Droga Olivio,
który to już list..? Chyba nie ma to żadnego znaczenia. Płynący czas nagle bardzo przyśpieszył, jakby bardzo zależało mu na tym, żeby mnie doścignąć. Prześcignąć. Albo jakby wiele sił tego świata ścigało się ze sobą o to, która spróbuje zabrać mnie ze sobą na drugą stronę.
Brzmi strasznie, prawda? Pewnie powinienem wyrzucić tę kartkę papieru do kosza i Cię nie straszyć, ale jestem na to zbyt zmęczony. Musisz wiedzieć, bo przecież i tak mogłabyś się dowiedzieć. A ja nie chcę Cię odsuwać.
Wczorajszej nocy w mojej stajni wybuchł pożar. Pochowałem jednego abraksana. Nic mi nie jest - piszę to drugi raz w przeciągu kilku dni, czy dostrzegasz grotestkę? Prawie pożarł mnie pożarł, ale nic mi nie jest.
Gdybym połamał sobie obie nogi też bym Ci napisał, że nic mi nie jest?
Pytałem o Twój biznes - czy mogę złożyć zamówienie ze sklepu Twojej matki przez Twoje pośrednictwo, czy może powinienem napisać bezpośrednio do niej. Potrzebuję trochę maści. Trochę... wielu rzeczy. Abraksany pouciekały, część jest ranna. W razie gdybyś nie chciała kontaktować się z matką - proszę, zostaw Nieve tylko spis potrzebnych mi rzeczy i poślij ją dalej. Nie jestem pewien, czy będę miał czas odpisać na wiadomość. Jak sobie wyobrażasz - mam trochę pracy.