09.01.2025, 01:00 ✶
Londyn, 22.08.1972
Laurencie,
Po pierwsze: dobrze, że nic Ci nie jest. Ogromnie mi przykro z powodu tego, co się stało. Jak to się stało? Ktoś zaprószył ogień? Nie dogasiliście kominka? Zresztą, to nie ma znaczenia: wiem, że pęka Ci serce z powodu abraksana, nie mogę sobie nawet w połowie wyobrazić Twojego bólu. Czy mogę Ci jakoś pomóc?
Po drugie: myślisz, że to ma coś wspólnego z tą wróżbą, którą pisałeś kilka dni temu? Może nie chodziło o jesień, a o las? Zaczynam się niepokoić, mówiłeś mi na naszym spotkaniu różne rzeczy, ale teraz wydają się być bardziej przerażające... Zupełnie jakby zło wyciągało po Ciebie ręce. Czy masz przy sobie kogoś? Nie mówię o rodzicach i pracownikach: kogoś, kto będzie przy Tobie dzień i noc? Rozważ, proszę, zatrudnienie ochrony.
Po trzecie: oczywiście, że jeszcze nie rozmawiałam z mamą na temat wyprowadzki, więc wszystko załatwię. Czy potrzebujesz wsparcia mojego ojca? Mogę posłać do niego sowę, wiesz że pracuje w Ministerstwie, zna najlepszych magiweterynarzy, chociaż podejrzewam, że to są ci sami, co u Ciebie bywają.
Kulka prześle Ci paczkę już jutro, zbiegam do sklepu i zabieram się do pracy. Damy z mamą radę.
Olivia