08.01.2025, 18:17 ✶
To, czy wyszedł na pozera czy nie, raczej go nie obchodziło - bo czyż nie był tutaj raz czy dwa? Dokładnie taką liczbę, do której go zmuszono. Gdy Robert go wzywał, on pojawiał się u progu Olibanum jeszcze tego samego dnia. Mulciber jednak wolał wzywać go w inne miejsca, zmuszając by latał jak pies z wywieszonym jęzorem. Metaforycznie, oczywiście, bo od czegoś istniała magia. Nawet nie chciał sobie wyobrażać co by było, gdyby na przykład nie opanował sztuki teleportacji. Albo inaczej: opanował, lecz z jakichś powodów nie mógł z niej korzystać. To była najszybsza, najskuteczniejsza i najlepsza metoda podróżowania.
- Tu: nie. Ale ogranicza was świat zewnętrzny - wzruszył ramionami, posyłając Maeve niewinne spojrzenie. Było tak teatralne, tak wyuczone i tak niepasujące do jego aparycji, że każdy debil by się zorientował, że z niewinnością to on ma tyle wspólnego, co kurwa w burdelu. - I jego sztywne, nie do końca logiczne ramy.
Przeniósł spojrzenie gdzieś w bok, z trudem tłumiąc parsknięcie. Zamaskował je krótkim kaszlnięciem, bo przecież wiedział, że Charles nie lubił tego tematu. Zerknął na niego kontrolnie, ale nie chciał się wpierdalać. Musiał sam sobie z tym radzić, nawet jeżeli to było dla niego niewygodne. No i Chang przecież nie powiedziała nic złego. Ot, uważała to za śmieszne, no to w czym problem? Chyba że to Charles stał za wysyłaniem kutasoświeczek do przypadkowych dziewczyn, ale jakoś w to wątpił. Zapewne ktoś kupił jedną na Lammas (albo i całe pudło) i rozsyłał gdzie się dało.
Budynek był niepozorny, ale trudno go było przeoczyć - głównie przez wzgląd na chińskie znaczki na szyldzie. I skośnookie twarze, należące do przewijających się tu mężczyzn. Również się przesunął, cmokając z dezaprobatą na przećpanego nieznajomego. Jego stosunek do używek był taki, że... Wszystko co uważał, że używki robią z ludźmi, właśnie było wywalane z Palarni Changów w beznamiętny, odzierający z człowieczeństwa sposób. Zerknął kontrolnie, czy zna tego bogaczyka, a potem wszedł za Maeve do Palarni bez zbędnego pierdolenia, bo trzeba było się zająć tym cholernym kwiatem. Jak się uda i nadal będzie miał łeb na swoim karku, to Mewa dostanie kilka takich, bo podejrzewał że cokolwiek by nie zrobił, Victoria będzie mu to zielsko przesyłać regularnie.
- Tu: nie. Ale ogranicza was świat zewnętrzny - wzruszył ramionami, posyłając Maeve niewinne spojrzenie. Było tak teatralne, tak wyuczone i tak niepasujące do jego aparycji, że każdy debil by się zorientował, że z niewinnością to on ma tyle wspólnego, co kurwa w burdelu. - I jego sztywne, nie do końca logiczne ramy.
Przeniósł spojrzenie gdzieś w bok, z trudem tłumiąc parsknięcie. Zamaskował je krótkim kaszlnięciem, bo przecież wiedział, że Charles nie lubił tego tematu. Zerknął na niego kontrolnie, ale nie chciał się wpierdalać. Musiał sam sobie z tym radzić, nawet jeżeli to było dla niego niewygodne. No i Chang przecież nie powiedziała nic złego. Ot, uważała to za śmieszne, no to w czym problem? Chyba że to Charles stał za wysyłaniem kutasoświeczek do przypadkowych dziewczyn, ale jakoś w to wątpił. Zapewne ktoś kupił jedną na Lammas (albo i całe pudło) i rozsyłał gdzie się dało.
Budynek był niepozorny, ale trudno go było przeoczyć - głównie przez wzgląd na chińskie znaczki na szyldzie. I skośnookie twarze, należące do przewijających się tu mężczyzn. Również się przesunął, cmokając z dezaprobatą na przećpanego nieznajomego. Jego stosunek do używek był taki, że... Wszystko co uważał, że używki robią z ludźmi, właśnie było wywalane z Palarni Changów w beznamiętny, odzierający z człowieczeństwa sposób. Zerknął kontrolnie, czy zna tego bogaczyka, a potem wszedł za Maeve do Palarni bez zbędnego pierdolenia, bo trzeba było się zająć tym cholernym kwiatem. Jak się uda i nadal będzie miał łeb na swoim karku, to Mewa dostanie kilka takich, bo podejrzewał że cokolwiek by nie zrobił, Victoria będzie mu to zielsko przesyłać regularnie.