Wizyta Richarda była niezapowiedziana. Gdyby było inaczej i wysłałby mu list, że planuje odwiedzić swoich synów, kto wie czy Charles przygotowałby się do tego znacznie lepiej. Jednakże starszy Mulciber wolał tak, niż uprzedzać o swojej wizycie. Przynajmniej wie, że w kwestii utrzymywania porządku i czystości, wychował chłopców odpowiednio. Z gościnnością tak samo. Widział to po Charlesie, jak mu zależało. To była jego druga próba samodzielności. Już pod koniec wiosny, była sytuacja, gdzie musiał sam z Leonardem zajmować domem w Oslo, kiedy Richard musiał pomóc bratu w innym kraju.
Podczas rozmowy w salonie, gdzie to syn zaczął przepraszać, Richard zapewnił go, że nie jest niczemu winny. Za swoje wcześniejsze przewinienia, dostał już przecież solidną karę i ostrzeżenia wobec swojego postępowania.
- Przepraszając mnie. Przepraszasz jego. Nie obwiniaj się synu. Za swoje przewinienia dostałeś już karę. Czasu nie cofniemy, choć sam bardzo bym chciał.Po raz kolejny go zapewniał. Nie można zapomnieć, że Robert i Richard byli bliźniakami, dzieląc ten sam wygląd. Jeżeli to ma uspokoić Charlesa, żeby mu się nie rozkleił, a coś czuł, że chłopak się powstrzymuje, to niech wierzy, że przeprosiny zostały wysłuchane. Nie Charles był przecież winny jego śmierci.
- Jeżeli szukasz winnego, to nie szukaj go w sobie. Robert też nie był ze mną szczery w niektórych sprawach. O niektórych, nawet nie mówił.
Dodał informacyjnie. Pozwalając też, aby Charles zajął się przygotowaniem kawy, jak tylko czajnik dał sygnał, że woda jest zagotowana.
Dał synowi zielone światło, możliwości odwiedzania go i dziewczyn w kamienicy, wraz z Leonardem.
- Przy okazji, kupiliście czy wynajmujecie to mieszkanie?
Zmienił trochę temat, aby wyciągnąć nieco więcej informacji w tym temacie.