Przewróciła jedynie oczami, kiedy usłyszała jego słowa. - Nie, tego nie powiedziałam, nie słuchasz mnie uważnie. - Dodała z uśmiechem. - Nie powiedziałam, że się na nich nie znam, tylko, że to nie do końca jest moja nisza. Coś tam wiem, ale nie jestem wybitną specjalistką w tej dziedzinie. - Miała świadomość, że istnieją osoby dla których ten temat był zdecydowanie dużo bliższy, zamykali się głównie w tej części wiedzy o magicznych stworzeniach, a ona zawsze podchodziła do tego bardziej ogólnikowo. Liznęła nieco wiedzy i o morskich bestiach, ale nigdy nie interesowały ją na tyle, aby jakoś się w to zagłębiała.
- Chociaż podoba mi się to, jak pewny jesteś mojej wiedzy. Mów tak dalej, a szybko obrosnę w piórka. - Mrugnęła do niego nawet, a uśmiech nadal nie schodził jej z twarzy. Przy nikim chyba nie czuła się tak pewna siebie, Roise naprawdę wiedział, jak spowodować, żeby Yaxleyówna przestała mieć jakiekolwiek kompleksy.
- Twoje opcje są zdecydowanie lepsze, chociaż mogę wyrazić sprzeciw co do koca na plaży, piasek potrafi być bardzo irytujący, gdy znajduje się tam, gdzie nie powinien. - Miała pewne doświadczenie z tym związane i nieszczególnie chciała je powtarzać. Zapewne przez najbliższy miesiąc by im się wysypywał z różnych miejsc... Chociaż wolała nie poruszać za bardzo tych szczegółów.
To już dawno było za nią. Odkąd opuścili ten dworek nie zbliżała się do nikogo innego, nie chciała tego robić. Gdy zaczęli się przyjaźnić przestała szukać jakichkolwiek, chwilowych, zupełnie niepotrzebnych relacji. Liczyła na to, że prędzej, czy później dostanie to, na czym najbardziej jej zależało. Była w stanie poczekać, znosić te wszystkie niedopowiedzenia, tkwić w przyjaźni, którą sobie narzucili, chociaż bywało to trudne. Jak widać jednak cierpliwość popłaciła. W końcu nie musieli udawać, że te wszystkie drobne gesty po które sięgali były typowo przyjacielskie. Nigdy nie były. Nie zachowywała się jak przyjaciółka, gdy pozwoliła mu położyć głowę na swoich kolanach, a później wplotła mu palce we włosy. Nie zachowywała się jak przyjaciółka, kiedy zaczęła się z nim kłócić w swoje urodziny, zazdrosna o to, że mogłby chcieć pojawiać się w towarzystwie innych dziewcząt. Zdecydowanie od samego początku chciała czegoś wiecej.
- Trochę to trwało. - Najwyraźniej sobie to teraz uświadomił? Chętnie poznałaby jego wszystkie myśli, ale nie zamierzała go wypytywać o konkrety. Najwyraźniej każde z nich próbowało sobie to wszystko jakoś usystematyzować. Dobrze, że w końcu mogli to zrobić, wiedzieli na czym stali. To naprawdę bardzo ułatwiało przebywanie w swoim towarzystwie. Nie musieli się skupiać nad tym, co mogą, a czego nie mogą.
- Tak, nie ma sensu zakładać czegokolwiek. - W końcu nigdzie im się nie spieszyło, nie musieli planować każdej godziny, którą tutaj spędzą. Nie po to się tutaj znaleźli. Mieli w końcu nacieszyć się sobą w odpowiedni sposób, pozwolić się ponieść i poznać tak, jak nigdy wcześniej. Wypadałoby nadrobić ten czas, kiedy usiłowali zachowywać się przy sobie przyzwoicie, to też było już za nimi. Nareszcie mogli robić dokładnie to, na co mieli ochotę. Czuła, że odpowiednio spożytkują te cztery dni. Nie mogła się spodziewać niczego innego, nie kiedy od dawna tego pragnęli, a w końcu dostali swoją szansę od losu.
Pogoda była odpowiednia, może jeszcze noce nie należały do tych ciepłych, ale i w takich warunkach można było znaleźć sposób na ogrzanie. Wystarczyło tylko być nieco kreatywnym. Same ciała potrafiły dawać bardzo dużo ciepła, a nie sądziła, że będzie miała chęć go wypuścić z ramion chociaż na chwilę, gdy już znajdą się ponownie na tej plaży.
- Cieszę się, że jesteśmy co do tego zgodni. - Miała wrażenie, że ostatnio bardzo łatwo przychodziło im aprobowanie swoich decyzji. Nie dało się ukryć, że chcieli tego samego, że to, co się między nimi działo było czymś ponad. Z początku nie do końca potrafili to zrozumieć, przecież spędzili masę czasu na zastanawianie się nad tym, co się zminiło od kiedy znaleźli się w tym nieszczęsnym dworku. Szukali informacji, przeglądali księgi, tyle, że nie było odpowiedzi na ich pytania. Musieli to zaakceptować, teraz docierało do niej powoli, że może po prostu byli sobie pisani? Żadna magia się w to nie mieszała, po prostu wtedy, gdy musieli współpracować, kiedy pojawiło się zagrożenie obudziło się to w nich. Najwyraźniej tak miało być, chociaż próbowali dochodzić do tego, czy nie jest to jakaś klątwa. Trochę czasu im zajęło zorientowanie się, czym właściwie to było, chociaż czy faktycznie już byli w stanie to nazwać? Chyba nie. Wiedziała po prostu, że chce trwać u jego boku, coby się nie działo, nie jako przyjaciółka, a jako ukochana - to było jej miejsce.
Nie sądziła, że pocałunki mogą być takie słodkie i naturalne, jak widać, wiele jeszcze musiała się nauczyć. Nie, żeby jej to przeszkadzało, była gotowa zdobywać nowe doświadczenia w tej dziedzinie. - Oczywiście. - Nie do końca była zadowolona z tego, że musiała wymknąć się z jego ramion, ale wiedziała, że za chwilę znajdzie się w nich ponownie. Ruszyła więc przed siebie, całkiem szybkim tempem, aby znaleźć się przed ich tymczasową chatką jak najprędzej. Chwilę zajęło jej wejście pod dom, bo było tutaj naprawdę stromo. Zatrzymała się przed wejściem, bo wiedziała, że Ambroise miał pewne utrudnienia w postaci ich bagaży. Nie powinna była pozwalać mu dźwigać tego wszystkiego samemu, ale nie chciała też od razu pokazywać, jaka to nie jest samowystarczalna, nie musiała już dbać sama o siebie, co też było dla niej czymś nowym.