07.01.2025, 20:57 ✶
Fakt, że niewiasta nie pasowała do tego miejsca był oczywisty. Tak na prawdę nikt do końca do niego nie pasował - jego funkcja była stricte reprezentacyjna i cała idea polegała na tym, żeby goście czuli się mocno odseparowani w nim od świata zewnętrznego. Do bulu elegancki, klasyczny, wręcz sterylny salon, był białą kanwą, płótnem, na którym Shafiq miał dobry pogląd na dzieło sztuki, którym był człowiek zasiadający przed nim. Jak zachowa się w dyskomforcie? Jak odnajdzie się wobec przytłaczającej bieli z tak niewielką ilością przełamującej ją zieleni. Jak odnajdzie się w niebie i czy dostrzeże jego pułapkę. Patrzenie wszędzie indziej niż na rozmówce groziło nudą. Brak obrazów, tylko symetryczne pilastry, kilka luster... Musiałeś skupić się na swoim rozmówcy, a to zawsze sprzyjało, by zajrzeć w jego duszę.
Anthony skłamałby, gdyby musiał przyznać, że nie lubi tego robić. Zwłaszcza jak siedziała przed nim taka dusza jak Regina. Kibicował jej, ale uśmiechnął się łagodnie na jej zawodowe plany, skrywając za życzliwym zainteresowaniem mniej życzliwą protekcjonalność. Życzył jej jak najlepiej, wiedział jednak, że jest wolnym duchem, który ma trudność z dopasowaniem się do realiów. Mało było ludzi, którzy byli w stanie docenić jej bezpośredniość i pragmatyczność, z kolei ona nigdzie nie była w stanie na dłużej zapuścić korzeni. Praca o której marzyła i którą przecież próbowała kultywować przez kilka ostatnich lat była... nomadzką utopią. Najwięcej pieniędzy jednak zarabiało się na przemycie odsmoczych artefaktów. Legalnie hodowle i rezerwaty obłożone były takimi cłami, że raczej same potrzebowały pieniędzy. Współpraca... cóż też ona miała oznaczać? Jak przekuć łuski na złoto? Regina była doskonałym posłańcem, ale nie miała handlarskiego zmysłu. To w niej lubił. To czyniło jej plan tak boleśnie nieskutecznym.
- Brzmi to jak doskonała praca dla pracownika OMSHMu, takiego który nie tyle siedzi za biurkiem, co robi w terenie. Jak Tahira, poznałyście się chyba, gdy widzieliśmy się w... o była Kenia? - obciążona klątwą Maledictusa śniada egipcjanka była i najwidoczniej pozostawała protegowaną Anthony'ego, który pomimo jej przekleństwa umożliwił jej pracę w ministerstwie, możliwie często wysyłając ją jak najdalej od biurka, do tego stopnia, że wiele osób co jakiś czas pytało co ona takiego niby robi, że wciąż znajduje się na listach płac Organu Międzynarodowych Standardów Handli Magicznego. - Nie po to jednak uciekłaś z Ministerstwa, żeby do niego wracać, czyż nie? - westchnął rozczarowany. Może i nie zaglądał do swojego biura z byt często, ale nie wątpił że Rowle byłaby kolejnym skarbem na jego ziemiach. To z resztą - jak zwykł myśleć o Basiliusie, Enzo czy Isaacu - był dobry rocznik. Żeby nie wspomnieć o Eriku, który miał przecież od lat specjalne miejsce w jego sercu. Mimowolnie, znad filiżanki herbaty zaczął rozmyślać co mógłby mimo wszystko zaoferować Reginie, by miała odpowiednio dużo wolności, ale też zabezpieczenia finansowego. By mógł ją wesprzeć tak, aby nie widziała w tym jałmużny. To zawsze było... trudne zadanie, zwłaszcza w przypadku kobiet, o czym był uczony przez cały czas, przez najbliższe mu damy. - Wiesz, jeśli potrzebujesz punktu zaczepienia do czasu rozmowy z wujem, mam pewien problem z którym w sumie mogłabyś mi pomóc. Kojarzysz Ptolemeusza? Brat jego opiekuna niestety złamał zakaz wchodzenia do Kniei i obecnie zmaga się z... konsekwencjami tego czynu. Nie miałem serca zmuszać Pedro do trzymania pieczy nad moją ptaszarnią, a niestety moja ręka do zwierząt jest bardziej niż... ee... mizerna. - Znał się świetnie na smokach. Znał się na większości odzwierzęcych klątw z wilkołaczą na czele, choć i w Maledictusie był już całkiem nieźle rozeznany. "Zwykłe" zwierzęta pozostawały jednak dla niego tajemnicą nie do przebycia. Miał od tego ludzi, szkoda tylko że jeden z nich zaniemógł.
