27.01.2023, 14:23 ✶
Uniósł brew, wciąż w rozbawieniu i raczej teatralnie. Charlie nie był głupi, ale też nigdy nie należał do grona, które wzięłoby do rąk książkę z numerologii czy historii magii, aby umilić sobie popołudnie. Lubił mugolskie lektury, akcję, fantastykę, czasami nawet komiksy, ale pochłaniania wiedzy, która nie była mu potrzebna do egzaminu? Raczej nie jego rewiry.
- Tak myślisz? Czy zdradził mnie rozbrajający uśmiech, czy może szarmancki błysk w oku? - pociągnął żart, bo nie miał wcale o sobie aż tak wygórowanego zdania, ale nie należał również do osób o zaniżonym poczuciu własnej wartości. Dystans - to było coś, co go odznaczało. Potrafił o sobie żartować i wciąż nie pogrążał się w nieprzyjemnych myślach, że jest niewystarczająco mądry, ładny czy charyzmatyczny. Interakcje z innymi wychodziły mu naturalnie, więc siłą rzeczy nie wykształcił nigdy takich kompleksów. To czy wszyscy ci 'inni' go lubi to już była inna sprawa, a jak Charles mawiał mawiać, też również nie 'jego sprawa'.
- I liczyłeś to tak w głowie? - zapytał, trochę gubiąc teraz prześmiewczy ton, a barwiąc głos o odrobinę podziwu, bo nawet jeżeli potrafił planować, to zazwyczaj polegał na prawdopodobieństwie w przenośnym jego znaczeniu, a nie tym wyliczonym ze wzoru. Mimowolnie spojrzał w tę samą stronę, co Castiel, tylko po to, aby zauważyć, że przygląda się nogom Nory Figg. Nie mogł go winić, bo przecież miała je niczego sobie. Też się czasami łapał w pracy na tym, że patrzył. Nie tylko na nogi zresztą. Po chwili do niego dotarło, gdy skupił spojrzenie na jej obuwiu, że być może jego patrzenie i te Flinta się od siebie różnią. Czy poczuł się z tym źle? Oczywiście, że nie.
Przez zagapienie się na sprawy istotniejsze, a już definitywnie lepiej wyglądające niż nałożone na siebie nogi ogromnych stołów, słuchał blondyna tylko jednym uchem. Dobrze, że wyłapał, co ma robić i nie musiał prosić, aby ten powtórzył, wyszedłby na kompletnego idiotę, a tak mógł chociaż udawać, że takowym nie jest.
Odchrząknął.
- No jasne, tak - pokazał drugiemu mężczyźnie uniesiony w górę kciuk i, gdy ten zaczął trudzić się ze swoją częścią zadania, Charles skupił się na utrzymaniu zaklęciem stołów w jednym miejscu. Było to, poniekąd wyzwanie, bo mebli było sporo, nie mógł, wiec obserwować tego, czy jego towarzyszowi wychodzi, bo musiał skoncentrować energię na utrzymanie reszty tej wieży w całości, aby się na nich nie zawaliła. Rookwood nie był pewien kto wpadł na pomysł, aby tak je ze sobą poskładać w pierwszej kolejności, ale nie to było teraz jego zmartwieniem, a utrzymanie stołów w pionie, gdy jeden z nich zsunął się i wiedziony zaklęciem Castiela lewitował nad trawą, gibając się.
Upewniwszy się, że poskładane ze sobą przedmioty się nie przewrócą, zakończył swoją czynność, czując ulgę. Wiedział, że będzie musiał to zrobić jeszcze pare razy, ale kto nie lubił małego wysiłku o poranku? Wiele osób, właściwie, ale Charlie, a właśnie teraz już Julien, był osobą, której wybuchy energii wręcz przeszkadzały w funkcjonowaniu, wiec nie narzekał.
Zauważając, że jego zadanie, mimo wszystko było łatwiejsze, nie zwlekając dłużej użył tego samego, lewitującego czaru, co Flint, trafiając przede wszystkim w przewiną stronę ciężkości mebla, aby ten mógł wylądować spokojnie na trawie. Nie powiedział za wiele dopóki nogi przedmiotu nie dotknęły bezpiecznie trawy, bo mimo że ciężar stołu rozłożył się teraz na ich dwójkę, tak na pewno wymagało to skupienia, bo obok lewitującego mebla znajdowali się też przyszli sprzedawcy, rozkładający lub dopiero co tworzący swoje produkty.
