06.01.2025, 03:52 ✶
Raz, czy dwa.
Uniosła brwi i zrobiła najgłupszą minę pod słońcem, słysząc taką odpowiedź. Co prawda chłopcy nie mogli być tego świadkami, bo przecież jako liderka eskapady szła przed nimi, ale cudem nie wybuchła szyderczym śmiechem słysząc, jak tajemniczy Lestrange próbuje być. Prawdziwe odpowiedzi mogły być teraz tylko dwie; pierwsza - udawał twardziela, najgorszego typa spod najciemniejszej gwiazdy, który na pokaz bagatelizował fakt, że lepiej znał męty z podziemi niż własne rodzeństwo, druga - nigdy tam, kurwa, nie był tak naprawdę, i też zgrywał twardziela. Co najwyżej teleportowano go tam w amoku, a potem posmarował komuś łapę, co by wydostać się na powierzchnię.
W każdym razie wyszedł na pozera.
Dlatego kiedy ciągnął sprawę dalej i rzucił ten dramatyczny tekst o zmarnowanych talentach, nie wytrzymała już. Zatrzymała się aż, żeby się odwrócić i parsknąć mu w twarz, bo nie mogła wytrzymać takiego wyniosłego, acz czczego tonu.
- Lestrange, o czym ty, na miłość boską, pierdolisz? - Zaśmiała się serdecznie, patrząc na niego chyba z podziwem, że coś takiego mu przez gardło przeszło i się przy tym nie porzygał. - Wspaniałe talenty? Nie cieszą się tu wolnością? Nie obowiązuje nas tu żadne prawo, żadne świętości, i myślisz, że cokolwiek tu kogokolwiek ogranicza? - Nie mogła się posiąść z zachwytu nad tym, jak ograniczone i naiwne miał spojrzenie na ten półświatek. Może dla osób z zewnątrz tak faktycznie było, może spoglądali na Ścieżki z góry i widzieli miejsce, gdzie diabeł bał się chadzać, gdzie spotkać mógł cię tylko taki los, któremu nawet największemu wrogowi się nie życzyło. Ale Maeve tutaj się urodziła, tutaj dorosła, i najprawdopodobniej tutaj umrze. Była przesiąknięta wolnością, która tym z powierzchni się nawet nie śniła.
Ruszyła dalej, zwróciwszy uwagę na słowa Charlesa. Rodzinny biznes nieopodal... Faktycznie, Mulciberowie sprzedawali jakieś kadzidła i świece na Nokturnie. A to oznaczało, że...
- To wy produkujecie te świeczki w kształcie chuja? - Zapytała prosto z mostu, patrząc przez ramię na Charliego. Wyglądała tak, jakby z całej siły próbowała się nie śmiać, ale no... za chuja jej to nie wychodziło. - Moja dziewczyna nie tak dawno dostała taką od kogoś. Co prawda była nieziemsko wkurwiona, wzięła to za potwarz, więc niby nie powinnam się śmiać, bo to faktycznie był niesmaczny żart - zaczęła się tłumaczyć, tak jakby Lorraine miała wyskoczyć zza winka i przywalić jej w łeb za taką reakcję. - Niemniej sama świeczka dla mnie była zajebiście śmieszna. - Uniosła brwi sugestywnie i wreszcie zaśmiała się, nie wytrzymując. Gdyby sama taką otrzymała, miałaby ubaw po pachy, ale w przeciwieństwie do Malfoyówny była niezwykle dziecinna.
- Swoją drogą, to tutaj - oznajmiła, stając tuż przed wejściem do niepozornego budynku, który ewidentnie nosił charakterystyczne chińskiemu budownictwu znamiona. Nad drzwiami wisiał szyld z chińskimi znakami, a Mewa po chwili zręcznie usunęła się z drogi, gdy dwójka podobnych etnicznie do niej gości wynosiła jakiegoś zaćpanego do nieprzytomności bogola na zewnątrz.
