07.01.2025, 07:58 ✶
Jeśli jakoś podświadomie szukała u niego pomocy to marnowała czas. Swój i jego, bo Leviathan byłby o wiele bardziej wyrozumiały, gdyby wysłała mu sowę informującą że tego dnia nie pojawi się w pracy. Nawet jeśli wyglądała jak nastolatka i jak taka się zachowywała, ewidentnie stając się ofiarą jakiejś klątwy, to w tym chyba w jego mniemaniu leżał największy problem - nie był klatwołamaczem. Większe szanse miał w oswojeniu smoka, niż skutecznym ściągnięciu z kogoś klątwy, a biorąc pod uwagę że smoki były zwierzętami nieoswajalnymi... mówiło to samo za siebie. Może sprawiało to, że wydawał się wyjątkowo oziębły, ale oboje ich dzieliła przynajmniej dekada od grasowania po szkolnych korytarzach, a przez co niektóre rzeczy przestawały być urocze - w tym rozwrzeszczane i pyskate nastki. Nie wspominając już o tym, że oboje zdawali się mieć ograniczoną cierpliwość, jeśli chodziło tolerowanie siebie nawzajem.
To był cichy świst, albo raczej szmer powietrza, przecinanego przez pikujące w ich stronę, nomen omen, licho. Nie, nie jedno licho, dwa licha, opadające od linii drzew, nie czekając nawet na specjalne zaproszenie ze strony szukających ich czarodzieja i czarownicy. Rozstawiona pułapka stała w pogotowiu i to jej teraz przyglądał się Leviathan, darując sobie kolejne słowne zaczepki w kierunku Faye, chociaż kusiło go powiedzieć, że ma nadzieje że nie będzie musiał jej podsadzać na to drzewo w przypadku gdyby się nie zjawiły.
Faye zobaczyła je pierwsza, jak przystało na łowcę, wytężającego teraz zmysły w poszukiwaniu zwierzyny, ale Rowle, mimo że rozproszony klatką, szybko rozejrzał się wiedziony ostrzegawczym pomrukiem swojego pupila. Jak na złość jednak, oba licha postanowiły zwrócić się w stronę pierwszej osoby, która znalazła się w zasięgu ich wzroku, co w tym momencie oznaczało Faye.
Levi zdążył poruszyć różdżką, w jakiejś pośpiesznej próbie zrobienia czegokolwiek, a w tym konkretnym przypadku - uderzenia pierwszego nadlatującego licha bańką ciśnienia, która odrzuciłaby je do tyłu.
kształtowanie na bańkę + TakNie na to czy licho odbije zaklęcie, bo nigdzie nie ma sprecyzowane co one odbijają więc tak bedzie śmieszniej
To był cichy świst, albo raczej szmer powietrza, przecinanego przez pikujące w ich stronę, nomen omen, licho. Nie, nie jedno licho, dwa licha, opadające od linii drzew, nie czekając nawet na specjalne zaproszenie ze strony szukających ich czarodzieja i czarownicy. Rozstawiona pułapka stała w pogotowiu i to jej teraz przyglądał się Leviathan, darując sobie kolejne słowne zaczepki w kierunku Faye, chociaż kusiło go powiedzieć, że ma nadzieje że nie będzie musiał jej podsadzać na to drzewo w przypadku gdyby się nie zjawiły.
Faye zobaczyła je pierwsza, jak przystało na łowcę, wytężającego teraz zmysły w poszukiwaniu zwierzyny, ale Rowle, mimo że rozproszony klatką, szybko rozejrzał się wiedziony ostrzegawczym pomrukiem swojego pupila. Jak na złość jednak, oba licha postanowiły zwrócić się w stronę pierwszej osoby, która znalazła się w zasięgu ich wzroku, co w tym momencie oznaczało Faye.
Levi zdążył poruszyć różdżką, w jakiejś pośpiesznej próbie zrobienia czegokolwiek, a w tym konkretnym przypadku - uderzenia pierwszego nadlatującego licha bańką ciśnienia, która odrzuciłaby je do tyłu.
kształtowanie na bańkę + TakNie na to czy licho odbije zaklęcie, bo nigdzie nie ma sprecyzowane co one odbijają więc tak bedzie śmieszniej
Rzut Z 1d100 - 63
Sukces!
Sukces!
Rzut TakNie 1d2 - 2
Nie
Nie