Drogi Rodolphusie,
roślina, jaką Ci wysłałam, to Opuntia ficus-indica, z rodziny Cactaceae. Pochodzi z Meksyku, ale kilka setek lat temu przywieziono ją też do Afryki. Tak jak Ci napisałam, nie trzeba jej dużo podlewać, ani często, jest przyzwyczajona do braku wody. Z kolei doniczkę wybrałam specjalnie, żebyś mógł od czasu do czasu oderwać głowę od swoich badań i się uśmiechnąć. Czasami perspektywa jest bardzo potrzebna.
Po części się dowiedziałam, a po części nie. Dowiedziałam się zupełnego zaprzeczenia tego, co wiedziałam do tej pory, a więc w skrócie: mogę sobie wybrać bardziej pasującą mi do narracji teorię, co nie jest specjalnie pocieszające, bo generuje to możliwość wybrania tej błędnej. Dowiedziałam się też, tak przy okazji, że czarodzieje zza granicy, którzy interesują się tym, co dzieje się u nas, mający odpowiednią wiedzę i pewnego rodzaju głowę na karku, być może są naszym przypadkiem wręcz niezdrowo zafascynowani. Teoretycznie może być tak, że wyciągają swoje wnioski, których nie mogą sprawdzić, a których są bardzo pewni i być może chcieliby nas wykorzystać do swoich dziwnych badań. Być może było też tak, że musiałam się bronić i narobiłam sobie wrogów w Egipcie… Hipotetycznie rzecz jasna.
Oczywiście, jeśli chcesz porozmawiać, to zapraszam do siebie. Nie poznałeś jeszcze moich kotów. Twojej teorii jeszcze nie zgłębiłam, nie miałam czasu, ale mam w kowenie kontakt i dostęp do ksiąg, poszukam coś o tym, o czym rozmawialiśmy ostatnio.
Rody, dlaczego marnujesz się w Departamencie Tajemnic? Byłbyś wspaniałym łowcą magicznych bestii. Piękna czapka, bardzo dziękuję. Będę ją nosić z dumą, do kompletu z rękawiczkami. Może nie we wrześniu, ale jak się zrobi zimniej… Nie żebym to odczuwała, ale na szczęście wystarczy patrzeć jak ubierają się inni. Jakoś się dopasuję.