- Dziękuję bardzo za miłe słowa, to była trudna ze względów językowych i logistycznych umowa, ale wierzę mocno, że kolejne miesiące wypełnią nasze magazyny dobrami, które tak potrzebujemy do walki w czasie wewnętrznego kryzysu. - Trochę odruchowo wpadł na tory wypowiedzi prasowej. Regina spokojnie mogłaby go cytować, ale zaraz potem machnął lekceważąco ręką, by nie stracić w jej oczach twarzy samozwańczego kolegi z Departamentu wiadomego. - Wiesz jak jest z sukcesami. Miał wielu rodziców, a gdy już mam podpisanie umowy za sobą... pozostaje pustka. Nie chcę precyzować jej w najbliższym czasie, choć mam... - westchnął ciężko, na moment uciekając wzrokiem w kierunku okna. - Mam taką myśl, by przestać patrzeć poza granice kraju i skupić się na tym, co dzieje się w jego wnętrzu. W polityce międzynarodowej jest jak w życiu. Ciężko jest dbać o relacje, kiedy własne ciało przeżera choroba, jeśli wiesz co mam na myśli. - dwuznaczne zdanie, trochę celowo ukształtowane tak, by dać jej przestrzeń do doprecyzowania tej choroby. Znał jej usposobienie, ale nawet najmilsze dusze potrafiły być zajadłymi antymugolakami, zwłaszcza wychowane w czystokrwistej rodzinie. Nie mieli za bardzo o tym rozmawiać wcześniej, ale była to rzecz, która obecnie spędzała Shafiqowi sen z powiek, unikanie tego tematu i przykładanie papierka lakmusowego do kolejnych dusz było trudne do powstrzymania. Umilkł więc, popijając herbaty i niby przypadkiem pozostawiając dużo ciszy na to, by piękna Regina na białym tle sprasowanych kolumn mogła rozbłysnąć, lub wycofać się rakiem z zastawionej retorycznej pułapki.
Anthony skłamałby, gdyby musiał przyznać, że nie lubi tego robić. Zwłaszcza jak siedziała przed nim taka dusza jak Regina. Kibicował jej, ale uśmiechnął się łagodnie na jej zawodowe plany, skrywając za życzliwym zainteresowaniem mniej życzliwą protekcjonalność. Życzył jej jak najlepiej, wiedział jednak, że jest wolnym duchem, który ma trudność z dopasowaniem się do realiów. Mało było ludzi, którzy byli w stanie docenić jej bezpośredniość i pragmatyczność, z kolei ona nigdzie nie była w stanie na dłużej zapuścić korzeni. Praca o której marzyła i którą przecież próbowała kultywować przez kilka ostatnich lat była... nomadzką utopią. Najwięcej pieniędzy jednak zarabiało się na przemycie odsmoczych artefaktów. Legalnie hodowle i rezerwaty obłożone były takimi cłami, że raczej same potrzebowały pieniędzy. Współpraca... cóż też ona miała oznaczać? Jak przekuć łuski na złoto? Regina była doskonałym posłańcem, ale nie miała handlarskiego zmysłu. To w niej lubił. To czyniło jej plan tak boleśnie nieskutecznym.
