09.01.2025, 11:34 ✶
Oczy królowej tego miejsca zalśniły niebezpiecznie w odpowiedzi na ów niedopuszczalne warknięcie. Trzymał się w ryzach, lecz czy nie lepiej było nałożyć na jego niewdzięczny kark chomąto i przegonić wraz ze skrzatami domowymi po polach ciotki Caoimhe w jednym sezonie aby nauczył się w końcu doceniać przywilej życia w bogactwie. Nic tak nie doprawiało apetytu na luksus, niż głód odpowiednio podbudowany surowością zewnętrzną wobec ciała. Taki plan jednak byłby niemożliwy do zrealizowania i choć mogła pozwolić sobie na taką fantazję, choć niewdzięczny smarkacz testował jej cierpliwość na każdym kroku, nie mogłaby dopuścić do tego, żeby opowieść o takim upodleniu dotarła do uszu kogokolwiek spoza rodziny.
Podaj cenę - prawie, że rozkazał i och jak kusiło w odpowiedzi rozkazać mu powrócić do domu i w końcu zachowywać się odpowiednio, zgodnie ze statusem krwi i majątkiem, który wciąż o dziwo znajdował się w jego zasięgu, w niekończącym się tłumaczeniu jego ekscesów potrzebą młodości, która nie miała innej szansy się odpowiednio wyszumieć. Wątpiła ażeby ta suknia miała aż taką wartość, by na szali położył swoje życie, przyszła jej jednak do głowy inna próba.
– Niedługo Parkinsonowie będą rozsyłać zaproszenia bal. – Odpowiedziała po chwili milczenia, nie uraczając go nawet spojrzeniem, gdy jej długie palce z pewną dozą obrzydzenia ujmowały dawno już nie białą szmatę, oceniając ilość pracy, którą należałoby wykonać w celach jej renowacji. Oceniając jak szybko i pięknie płonęłaby w zakładowym kominku. – Dostaniesz zaproszenie, przyjdziesz i będziesz zachowywał się godnie. Przypomnisz starej matce, co to znaczy odczuwać dumę na myśl o swoim pierworodnym. – Pozorna obojętność rychło doprawiona została znajomą goryczą, wyrzutem, który czekał tak długo, ażeby między nimi rozkwitnąć. – Taka przysługa dla ukochanego syna będzie wtedy czystą przyjemnością. – Jadowicie słodki uśmiech nie sięgnął chłodnych oczu, gdy wyciągnęła różdżkę, by ustawić suknię do pionu, wypełnić ją uformowanym przez siebie manekinem adekwatnym do postury ukochanej przez Baldwina duszy. Własnej duszy w innym ciele. Zawisła więc ów poszarpana zjawa obok złej królowej, niczym zakładnik tego dziwacznego układu. Zawisła obok, jak słowa prośby, ceny, którą Malfoy mógłby przecież bez trudu "zapłacić", ceny podszytej groźbą, że jeśli się nie zdecyduje, nigdy więcej nie zobaczy drogocennego przedmiotu. I było to też miejsce pozbawione negocjacji. Nim jeszcze się zgodził, manekin został odesłany na zaplecze, a do butiku weszły dwie klientki, które momentalnie odebrały ostrość rysów Viseny momentalnie ustąpiła równie serdecznemu co fałszywemu uśmiechowi.
– Serdecznie witam, suknie już czekają na przymiarki, zapraszam drogie panie, nie ma co zwlekać, gdy w grę wchodzi moda. – Gestem wskazała te same drzwi, przez które umknęła zakładniczka, synowi zaś chłodno skinęła głową na pożegnanie, nie przyjmując żadnych aneksów do twardo postawionych warunków.
Podaj cenę - prawie, że rozkazał i och jak kusiło w odpowiedzi rozkazać mu powrócić do domu i w końcu zachowywać się odpowiednio, zgodnie ze statusem krwi i majątkiem, który wciąż o dziwo znajdował się w jego zasięgu, w niekończącym się tłumaczeniu jego ekscesów potrzebą młodości, która nie miała innej szansy się odpowiednio wyszumieć. Wątpiła ażeby ta suknia miała aż taką wartość, by na szali położył swoje życie, przyszła jej jednak do głowy inna próba.
– Niedługo Parkinsonowie będą rozsyłać zaproszenia bal. – Odpowiedziała po chwili milczenia, nie uraczając go nawet spojrzeniem, gdy jej długie palce z pewną dozą obrzydzenia ujmowały dawno już nie białą szmatę, oceniając ilość pracy, którą należałoby wykonać w celach jej renowacji. Oceniając jak szybko i pięknie płonęłaby w zakładowym kominku. – Dostaniesz zaproszenie, przyjdziesz i będziesz zachowywał się godnie. Przypomnisz starej matce, co to znaczy odczuwać dumę na myśl o swoim pierworodnym. – Pozorna obojętność rychło doprawiona została znajomą goryczą, wyrzutem, który czekał tak długo, ażeby między nimi rozkwitnąć. – Taka przysługa dla ukochanego syna będzie wtedy czystą przyjemnością. – Jadowicie słodki uśmiech nie sięgnął chłodnych oczu, gdy wyciągnęła różdżkę, by ustawić suknię do pionu, wypełnić ją uformowanym przez siebie manekinem adekwatnym do postury ukochanej przez Baldwina duszy. Własnej duszy w innym ciele. Zawisła więc ów poszarpana zjawa obok złej królowej, niczym zakładnik tego dziwacznego układu. Zawisła obok, jak słowa prośby, ceny, którą Malfoy mógłby przecież bez trudu "zapłacić", ceny podszytej groźbą, że jeśli się nie zdecyduje, nigdy więcej nie zobaczy drogocennego przedmiotu. I było to też miejsce pozbawione negocjacji. Nim jeszcze się zgodził, manekin został odesłany na zaplecze, a do butiku weszły dwie klientki, które momentalnie odebrały ostrość rysów Viseny momentalnie ustąpiła równie serdecznemu co fałszywemu uśmiechowi.
– Serdecznie witam, suknie już czekają na przymiarki, zapraszam drogie panie, nie ma co zwlekać, gdy w grę wchodzi moda. – Gestem wskazała te same drzwi, przez które umknęła zakładniczka, synowi zaś chłodno skinęła głową na pożegnanie, nie przyjmując żadnych aneksów do twardo postawionych warunków.