- Nie jestem pewna, czy skrzaty mogą zostać duchami, Theo. - Ba, wręcz przeciwnie była pewna, że nie. Skrzaty nie były ludźmi, nigdy w życiu nie zdarzyło jej się spotkać skrzaciego ducha, a sporo ich w swoim życiu już widziała. Zreszta bez różnicy, Rita była sobie w stanie poradzić z każdym nie do końca mile widzianym duchem. Akurat ich się nie bała. Gorzej z magicznymi stworzeniami, tutaj była zdecydowanie dużo bardziej sceptycznie nastawiona do nadziania się na jakiekolwiek z nich. Zapewne uciekłaby stąd w podskokach, gdyby cokolwiek chociażby wskazywało na to, że może tu znajdować się jakiekolwiek magiczne zwierzę, czy niemagiczne. W opuszczonych domach w końcu można było spotkać i szczury... Fujka, na samą myśl o gryzoniach dreszcz przeszedł jej po plecach. Musiała skupić się na czymś innym, bo naprawdę była skłonna, aby odpuścić sobie oględziny tego domu.
- Czy po Egipcie wracamy do siebie, czy tutaj? - Ogólnie Rita nie do końca rozumiała sam zamysł tego, że mieli tutaj zostać, właściwie po co, skoro miał to być jeden wieczór, jedna noc? O czym nie mówiła im matka, na pewno miała jakiś powód, szkoda, że się nim z nimi nie podzieliła.
- Ciotka Amelia chyba znalazła sobie darmową siłę roboczą... - Mruknęła jeszcze pod nosem. Nie do końca uśmiechało jej się sprzątanie czyjegoś domu, z którego mieli się ewakuować już jutro. Właściwie to też nie do końca wyobrażała sobie spędzenie tutaj nocy... Nie uśmiechało jej się spanie w takim syfie. Miała jednak świadomość, że z Charlotte bardzo ciężko było negocjować, nie była pewna, czy w ogóle chciała podejmować próby, bo trwałyby dłużej niż mieli tutaj spędzić.
- Fakt, nie zostawiłaby sobie psa. - Jessie w sumie miał rację. Matka od początku powtarzała, że Benji jest tylko i wyłącznie ich problemem, więc to był całkiem niezły argument za tym, co mówił.
Jej bliźniak poszedł na piętro, oni zostali na dole. Odetchnęła głęboko świeżym powietrzem, które wpuściła do wnętrza domu, gdy otworzyła pierwsze okno. Może uda im się tutaj w miarę przewietrzyć, nie miała pojęcia, jak inaczej mieliby tu spać, przecież mogli nie przetrwać nocy w tym wszechobecnym kurzu.
Ruszyła do kolejnego okna, kiedy z góry dobiegły do nich dźwięki szamotaniny. Może faktycznie nie byli tutaj sami? Wcale by jej to nie zdziwiło. - Jessie, wszystko gra? - Krzyknęła najpierw, bo wolała nie panikować.