- Brzmi to jak doskonała praca dla pracownika OMSHMu, takiego który nie tyle siedzi za biurkiem, co robi w terenie. Jak Tahira, poznałyście się chyba, gdy widzieliśmy się w... o była Kenia? - obciążona klątwą Maledictusa śniada egipcjanka była i najwidoczniej pozostawała protegowaną Anthony'ego, który pomimo jej przekleństwa umożliwił jej pracę w ministerstwie, możliwie często wysyłając ją jak najdalej od biurka, do tego stopnia, że wiele osób co jakiś czas pytało co ona takiego niby robi, że wciąż znajduje się na listach płac Organu Międzynarodowych Standardów Handli Magicznego. - Nie po to jednak uciekłaś z Ministerstwa, żeby do niego wracać, czyż nie? - westchnął rozczarowany. Może i nie zaglądał do swojego biura z byt często, ale nie wątpił że Rowle byłaby kolejnym skarbem na jego ziemiach. To z resztą - jak zwykł myśleć o Basiliusie, Enzo czy Isaacu - był dobry rocznik. Żeby nie wspomnieć o Eriku, który miał przecież od lat specjalne miejsce w jego sercu. Mimowolnie, znad filiżanki herbaty zaczął rozmyślać co mógłby mimo wszystko zaoferować Reginie, by miała odpowiednio dużo wolności, ale też zabezpieczenia finansowego. By mógł ją wesprzeć tak, aby nie widziała w tym jałmużny. To zawsze było... trudne zadanie, zwłaszcza w przypadku kobiet, o czym był uczony przez cały czas, przez najbliższe mu damy. - Wiesz, jeśli potrzebujesz punktu zaczepienia do czasu rozmowy z wujem, mam pewien problem z którym w sumie mogłabyś mi pomóc. Kojarzysz Ptolemeusza? Brat jego opiekuna niestety złamał zakaz wchodzenia do Kniei i obecnie zmaga się z... konsekwencjami tego czynu. Nie miałem serca zmuszać Pedro do trzymania pieczy nad moją ptaszarnią, a niestety moja ręka do zwierząt jest bardziej niż... ee... mizerna. - Znał się świetnie na smokach. Znał się na większości odzwierzęcych klątw z wilkołaczą na czele, choć i w Maledictusie był już całkiem nieźle rozeznany. "Zwykłe" zwierzęta pozostawały jednak dla niego tajemnicą nie do przebycia. Miał od tego ludzi, szkoda tylko że jeden z nich zaniemógł.
- Dziękuję bardzo za miłe słowa, to była trudna ze względów językowych i logistycznych umowa, ale wierzę mocno, że kolejne miesiące wypełnią nasze magazyny dobrami, które tak potrzebujemy do walki w czasie wewnętrznego kryzysu. - Trochę odruchowo wpadł na tory wypowiedzi prasowej. Regina spokojnie mogłaby go cytować, ale zaraz potem machnął lekceważąco ręką, by nie stracić w jej oczach twarzy samozwańczego kolegi z Departamentu wiadomego. - Wiesz jak jest z sukcesami. Miał wielu rodziców, a gdy już mam podpisanie umowy za sobą... pozostaje pustka. Nie chcę precyzować jej w najbliższym czasie, choć mam... - westchnął ciężko, na moment uciekając wzrokiem w kierunku okna. - Mam taką myśl, by przestać patrzeć poza granice kraju i skupić się na tym, co dzieje się w jego wnętrzu. W polityce międzynarodowej jest jak w życiu. Ciężko jest dbać o relacje, kiedy własne ciało przeżera choroba, jeśli wiesz co mam na myśli. - dwuznaczne zdanie, trochę celowo ukształtowane tak, by dać jej przestrzeń do doprecyzowania tej choroby. Znał jej usposobienie, ale nawet najmilsze dusze potrafiły być zajadłymi antymugolakami, zwłaszcza wychowane w czystokrwistej rodzinie. Nie mieli za bardzo o tym rozmawiać wcześniej, ale była to rzecz, która obecnie spędzała Shafiqowi sen z powiek, unikanie tego tematu i przykładanie papierka lakmusowego do kolejnych dusz było trudne do powstrzymania. Umilkł więc, popijając herbaty i niby przypadkiem pozostawiając dużo ciszy na to, by piękna Regina na białym tle sprasowanych kolumn mogła rozbłysnąć, lub wycofać się rakiem z zastawionej retorycznej pułapki.