27.01.2023, 13:07 ✶
Dopiero co skończył Hogwart, złożył dokumenty o staż, a już go dostał. Niby wiedział od początku, że tak się stanie, bo ojciec wciskał mu pracę w Ministerstwie już od paru lat, więc Rookwood zgodził się na nią poniekąd, aby rodziciela zaspokoić. Nie przeszkadzało mu pomaganie innym, wręcz odwrotnie, chociaż zostanie amnezjatorem brzmiało dla niego jak dużo roboty i mało zabawy. Myślał chwilę, coby nie złożyć papierów do Brygady Uderzeniowej, tam chyba lepiej by się nadawał, ale ostatecznie ojciec i matka postawili na swoim, a Charlie wolał mieć spokój przez resztę wakacji od ich ględzenia nad uchem. Miał istotniejsze sprawy na głowie niż wybór kariery, jak chociażby spędzanie czasu z Cameronem i Heather. Nie, że własna przyszłość go nie obchodziła, ale dopiero co skończył szkołę, chyba miał prawo, aby chcieć odsapnąć?
Wiedział o Marszu Charłaków, miał też co do niego złe przeczucia, a intuicja jak zwykle podpowiadała mu, aby wrzucać się w kocioł wydarzeń, jeżeli tylko była okazja. Nie miał nic do stracenia, a uważał, że postulaty tej części magicznego społeczeństwa miały dużo sensu, nie wyobrażał sobie jak okropnie by się czuł, gdyby urodził się z wiedzą o istnieniu zaklęć i całego świata magicznego, a nie mógł z niczego w nim korzystać, żołądek ściskał mu się na samą myśl, jak niesprawiedliwie podchodzili do Charłaków, ignorując ich potrzeby i odczucia. Nikomu nie powiedział gdzie się wybiera, może coś wspomniał w listach do Camerona i Heather, ale Ci wydawali się zajęci pomaganiem rodzicom w sklepie oraz aptece, więc ostatecznie stanęło na samotnej wyprawie. Rodzice nie musieli wiedzieć, a Fineasowi zostawił notkę na stole, ze wróci wieczorem lub następnego dnia, to zazwyczaj wystarczało.
Zaangażował się w rozdawanie ulotek, pomógł paru osobom unieść wyżej transparenty i przeszedł z tłumem przez sporą część magicznego Londynu zanim usłyszał, że dochodzące z tyłu krzyki nie były wcale hasłami, jakie powtarzali podczas tego wydarzenia, a wołaniem o pomoc. Automatycznie odwrócił się w tamtą stronę, gotowy do akcji, ale tłum zasłaniał mu widoczność.
- Cholera, widzisz co się tam dzieje? - zwrócił się do chłopaka, któremu aktualnie pomagał z transparentem. Ten jedynie wzruszył ramionami, chociaż nie wyglądał nazbyt pewnie.
- Mówiono też o kontr marszu, może ktoś zaczął się kłócić - podsunęła im kobieta w średnim wieku, która szła przed nimi. Charlie stanął na palcach i dzięki swojemu wzrostowi udało mu się zobaczyć, że to, co się tam dzieje definitywnie nie wygląda mu na słowną potyczkę.
- Trzeba podejść gdzieś do przodu, powiadomić kogoś, że ludzie się tam biją, zanim to eskaluje - zauważył i nie czekając na odpowiedź, sam zaczął działać, przeciskać się do przodu. W pewnym momencie wpadł na kogoś, plecami, dość mocno.
- Ała, nosz...Patrz jak leziesz - sarknął, ale odwracając się gwałtownie uniósł brwi mrugając parę razy - Heather? Co ty tu robisz? Ktoś się tam bije - wyjaśnił, bo okrzyki zaczęły rosnąc, a tłum robił się coraz bardziej niespokojny.
Wiedział o Marszu Charłaków, miał też co do niego złe przeczucia, a intuicja jak zwykle podpowiadała mu, aby wrzucać się w kocioł wydarzeń, jeżeli tylko była okazja. Nie miał nic do stracenia, a uważał, że postulaty tej części magicznego społeczeństwa miały dużo sensu, nie wyobrażał sobie jak okropnie by się czuł, gdyby urodził się z wiedzą o istnieniu zaklęć i całego świata magicznego, a nie mógł z niczego w nim korzystać, żołądek ściskał mu się na samą myśl, jak niesprawiedliwie podchodzili do Charłaków, ignorując ich potrzeby i odczucia. Nikomu nie powiedział gdzie się wybiera, może coś wspomniał w listach do Camerona i Heather, ale Ci wydawali się zajęci pomaganiem rodzicom w sklepie oraz aptece, więc ostatecznie stanęło na samotnej wyprawie. Rodzice nie musieli wiedzieć, a Fineasowi zostawił notkę na stole, ze wróci wieczorem lub następnego dnia, to zazwyczaj wystarczało.
Zaangażował się w rozdawanie ulotek, pomógł paru osobom unieść wyżej transparenty i przeszedł z tłumem przez sporą część magicznego Londynu zanim usłyszał, że dochodzące z tyłu krzyki nie były wcale hasłami, jakie powtarzali podczas tego wydarzenia, a wołaniem o pomoc. Automatycznie odwrócił się w tamtą stronę, gotowy do akcji, ale tłum zasłaniał mu widoczność.
- Cholera, widzisz co się tam dzieje? - zwrócił się do chłopaka, któremu aktualnie pomagał z transparentem. Ten jedynie wzruszył ramionami, chociaż nie wyglądał nazbyt pewnie.
- Mówiono też o kontr marszu, może ktoś zaczął się kłócić - podsunęła im kobieta w średnim wieku, która szła przed nimi. Charlie stanął na palcach i dzięki swojemu wzrostowi udało mu się zobaczyć, że to, co się tam dzieje definitywnie nie wygląda mu na słowną potyczkę.
- Trzeba podejść gdzieś do przodu, powiadomić kogoś, że ludzie się tam biją, zanim to eskaluje - zauważył i nie czekając na odpowiedź, sam zaczął działać, przeciskać się do przodu. W pewnym momencie wpadł na kogoś, plecami, dość mocno.
- Ała, nosz...Patrz jak leziesz - sarknął, ale odwracając się gwałtownie uniósł brwi mrugając parę razy - Heather? Co ty tu robisz? Ktoś się tam bije - wyjaśnił, bo okrzyki zaczęły rosnąc, a tłum robił się coraz bardziej niespokojny.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you