknęła, zadzierając głowę. Ani myślała uciekać przed jego spojrzeniem czy uśmiechami. Był Greybackiem, a Maddox obiecał, że jest bezpieczna. Co z tego, że go tu nie było, by ją chronić? Nie musiał tu być, ona sama potrafiłaby sobie z nim poradzić, gdyby chciała. Uśmiechnęła się więc szeroko i rozchyliła ręce. - Oczywiście, że pamiętam. Pachniesz tak samo, ale trochę za dużo w tym pomidorów, a za mało krwi, Hati.
Czy chciała uciec? Nie. Rozchyliła ramiona tylko po to, by go uścisnąć. W swojej opinii mocno, w jego... Cóż.
- Co tu robisz? - zapytała, zanim ten zdążył zadać jej to samo pytanie. Jako ofiara tego spotkania uznała, że najlepszą obroną jest atak.