06.01.2025, 04:20 ✶
Nie chciał się do tego przyznawać, ale Brenna niestety zrobiła służnie, że za nim poszła, bo przecież on sam by chyba zamordował bliską mu osobę, która, krwawiąc z nosa, kłóciłaby się, że ona chce iść gdzieś sama. No i była też kwestia klątwy, a cyrk nie był szczególnie wysoko na jego liście Najlepszych Miejsc, do Oberwania i Klątwą i Chorobą. Ta lista była ogólnie pusta. Zresztą to nie tak, że musiał udawać przed Brenną, że nic się z nim nie działo, skoro ta widziała go już w znacznie gorszym stanie.
– No dobrze, może masz rację, że z klątwą nie ma co się kłócić – powiedział, przejeżdżając po bladej twarzy dłonią w geście rezygnacji. Z ich klątwą się nie kłóciło. Na ich klątwę się już jedynie klnęło.
Zerknął na nią nieco dziwnie i już miał powiedzieć nie na ten pomysł, gdy nagle zmarszczył brwi i zamyślił się na chwilę. Nie wiedział, czy bardziej przerażającym sytuacją byłaby ta gdyby klątwą i tak zadziałała, a oni wpadliby na siebie, pomimo podróży za granicę, czy gdyby nie zadziałała i oznaczałoby to, że musiałby przynajmniej dwa razy w roku uciekać z kraju dla świętego spokoju.
– I jesteś pewna, że jesteś gotowa na taki eksperyment? Bo ja chyba nie.
Widział, że przygląda mu się, sprawdzając zapewnie, czy przypadkiem zaraz nie zemdleje, ale jako, że mdleć nie planował, pozwolił jej po prostu upewnić się, że miał się dobrze, krzywiąc się jedynie nieco na jej kolejne słowa.
– No dobrze, przepraszam. Masz rację. Jeśli kogoś mają zamordować to tylko nas – powiedział ugodowo, chociaż tak naprawdę sam bardzo, ale to bardzo nie chciał, aby ktokolwiek ucierpiał przez tę klątwę wliczając w to oczywiście samą Longbottom.
Panie i Panowie! A teraz przed wami wystąpi Wielki Mateo i jego ogród tańczących rzeźb!, usłyszeli z namiotu, a zaraz potem muzyka zmieniła się na rytmy, jeszcze na razie cichego, tanga.
– Oh, Wielki Mateo i jego tańczące rzeźby? To już muszę zobaczyć – mruknął, pół żartem, pół serio, bardziej aby zmienić temat na nieco luźniejszy, a potem, jeszcze zanim ruszyli, zerknął nieco podejrzliwie na Brennę, wciąż nie mogąc przestać myśleć o tym, co powiedziała wcześniej. Czy naprawdę wybraliby taki sam kraj? Lub skończyliby zupełnie gdzie indziej, ale razem?
– Wymień jakiś kraj na trzy. Raz, dwa, trzy: Kambodża – rzucił znienacka w ramach eksperymentu, gotowy na to, że Brenna zaraz uzna, że jednak dalej nie czuł się dobrze. Czego jednak nie robiło się dla nauki?
– No dobrze, może masz rację, że z klątwą nie ma co się kłócić – powiedział, przejeżdżając po bladej twarzy dłonią w geście rezygnacji. Z ich klątwą się nie kłóciło. Na ich klątwę się już jedynie klnęło.
Zerknął na nią nieco dziwnie i już miał powiedzieć nie na ten pomysł, gdy nagle zmarszczył brwi i zamyślił się na chwilę. Nie wiedział, czy bardziej przerażającym sytuacją byłaby ta gdyby klątwą i tak zadziałała, a oni wpadliby na siebie, pomimo podróży za granicę, czy gdyby nie zadziałała i oznaczałoby to, że musiałby przynajmniej dwa razy w roku uciekać z kraju dla świętego spokoju.
– I jesteś pewna, że jesteś gotowa na taki eksperyment? Bo ja chyba nie.
Widział, że przygląda mu się, sprawdzając zapewnie, czy przypadkiem zaraz nie zemdleje, ale jako, że mdleć nie planował, pozwolił jej po prostu upewnić się, że miał się dobrze, krzywiąc się jedynie nieco na jej kolejne słowa.
– No dobrze, przepraszam. Masz rację. Jeśli kogoś mają zamordować to tylko nas – powiedział ugodowo, chociaż tak naprawdę sam bardzo, ale to bardzo nie chciał, aby ktokolwiek ucierpiał przez tę klątwę wliczając w to oczywiście samą Longbottom.
Panie i Panowie! A teraz przed wami wystąpi Wielki Mateo i jego ogród tańczących rzeźb!, usłyszeli z namiotu, a zaraz potem muzyka zmieniła się na rytmy, jeszcze na razie cichego, tanga.
– Oh, Wielki Mateo i jego tańczące rzeźby? To już muszę zobaczyć – mruknął, pół żartem, pół serio, bardziej aby zmienić temat na nieco luźniejszy, a potem, jeszcze zanim ruszyli, zerknął nieco podejrzliwie na Brennę, wciąż nie mogąc przestać myśleć o tym, co powiedziała wcześniej. Czy naprawdę wybraliby taki sam kraj? Lub skończyliby zupełnie gdzie indziej, ale razem?
– Wymień jakiś kraj na trzy. Raz, dwa, trzy: Kambodża – rzucił znienacka w ramach eksperymentu, gotowy na to, że Brenna zaraz uzna, że jednak dalej nie czuł się dobrze. Czego jednak nie robiło się dla nauki?