06.01.2025, 00:34 ✶
List zabezpieczony prostym, standardowym zaklęciem ochronnym. Spłonął natychmiast po przeczytaniu.
Może masz paranoję.
Może Bogini zesłała ci dar mądrości, której nie pojmuję.
A może powinnaś była pozwolić rozszarpać sobie gardło, skoro uciekłaś się do kłamstwa równego bluźnierstwu. Kimkolwiek jest Rodolphus Lestrange i czegokolwiek ode mnie chce – nie otrzyma nic, tak długo jak kundli się przy boku Charles’a Mulcibera. Nie będę przed nim uciekać, ale nie stracę zbyt wiele obiecując ci, że nie będę go szukać. I tak tego nie zamierzałem robić.
Nie powiedziałaś mi o nim nic na tyle interesującego (poza faktem, że zajebali jakiegoś badyla), żebym czuł potrzebę odnalezienia go. Wybacz – wiesz, że nie grywam w szachy. Nudzą mnie. Tak jak wszystkie pomniejsze pionki na szachownicy.
Zapewniam Cię, że otrzymałem od Mulcibera już wszystko co mógł mi ofiarować – ale jego portret przeznaczony będzie tylko dla wybranych oczu. Nie zatrzymam go dla siebie; znajdę lepsze miejsce lub wyrzucę na śmietnik by zgnił i spłowiał. Jest bezwartościowy w swoim prymitywnym gniewie i zakłamaniu. Wobec kogo? Siebie? Świata?
Ale pomógł mi coś zrozumieć.
Widzisz moja miła, człowiek, którego bogowie dali mi za ojca z nabożną czcią zwykł powtarzać rodową maksymę. Błahe wydarzenie może odegrać dużą rolę. Jak nikt wierzył w efekt motyla. Może dlatego został historykiem? Ślepy na przyszłość rodziny, wolał tkwić w jej chwalebnej przeszłości. Budząc się ze Scarlett wczepioną w mój bok, jakby bała się, że z niewidocznych ran spłynie krew i woda – zrozumiałem jedno.
Zabiłem tego motyla.
Zabiłem go i każdego poranka budzę się z jego krwią na rękach, świadom konsekwencji życia, które wybrałem. Życia, w które Charles ślepo brnie kompletnie nieświadom trudów z nim związanych, nieświadom, że by nie przetrwał w kanałach, które nazywamy domem.
Taka jest prawda moja słodka. Żyjemy w Podziemiach. Żyjemy jak szczury i czasem zdarza się nam dostać w pysk. O, kolej rzeczy. Wybacz, że stałaś się wczoraj tego świadkiem. Z reguły dbam by oszczędzić ci tego bólu.
Gdy przyjdzie czas, aby Charles zabił swojego własnego motyla - wierzę, że Matka odda mu po stokroć w plonach to co wczoraj zasiał.
Ps. Wierzę, że moje przeprosiny były dla Scarlett wysoce satysfakcjonujące.
PPs. W śmiechu Ojca jest wiele goryczy i kpiny. Nie powiem mu, jeśli nie spyta, ale nie oczekuj, że go okłamię, gdy niechybnie dotrze do niego prawda. Ale nim to się stanie – zastanów się Delilah co zaboli bardziej – jego śmiech czy myśl, że boisz się jakiegoś Lestrange’a. Możesz mi nie wierzyć, ale On na ciebie czeka. Widzę to w jego oczach, słyszę w głosie. Czeka na powrót córki, która unosi się pychą każdego dnia.
Londyn, 07.09.
Moja słodka Delillah, Może masz paranoję.
Może Bogini zesłała ci dar mądrości, której nie pojmuję.
A może powinnaś była pozwolić rozszarpać sobie gardło, skoro uciekłaś się do kłamstwa równego bluźnierstwu. Kimkolwiek jest Rodolphus Lestrange i czegokolwiek ode mnie chce – nie otrzyma nic, tak długo jak kundli się przy boku Charles’a Mulcibera. Nie będę przed nim uciekać, ale nie stracę zbyt wiele obiecując ci, że nie będę go szukać. I tak tego nie zamierzałem robić.
Nie powiedziałaś mi o nim nic na tyle interesującego (poza faktem, że zajebali jakiegoś badyla), żebym czuł potrzebę odnalezienia go. Wybacz – wiesz, że nie grywam w szachy. Nudzą mnie. Tak jak wszystkie pomniejsze pionki na szachownicy.
Zapewniam Cię, że otrzymałem od Mulcibera już wszystko co mógł mi ofiarować – ale jego portret przeznaczony będzie tylko dla wybranych oczu. Nie zatrzymam go dla siebie; znajdę lepsze miejsce lub wyrzucę na śmietnik by zgnił i spłowiał. Jest bezwartościowy w swoim prymitywnym gniewie i zakłamaniu. Wobec kogo? Siebie? Świata?
Ale pomógł mi coś zrozumieć.
Widzisz moja miła, człowiek, którego bogowie dali mi za ojca z nabożną czcią zwykł powtarzać rodową maksymę. Błahe wydarzenie może odegrać dużą rolę. Jak nikt wierzył w efekt motyla. Może dlatego został historykiem? Ślepy na przyszłość rodziny, wolał tkwić w jej chwalebnej przeszłości. Budząc się ze Scarlett wczepioną w mój bok, jakby bała się, że z niewidocznych ran spłynie krew i woda – zrozumiałem jedno.
Zabiłem tego motyla.
Zabiłem go i każdego poranka budzę się z jego krwią na rękach, świadom konsekwencji życia, które wybrałem. Życia, w które Charles ślepo brnie kompletnie nieświadom trudów z nim związanych, nieświadom, że by nie przetrwał w kanałach, które nazywamy domem.
Taka jest prawda moja słodka. Żyjemy w Podziemiach. Żyjemy jak szczury i czasem zdarza się nam dostać w pysk. O, kolej rzeczy. Wybacz, że stałaś się wczoraj tego świadkiem. Z reguły dbam by oszczędzić ci tego bólu.
Gdy przyjdzie czas, aby Charles zabił swojego własnego motyla - wierzę, że Matka odda mu po stokroć w plonach to co wczoraj zasiał.
Na zawsze twój,
Baldwin
Baldwin
Ps. Wierzę, że moje przeprosiny były dla Scarlett wysoce satysfakcjonujące.
PPs. W śmiechu Ojca jest wiele goryczy i kpiny. Nie powiem mu, jeśli nie spyta, ale nie oczekuj, że go okłamię, gdy niechybnie dotrze do niego prawda. Ale nim to się stanie – zastanów się Delilah co zaboli bardziej – jego śmiech czy myśl, że boisz się jakiegoś Lestrange’a. Możesz mi nie wierzyć, ale On na ciebie czeka. Widzę to w jego oczach, słyszę w głosie. Czeka na powrót córki, która unosi się pychą każdego dnia.