- Tak myślisz? Czy zdradził mnie rozbrajający uśmiech, czy może szarmancki błysk w oku? - pociągnął żart, bo nie miał wcale o sobie aż tak wygórowanego zdania, ale nie należał również do osób o zaniżonym poczuciu własnej wartości. Dystans - to było coś, co go odznaczało. Potrafił o sobie żartować i wciąż nie pogrążał się w nieprzyjemnych myślach, że jest niewystarczająco mądry, ładny czy charyzmatyczny. Interakcje z innymi wychodziły mu naturalnie, więc siłą rzeczy nie wykształcił nigdy takich kompleksów. To czy wszyscy ci 'inni' go lubi to już była inna sprawa, a jak Charles mawiał mawiać, też również nie 'jego sprawa'.
- I liczyłeś to tak w głowie? - zapytał, trochę gubiąc teraz prześmiewczy ton, a barwiąc głos o odrobinę podziwu, bo nawet jeżeli potrafił planować, to zazwyczaj polegał na prawdopodobieństwie w przenośnym jego znaczeniu, a nie tym wyliczonym ze wzoru. Mimowolnie spojrzał w tę samą stronę, co Castiel, tylko po to, aby zauważyć, że przygląda się nogom Nory Figg. Nie mogł go winić, bo przecież miała je niczego sobie. Też się czasami łapał w pracy na tym, że patrzył. Nie tylko na nogi zresztą. Po chwili do niego dotarło, gdy skupił spojrzenie na jej obuwiu, że być może jego patrzenie i te Flinta się od siebie różnią. Czy poczuł się z tym źle? Oczywiście, że nie.
Przez zagapienie się na sprawy istotniejsze, a już definitywnie lepiej wyglądające niż nałożone na siebie nogi ogromnych stołów, słuchał blondyna tylko jednym uchem. Dobrze, że wyłapał, co ma robić i nie musiał prosić, aby ten powtórzył, wyszedłby na kompletnego idiotę, a tak mógł chociaż udawać, że takowym nie jest.
Odchrząknął.
- No jasne, tak - pokazał drugiemu mężczyźnie uniesiony w górę kciuk i, gdy ten zaczął trudzić się ze swoją częścią zadania, Charles skupił się na utrzymaniu zaklęciem stołów w jednym miejscu. Było to, poniekąd wyzwanie, bo mebli było sporo, nie mógł, wiec obserwować tego, czy jego towarzyszowi wychodzi, bo musiał skoncentrować energię na utrzymanie reszty tej wieży w całości, aby się na nich nie zawaliła. Rookwood nie był pewien kto wpadł na pomysł, aby tak je ze sobą poskładać w pierwszej kolejności, ale nie to było teraz jego zmartwieniem, a utrzymanie stołów w pionie, gdy jeden z nich zsunął się i wiedziony zaklęciem Castiela lewitował nad trawą, gibając się.
Upewniwszy się, że poskładane ze sobą przedmioty się nie przewrócą, zakończył swoją czynność, czując ulgę. Wiedział, że będzie musiał to zrobić jeszcze pare razy, ale kto nie lubił małego wysiłku o poranku? Wiele osób, właściwie, ale Charlie, a właśnie teraz już Julien, był osobą, której wybuchy energii wręcz przeszkadzały w funkcjonowaniu, wiec nie narzekał.
Zauważając, że jego zadanie, mimo wszystko było łatwiejsze, nie zwlekając dłużej użył tego samego, lewitującego czaru, co Flint, trafiając przede wszystkim w przewiną stronę ciężkości mebla, aby ten mógł wylądować spokojnie na trawie. Nie powiedział za wiele dopóki nogi przedmiotu nie dotknęły bezpiecznie trawy, bo mimo że ciężar stołu rozłożył się teraz na ich dwójkę, tak na pewno wymagało to skupienia, bo obok lewitującego mebla znajdowali się też przyszli sprzedawcy, rozkładający lub dopiero co tworzący swoje produkty.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you