05.01.2025, 00:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.01.2025, 00:56 przez Lorien Mulciber.)
Przyjęła z wdzięcznością filiżankę i upiła ostrożnie gorącej herbaty, parząc sobie przy okazji lekko usta. Ale zdawała się nie zwracać uwagi na takie drobiazgi. Przytrzymała ciepłą porcelanę w obu dłoniach, grzejąc skostniałe palce. Nie mogła pozbyć się tego uporczywego bólu w nadgarstkach i dłoniach.
- Nie chcę innych lekarzy.- Powiedziała. Nie zresztą pierwszy raz w życiu. Co do tego od lat pozostawała straszliwie uparta, opiekę nad sobą zrzucając może dość samolubnie, na barki młodszego kuzyna. Ale taka już była Lorien. Nigdy nie ukrywała przed ludźmi faktu istnienia swojej klątwy. Zrobiła z niej swoją ulubioną kartę przetargową już w szkole, z czasem tylko wygładzając obraz przeklętej przez bogów czarownicy. Ale szczegóły miały pozostać na zawsze zakopane w tej jednej teczce u Basilliusa Prewetta. Im mniej osób wiedziało, że jest źle, tym mniej próbowało sprawić, żeby było jeszcze gorzej.
- Sam mówisz, że to tylko kilka dni.- Posłała mu uspokajający uśmiech.- Przepisz mi proszę po prostu mocniejszą dawkę eliksiru uspokajającego. Mam też zapas kadzideł. Gdyby przyszło co do czego – obiecuję, że się nie dam. Zduszę ptaszysko i emocje farmaceutykami.- Zrobiła czerwonym pazurkiem krzyżyk nad sercem, jakby składała sekretną obietnicę.- Zresztą, mieszkam aktualnie w Little Hangleton. Jakie problemy mogą mnie tam spotkać? Tam się nic nigdy nie dzieje.
Może powinna odstukać w niemalowane drewno, ale cóż – nie zrobiła tego, święcie przekonana, że najbliższych kilka dni spędzi nad nudną pracą, może wypije samotnie lampkę wina w swoje urodziny. Nic szczególnego i tak nie planowała.
Odstawiła filiżankę na stolik, zgodnie z życzeniem Basilliusa zamierając nieruchomo w miejscu. Oddychała spokojnie, pozwalając mu rzucać wszystkie potrzebne zaklęcia. Nigdy nie należało to do najprzyjemniejszych rzeczy na świecie, ale Lorien… lubiła wiedzieć. Prognozy, nawet jeśli brutalne pozwalały jej na planowanie pewnych rzeczy. Rozkładanie ich w czasie, który jej pozostał. Może małą nadzieję, że zdoła jeszcze troszkę go ukraść. Ale przede wszystkim pozwalały jej żegnać się z ludźmi na własnych zasadach.
- Nie chcę innych lekarzy.- Powiedziała. Nie zresztą pierwszy raz w życiu. Co do tego od lat pozostawała straszliwie uparta, opiekę nad sobą zrzucając może dość samolubnie, na barki młodszego kuzyna. Ale taka już była Lorien. Nigdy nie ukrywała przed ludźmi faktu istnienia swojej klątwy. Zrobiła z niej swoją ulubioną kartę przetargową już w szkole, z czasem tylko wygładzając obraz przeklętej przez bogów czarownicy. Ale szczegóły miały pozostać na zawsze zakopane w tej jednej teczce u Basilliusa Prewetta. Im mniej osób wiedziało, że jest źle, tym mniej próbowało sprawić, żeby było jeszcze gorzej.
- Sam mówisz, że to tylko kilka dni.- Posłała mu uspokajający uśmiech.- Przepisz mi proszę po prostu mocniejszą dawkę eliksiru uspokajającego. Mam też zapas kadzideł. Gdyby przyszło co do czego – obiecuję, że się nie dam. Zduszę ptaszysko i emocje farmaceutykami.- Zrobiła czerwonym pazurkiem krzyżyk nad sercem, jakby składała sekretną obietnicę.- Zresztą, mieszkam aktualnie w Little Hangleton. Jakie problemy mogą mnie tam spotkać? Tam się nic nigdy nie dzieje.
Może powinna odstukać w niemalowane drewno, ale cóż – nie zrobiła tego, święcie przekonana, że najbliższych kilka dni spędzi nad nudną pracą, może wypije samotnie lampkę wina w swoje urodziny. Nic szczególnego i tak nie planowała.
Odstawiła filiżankę na stolik, zgodnie z życzeniem Basilliusa zamierając nieruchomo w miejscu. Oddychała spokojnie, pozwalając mu rzucać wszystkie potrzebne zaklęcia. Nigdy nie należało to do najprzyjemniejszych rzeczy na świecie, ale Lorien… lubiła wiedzieć. Prognozy, nawet jeśli brutalne pozwalały jej na planowanie pewnych rzeczy. Rozkładanie ich w czasie, który jej pozostał. Może małą nadzieję, że zdoła jeszcze troszkę go ukraść. Ale przede wszystkim pozwalały jej żegnać się z ludźmi na własnych zasadach.