05.01.2025, 21:51 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.01.2025, 21:51 przez Erik Longbottom.)
Czy przypadkowy przechodzień, który niespodziewanie zatrzymał się na środku chodnika, zwrócił w jakikolwiek sposób uwagę Erika? Cóż, ciężko było nie zainteresować się kimś, kto nagle wstrzymał ruch na drodze dla pieszych i zaczął wgapiać się w przestrzeń, jakby w bliżej nieokreślonym punkcie dostrzegł coś, co było widoczne tylko i wyłącznie dla niego. Longbottom zawiesił spojrzenie na obcym mężczyźnie, zastanawiając się, o co chodzi. W gruncie rzeczy nie był to jakiś specjalnie niecodzienny widok.
Każdemu mogło się zdarzyć po prostu ''zawiesić''. Może właśnie przypomniał sobie, że jednak nie kupił sobie w pobliskim saloniku prasowym swojej ulubionej gazety? Zostawił paczkę ulubionych papierosów w knajpie? A może zorientował się, że zabłądził na osiedlu i powinien był jednak iść inną drogą, aby dotrzeć do celu swej podróży? Intencje obcego pozostały nieodgadnione, a Erik nie bardzo miał możliwość rozwiązać tę zagadkę, bo człowiek zaraz obrócił się na pięcie i zaczął wracać po swoich własnych śladach.
Cholera, czy to mógł być on, zachodził w głowę Longbottom, rozglądając się uważnie na prawo i lewo. Czyżby zawalił sprawę? Ech, może faktycznie powinien pójść z Patrickiem do środka i zostawić Thomasa na czatach? Bądź co bądź, z ich trójki, to właśnie on był najbardziej rozpoznawalny przez pozycję rodziny i te wszystkie artykuły w Proroku Codziennym. Jeśli ktoś orientował się w celebryckich plotkach i doniesieniach medialnych ze świata czarodziejów, to mógł go bez trudu zidentyfikować. I tak o to umiera kariera dobrego śledczego, pomyślał z przekąsem, zduszając w zarodku ciężkie westchnienie. Zawsze pod górkę. Zawsze.
Na szczęście Erik nie miał okazji ku temu, aby zacząć jeszcze bardziej rozpaczać nad swym losem, bo z drzwi wejściowych do kamieniczki wyłonili się jego sojusznicy. Longbottom przekrzywił ciekawsko głowę, widząc papugę, jaką ewakuowali z mieszkania podejrzanego. I książkę, której treści Erik oczywiście nie znał.
— Chyba nic tu po nas — oświadczył cicho, zerkając po raz ostatni przez ramię, zanim skupił się na swych rozmówcach. — A skoro macie... hmm… ofiarę zajścia, to chyba nie ma sensu tak tu siedzieć. — Wzruszył sztywno ramionami. — Tutaj nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Raczej mały ruch. Bliżej wejścia podszedł dosłownie jeden facet. Wprawdzie nagle zawrócił, ale nie wydawał się podenerwowany, czy coś w tym stylu. Raczej... Jakby czegoś zapomniał?
Detektyw podrapał się po policzku, błądząc nieco spłoszonym spojrzeniem między twarzami obu mężczyzn. Nie widział zbytnio sensu w tym, aby tu siedzieć, skoro mieli potencjalnego świadka w formie papugi. Ciekawe, czy Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami stwierdzi, że może się wtrącić do tej sprawy, pomyślał, przypominając sobie doniesienia, jakie krążyły o Ministerstwie Magii. Niektórym z pracowników naprawdę ciążył los co poniektórych zwierząt. Czy i w tym przypadku uznają papugę za poszkodowaną? Bez względu na decyzję podjętą przez Thomasa, Erik zamierzał, tak czy siak, wrócić do Ministerstwa wraz ze Stewardem.
Każdemu mogło się zdarzyć po prostu ''zawiesić''. Może właśnie przypomniał sobie, że jednak nie kupił sobie w pobliskim saloniku prasowym swojej ulubionej gazety? Zostawił paczkę ulubionych papierosów w knajpie? A może zorientował się, że zabłądził na osiedlu i powinien był jednak iść inną drogą, aby dotrzeć do celu swej podróży? Intencje obcego pozostały nieodgadnione, a Erik nie bardzo miał możliwość rozwiązać tę zagadkę, bo człowiek zaraz obrócił się na pięcie i zaczął wracać po swoich własnych śladach.
Cholera, czy to mógł być on, zachodził w głowę Longbottom, rozglądając się uważnie na prawo i lewo. Czyżby zawalił sprawę? Ech, może faktycznie powinien pójść z Patrickiem do środka i zostawić Thomasa na czatach? Bądź co bądź, z ich trójki, to właśnie on był najbardziej rozpoznawalny przez pozycję rodziny i te wszystkie artykuły w Proroku Codziennym. Jeśli ktoś orientował się w celebryckich plotkach i doniesieniach medialnych ze świata czarodziejów, to mógł go bez trudu zidentyfikować. I tak o to umiera kariera dobrego śledczego, pomyślał z przekąsem, zduszając w zarodku ciężkie westchnienie. Zawsze pod górkę. Zawsze.
Na szczęście Erik nie miał okazji ku temu, aby zacząć jeszcze bardziej rozpaczać nad swym losem, bo z drzwi wejściowych do kamieniczki wyłonili się jego sojusznicy. Longbottom przekrzywił ciekawsko głowę, widząc papugę, jaką ewakuowali z mieszkania podejrzanego. I książkę, której treści Erik oczywiście nie znał.
— Chyba nic tu po nas — oświadczył cicho, zerkając po raz ostatni przez ramię, zanim skupił się na swych rozmówcach. — A skoro macie... hmm… ofiarę zajścia, to chyba nie ma sensu tak tu siedzieć. — Wzruszył sztywno ramionami. — Tutaj nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Raczej mały ruch. Bliżej wejścia podszedł dosłownie jeden facet. Wprawdzie nagle zawrócił, ale nie wydawał się podenerwowany, czy coś w tym stylu. Raczej... Jakby czegoś zapomniał?
Detektyw podrapał się po policzku, błądząc nieco spłoszonym spojrzeniem między twarzami obu mężczyzn. Nie widział zbytnio sensu w tym, aby tu siedzieć, skoro mieli potencjalnego świadka w formie papugi. Ciekawe, czy Departament Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami stwierdzi, że może się wtrącić do tej sprawy, pomyślał, przypominając sobie doniesienia, jakie krążyły o Ministerstwie Magii. Niektórym z pracowników naprawdę ciążył los co poniektórych zwierząt. Czy i w tym przypadku uznają papugę za poszkodowaną? Bez względu na decyzję podjętą przez Thomasa, Erik zamierzał, tak czy siak, wrócić do Ministerstwa wraz ze Stewardem.
Postać opuszcza sesję
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