Uniosła brwi i zrobiła najgłupszą minę pod słońcem, słysząc taką odpowiedź. Co prawda chłopcy nie mogli być tego świadkami, bo przecież jako liderka eskapady szła przed nimi, ale cudem nie wybuchła szyderczym śmiechem słysząc, jak tajemniczy Lestrange próbuje być. Prawdziwe odpowiedzi mogły być teraz tylko dwie; pierwsza - udawał twardziela, najgorszego typa spod najciemniejszej gwiazdy, który na pokaz bagatelizował fakt, że lepiej znał męty z podziemi niż własne rodzeństwo, druga - nigdy tam, kurwa, nie był tak naprawdę, i też zgrywał twardziela. Co najwyżej teleportowano go tam w amoku, a potem posmarował komuś łapę, co by wydostać się na powierzchnię.
W każdym razie wyszedł na pozera.
Dlatego kiedy ciągnął sprawę dalej i rzucił ten dramatyczny tekst o zmarnowanych talentach, nie wytrzymała już. Zatrzymała się aż, żeby się odwrócić i parsknąć mu w twarz, bo nie mogła wytrzymać takiego wyniosłego, acz czczego tonu.
- Lestrange, o czym ty, na miłość boską, pierdolisz? - Zaśmiała się serdecznie, patrząc na niego chyba z podziwem, że coś takiego mu przez gardło przeszło i się przy tym nie porzygał. - Wspaniałe talenty? Nie cieszą się tu wolnością? Nie obowiązuje nas tu żadne prawo, żadne świętości, i myślisz, że cokolwiek tu kogokolwiek ogranicza? - Nie mogła się posiąść z zachwytu nad tym, jak ograniczone i naiwne miał spojrzenie na ten półświatek. Może dla osób z zewnątrz tak faktycznie było, może spoglądali na Ścieżki z góry i widzieli miejsce, gdzie diabeł bał się chadzać, gdzie spotkać mógł cię tylko taki los, któremu nawet największemu wrogowi się nie życzyło. Ale Maeve tutaj się urodziła, tutaj dorosła, i najprawdopodobniej tutaj umrze. Była przesiąknięta wolnością, która tym z powierzchni się nawet nie śniła.
Ruszyła dalej, zwróciwszy uwagę na słowa Charlesa. Rodzinny biznes nieopodal... Faktycznie, Mulciberowie sprzedawali jakieś kadzidła i świece na Nokturnie. A to oznaczało, że...
- To wy produkujecie te świeczki w kształcie chuja? - Zapytała prosto z mostu, patrząc przez ramię na Charliego. Wyglądała tak, jakby z całej siły próbowała się nie śmiać, ale no... za chuja jej to nie wychodziło. - Moja dziewczyna nie tak dawno dostała taką od kogoś. Co prawda była nieziemsko wkurwiona, wzięła to za potwarz, więc niby nie powinnam się śmiać, bo to faktycznie był niesmaczny żart - zaczęła się tłumaczyć, tak jakby Lorraine miała wyskoczyć zza winka i przywalić jej w łeb za taką reakcję. - Niemniej sama świeczka dla mnie była zajebiście śmieszna. - Uniosła brwi sugestywnie i wreszcie zaśmiała się, nie wytrzymując. Gdyby sama taką otrzymała, miałaby ubaw po pachy, ale w przeciwieństwie do Malfoyówny była niezwykle dziecinna.
- Swoją drogą, to tutaj - oznajmiła, stając tuż przed wejściem do niepozornego budynku, który ewidentnie nosił charakterystyczne chińskiemu budownictwu znamiona. Nad drzwiami wisiał szyld z chińskimi znakami, a Mewa po chwili zręcznie usunęła się z drogi, gdy dwójka podobnych etnicznie do niej gości wynosiła jakiegoś zaćpanego do nieprzytomności bogola na zewnątrz.
I wanna skin you alive
I wanna wear your flesh
— like a costume —
I wanna wear your flesh
— like a costume —