10.01.2025, 18:13 ✶
Bertie wierzył Millie z całego serca, że to nie był tylko zły sen i w jakiś sposób czuł się w jej imieniu absolutnie urażony, że Perseus wygłaszał tego typu uspokajające frazesy. Szczególnie, kiedy żyli świecie przesiąkniętym magią, która w niektórych przypadka pozwalała ludziom widzieć więcej, lub obdarzała ich brzmieniem jakiejś parszywej klątwy. To wszystko było skomplikowane - nawet zanadto jak na głowę Botta, jednak pan Black wydawał mu się w tym momencie zwyczajnie nieco zanadto skory od odsunięcia tego problemu, szczególnie kiedy jego pacjentka reagowała aż tak emocjonalnie.
Cofnął posłusznie dłoń, kiedy Moody wzbroniła się przed zażyciem oferowanego jej eliksiru. Kimże on był, żeby zmuszać ją teraz do czegokolwiek, szczególnie kiedy miała rację i zdążyła już nałykać się w życiu odpowiedniej dawki przeróżnych eliksirów uspokajających? Odstawił więc fiolkę na pobliski stolik, uprzednie ją zakorkowując, żeby przypadkiem nic się nie rozlało i ponownie wzniósł spojrzenie na dziewczynę, okazjonalnie zerkając w stronę towarzyszącego im doktora.
Bott rozluźnił się nieco, kiedy Perseus na nowo zabrał głos, nawet nie orientując się, że od kiedy tylko Millie się przebudziła z krzykiem, tkwi w tego typu cyklu. Na zmianę sztywniał i rozluźniał się, z jednej strony stresując aktualną sytuacją, a z drugiej nie mogąc dać upustu swoim emocjom w jakikolwiek inny sposób. Był na to zbyt miękki.
Przez moment jeszcze przysłuchiwał się w spokoju słowom Blacka, póki na jego czole na nowo nie wypełzła zmarszczka zwiastująca zakłopotanie zmieszane ze zmartwieniem. Bo to co opowiadał im Perseus było odrobinę kłopotliwe - włamywanie się do życia staruszki i przynoszenie ze sobą jakiejś martwiącej wizji, nigdy nie wydawało się przesadnie pokrzepiające. Ale nie ważne co sądził na ten temat - ważne, że zobaczenie się z Lindą mogło w jakiś sposób pomóc roztrzęsionej Millie.
Historia pani Davies była co najmniej niepokojąca. Bo słowa staruszki kazały myśleć, że mieli widma pod nosem od lat. Ba, dekad, biorąc pod uwagę że miała spotkać je za młodu, a teraz była przygarbioną starowinką. Bertie swoje przeżył w samej Dolinie i tym bardziej czuł się zaniepokojony, ze ani przez moment nie poddał w wątpliwość bezpieczeństwo tego gęstego, tajemniczego lasu. A może czuł też ulgę? Tak, to zdecydowanie, ale jednocześnie czuł się nią zwyczajnie zawstydzony.
Bott podchwycił spojrzenie Perseusa tylko na moment, kiwając przy tym krótko głową, ale prawda była taka, że nie ważne jak by się dwoił i troił, nie był w stanie powstrzymać Millie Moody przed niczym. Mogła robić co chciała i kiedy chciała, a jemu pozostawało martwić się i załamywać ręce. No i zawsze mieć w spiżarni coś dobrego na wypadek, gdyby przy tych swoich przygodach postanowiła zajrzeć do jego domu.
- Ministerstwa? - zapytał, marszcząc przy tym brwi. - Ministerstwo chyba robi już coś coś? Co słowa tej pani mogą zmienić? - zmienić w fakcie, że nikt nie wiedział co zrobić z widmami?
Cofnął posłusznie dłoń, kiedy Moody wzbroniła się przed zażyciem oferowanego jej eliksiru. Kimże on był, żeby zmuszać ją teraz do czegokolwiek, szczególnie kiedy miała rację i zdążyła już nałykać się w życiu odpowiedniej dawki przeróżnych eliksirów uspokajających? Odstawił więc fiolkę na pobliski stolik, uprzednie ją zakorkowując, żeby przypadkiem nic się nie rozlało i ponownie wzniósł spojrzenie na dziewczynę, okazjonalnie zerkając w stronę towarzyszącego im doktora.
Bott rozluźnił się nieco, kiedy Perseus na nowo zabrał głos, nawet nie orientując się, że od kiedy tylko Millie się przebudziła z krzykiem, tkwi w tego typu cyklu. Na zmianę sztywniał i rozluźniał się, z jednej strony stresując aktualną sytuacją, a z drugiej nie mogąc dać upustu swoim emocjom w jakikolwiek inny sposób. Był na to zbyt miękki.
Przez moment jeszcze przysłuchiwał się w spokoju słowom Blacka, póki na jego czole na nowo nie wypełzła zmarszczka zwiastująca zakłopotanie zmieszane ze zmartwieniem. Bo to co opowiadał im Perseus było odrobinę kłopotliwe - włamywanie się do życia staruszki i przynoszenie ze sobą jakiejś martwiącej wizji, nigdy nie wydawało się przesadnie pokrzepiające. Ale nie ważne co sądził na ten temat - ważne, że zobaczenie się z Lindą mogło w jakiś sposób pomóc roztrzęsionej Millie.
Historia pani Davies była co najmniej niepokojąca. Bo słowa staruszki kazały myśleć, że mieli widma pod nosem od lat. Ba, dekad, biorąc pod uwagę że miała spotkać je za młodu, a teraz była przygarbioną starowinką. Bertie swoje przeżył w samej Dolinie i tym bardziej czuł się zaniepokojony, ze ani przez moment nie poddał w wątpliwość bezpieczeństwo tego gęstego, tajemniczego lasu. A może czuł też ulgę? Tak, to zdecydowanie, ale jednocześnie czuł się nią zwyczajnie zawstydzony.
Bott podchwycił spojrzenie Perseusa tylko na moment, kiwając przy tym krótko głową, ale prawda była taka, że nie ważne jak by się dwoił i troił, nie był w stanie powstrzymać Millie Moody przed niczym. Mogła robić co chciała i kiedy chciała, a jemu pozostawało martwić się i załamywać ręce. No i zawsze mieć w spiżarni coś dobrego na wypadek, gdyby przy tych swoich przygodach postanowiła zajrzeć do jego domu.
- Ministerstwa? - zapytał, marszcząc przy tym brwi. - Ministerstwo chyba robi już coś coś? Co słowa tej pani mogą zmienić? - zmienić w fakcie, że nikt nie wiedział co zrobić z widmami?