26.01.2023, 23:53 ✶
Pomyślał o Cameronie. O tym jak ubiera biały kitel w pracy, jak skupia się nad którąś z podpisanych buteleczek, zapewne zastanawiając się czy przełożona rozczyta się z jego baboli, jak uśmiecha się pod nosem, bo mimo wizji zbesztania cała sytuacja jest prześmieszna, Charlie nie jest w stanie stwierdzić czemu, ale takie po prostu są fakty. Prawie poczuł na sercu ciepło, jakie dały mu słowa przyjaciela, które ten nakreślił w swoim ostatnim liście, przywoływały na myśl determinację w jego głosie, jąkanie się, gdy sytuacja zaczynała go stresować. Potem meandry myśli chłopaka dotarły do Heather, do jej zdeterminowania, do ciepłych, szorstkich od mocnego trzymania miotły dłoni. Umysł wypełnił melodyjny śmiech rudowłosej, który czasami był tak głośny, że dziewczyna mogłaby konkurować z niejedną śpiewaczką operową, gdyby tylko chciała. Przynajmniej tak się Rookwoodowi wydawało.
- Nie chcę - wymamrotał, a potem zdał sobie sprawę, że brzmi jakby mówił do siebie, w dodatku nie wyjaśnia niczego nazbyt dokładnie - Zależy mi na poznaniu szczegółów, ale bardziej zależy mi na Cameronie. - widać było, że chwilę bił się z myślami, zanim to powiedział, w końcu miał na szali życie matki i najlepszego przyjaciela, wybór wcale nie był taki prosty, ale ostatecznie okazał się oczywisty. To nie Helen była przy nim, kiedy przeżywał najważniejsze momenty życia, rozterki, gdy nie radził sobie z jakąkolwiek presją i problemami. Najlepsi przyjaciele zastąpili mu rodzinę, a w momentach, takich jak ten, wiedząc jak smakuje strata najbliższych, jak bardzo boli widok ich śmierci, musiał być bezwzględny i wprowadzić hierarchię. Dał rodzicom wiele szans i tak samo wiele razy słuchał o tym jak bardzo ich zawiódł, jak bardzo by chcieli, aby był bardziej jak Fineas - co teraz, ironicznie, na pewno miało więcej sensu, dla rodziny byłoby lepiej gdyby tamtej nocy zginął Charles, a nie jego starszy brat. Ta myśl spowodowała, że ręce na powrót zaczęły się pocić, a nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej powodował każdy, kolejny oddech trudniejszym, niemalże blokując dostęp powietrza.
- Wiem - odparł sucho, jakby cierpko, bo nie chciał poświęcać tej sprawie więcej myśli i emocji. Rozterka na temat Camerona i Heather mocno mu uświadomiła, że jakby dano temu podjął tę decyzję, być może byłby martwy dla rodziców, ale Fineas i Christie wciąż by żyli - I chcę ją podjąć. Jeżeli jesteście... jesteśmy w stanie to zorganizować to nie ma na co czekać. Może ściągnie to stres z ciebie i podejrzenia z moich przyjaciół - wiedział, że nie będzie prostym, aby powiedzieć to na głos, ale nie spodziewał się, że głos ugrzęźnie mu w gardle tak dobitnie, że wydobycie go będzie graniczyć z cudem i powodować, ból w przełyku.
Potrzebował coś zjeść, nawet jeżeli miał wszystko zwrócić zanim pójdzie do łóżka. Musiał się czymś zapchać.
- Polecam się - uśmiechnął się, siląc się na to, aby grymas był chociaż odrobinę czarujący - Znam też dobre miejsca z kebabami, jakby cię to w przyszłości interesowało - dodał, swobodniej i sam zgarnął swoją część jedzenia.
- Nie będę cię już chyba męczyć, pewnie miałaś ciężki dzień... wnioskując po kawie - wskazał brodą niedopity wywar, zapewne już zimny.
- Nie chcę - wymamrotał, a potem zdał sobie sprawę, że brzmi jakby mówił do siebie, w dodatku nie wyjaśnia niczego nazbyt dokładnie - Zależy mi na poznaniu szczegółów, ale bardziej zależy mi na Cameronie. - widać było, że chwilę bił się z myślami, zanim to powiedział, w końcu miał na szali życie matki i najlepszego przyjaciela, wybór wcale nie był taki prosty, ale ostatecznie okazał się oczywisty. To nie Helen była przy nim, kiedy przeżywał najważniejsze momenty życia, rozterki, gdy nie radził sobie z jakąkolwiek presją i problemami. Najlepsi przyjaciele zastąpili mu rodzinę, a w momentach, takich jak ten, wiedząc jak smakuje strata najbliższych, jak bardzo boli widok ich śmierci, musiał być bezwzględny i wprowadzić hierarchię. Dał rodzicom wiele szans i tak samo wiele razy słuchał o tym jak bardzo ich zawiódł, jak bardzo by chcieli, aby był bardziej jak Fineas - co teraz, ironicznie, na pewno miało więcej sensu, dla rodziny byłoby lepiej gdyby tamtej nocy zginął Charles, a nie jego starszy brat. Ta myśl spowodowała, że ręce na powrót zaczęły się pocić, a nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej powodował każdy, kolejny oddech trudniejszym, niemalże blokując dostęp powietrza.
- Wiem - odparł sucho, jakby cierpko, bo nie chciał poświęcać tej sprawie więcej myśli i emocji. Rozterka na temat Camerona i Heather mocno mu uświadomiła, że jakby dano temu podjął tę decyzję, być może byłby martwy dla rodziców, ale Fineas i Christie wciąż by żyli - I chcę ją podjąć. Jeżeli jesteście... jesteśmy w stanie to zorganizować to nie ma na co czekać. Może ściągnie to stres z ciebie i podejrzenia z moich przyjaciół - wiedział, że nie będzie prostym, aby powiedzieć to na głos, ale nie spodziewał się, że głos ugrzęźnie mu w gardle tak dobitnie, że wydobycie go będzie graniczyć z cudem i powodować, ból w przełyku.
Potrzebował coś zjeść, nawet jeżeli miał wszystko zwrócić zanim pójdzie do łóżka. Musiał się czymś zapchać.
- Polecam się - uśmiechnął się, siląc się na to, aby grymas był chociaż odrobinę czarujący - Znam też dobre miejsca z kebabami, jakby cię to w przyszłości interesowało - dodał, swobodniej i sam zgarnął swoją część jedzenia.
- Nie będę cię już chyba męczyć, pewnie miałaś ciężki dzień... wnioskując po kawie - wskazał brodą niedopity wywar, zapewne już zimny.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you