06.01.2025, 17:01 ✶
Basilius już dawno temu nauczył się, że aby przetrwać rodzinnie spędzane Yule należało po prostu głośno wzdychać, ale jedynie w myślach, uśmiechać się miło do starych ciotek i jak najszybciej założyć się o coś z Atreusem, aby zająć czymś głowę, która usilnie próbowała przedstawiać mu coraz to kolejne czarne scenariusze tego spotkania.
Po pierwsze ktoś mógł po prostu umrzeć. Śmierć się zdarzała. Po drugie ktoś mógł po prostu zostać ranny. Rany też się zdarzały. Po trzecie ktoś po prostu mógł coś podpalić. Po czwarte, kłótnie mogły wymknąć się spod kontroli. Po piąte, teraz gdy nie było z nimi ojca, ktoś mógł przyczepić się do Icarusa zdecydowanie za mocno, dlatego też raz po raz zerkał w stronę brata, aby upewnić się, że nikt mu się nie naprzykrza. Po szóste... I tak dalej.
Najgorsze w tym wszystkim było chyba to, że na razie panował dziwny, podejrzany spokój i chociaż w teorii powinien się chyba z tego spokoju cieszyć, to w praktyce siedział właśnie z Atreusem przy jednym ze stolików, ubrany w prostą, ale elegancką, czarną szatę, grał w karty i miał wrażenie, że szykował się na większą katastrofę, niż gdyby spędzał te Yule w pracy. Ah no i była też kwestia tego, że któryś z dalszych członków rodziny mógł w kazdej chwili postanowić podejść do niego i ponownie złożyć mu kondolencje z powodu ojca, ale uznał, że w takim razie po prostu uda, że zasłabł o czym ostrzegł Atreusa, aby ten mu pomógł.
– Wiesz, że ciotka Ethel ciągle gada, że wykonasz dzisiaj świąteczną arię ku chwale Matki? – skłamał z kamienną twarzą, próbując zdekoncentrować kuzyna. Coś w tej partyjce było nie tak. Właściwie to z każdą grą, którą dzisiaj rozegrali było coś nie tak. Właściwie to z samymi kartami było coś nie tak i dopiero teraz zorientował się co takiego. Rzucił Atreusowi oskarżycielskie spojrzenie.
– Coś ty kurwa zrobił ze wszystkimi asami?
W talii nie było asów. Tego był pewny. Na pewno Atreus coś zrobił. Tego też był pewny. Nie miał przecież pojęcia, że zanim zaczęli grać do leżących na stole kart, całe szczęście że nie należały do niego, podeszła ich stuknięta ciotka Ethel i wyciągnęła wszystkie asy, aby zrobić z nich sobie odzobę na głowę.
Po pierwsze ktoś mógł po prostu umrzeć. Śmierć się zdarzała. Po drugie ktoś mógł po prostu zostać ranny. Rany też się zdarzały. Po trzecie ktoś po prostu mógł coś podpalić. Po czwarte, kłótnie mogły wymknąć się spod kontroli. Po piąte, teraz gdy nie było z nimi ojca, ktoś mógł przyczepić się do Icarusa zdecydowanie za mocno, dlatego też raz po raz zerkał w stronę brata, aby upewnić się, że nikt mu się nie naprzykrza. Po szóste... I tak dalej.
Najgorsze w tym wszystkim było chyba to, że na razie panował dziwny, podejrzany spokój i chociaż w teorii powinien się chyba z tego spokoju cieszyć, to w praktyce siedział właśnie z Atreusem przy jednym ze stolików, ubrany w prostą, ale elegancką, czarną szatę, grał w karty i miał wrażenie, że szykował się na większą katastrofę, niż gdyby spędzał te Yule w pracy. Ah no i była też kwestia tego, że któryś z dalszych członków rodziny mógł w kazdej chwili postanowić podejść do niego i ponownie złożyć mu kondolencje z powodu ojca, ale uznał, że w takim razie po prostu uda, że zasłabł o czym ostrzegł Atreusa, aby ten mu pomógł.
– Wiesz, że ciotka Ethel ciągle gada, że wykonasz dzisiaj świąteczną arię ku chwale Matki? – skłamał z kamienną twarzą, próbując zdekoncentrować kuzyna. Coś w tej partyjce było nie tak. Właściwie to z każdą grą, którą dzisiaj rozegrali było coś nie tak. Właściwie to z samymi kartami było coś nie tak i dopiero teraz zorientował się co takiego. Rzucił Atreusowi oskarżycielskie spojrzenie.
– Coś ty kurwa zrobił ze wszystkimi asami?
W talii nie było asów. Tego był pewny. Na pewno Atreus coś zrobił. Tego też był pewny. Nie miał przecież pojęcia, że zanim zaczęli grać do leżących na stole kart, całe szczęście że nie należały do niego, podeszła ich stuknięta ciotka Ethel i wyciągnęła wszystkie asy, aby zrobić z nich sobie odzobę na głowę.