11.01.2025, 20:27 ✶
Pękata Fiolka nie była miejscem, które można było nazwać nieprzyjaznym. Sklepik był, podobnie jak cała rodzina Olivii, dość niepozorny: co prawda znajdował się na ulicy Pokątnej, lecz daleko mu było do przepięknych, przestronnych sklepów, z których słynęła ta ulica. Nie było tu także tłumów czy kolejek, które tworzyły się niezależnie od pory dnia. Fiolka była wciśnięta w dwa inne sklepiki, jeden z książkami, a drugi z jakimś magicznym szajsem, mającym wspierać nowoczesne czarownice w prowadzeniu gospodarstwa domowego (cokolwiek to znaczy). Mimo faktu, że zewnętrze i sam szyld nie wydawały się imponujące, tak środek był całkiem przytulny. Ciepłe drewno, mocno już wysłużone, robiące za podłogę oraz regały, w połączeniu z niezbyt intensywnym, ale wyczuwalnym zapachem ziół, przypominał trochę szklarnię w Hogwarcie. Pozbawiony był jednak dominującej w woni nuty ziemi. W przeciwieństwie do innych sklepów tutaj nie można było kupić kadzideł, więc i ten ciężki aromat odpadał. Na dodatek pani Quirke chyba często wietrzyła, bo zapach był ledwo wyczuwalny, fajnie łaskotał w nos, ale nie zmuszał do kichania. A może Olivia tu sprzątała przed przyjściem Dory? Nie wyglądała na porządnicką (miała okropnie podkrążone oczy, jakby nie spała kilka dni z rzędu, a przynajmniej nie snem w jakimkolwiek stopniu regenerującym), a na dodatek włosy miała związane tak na odwal się, jakby nie miała sił albo czasu ich rano uczesać i ułożyć. Na dodatek koszulę, którą miała zarzuconą na ramiona, krzywo zapięła.
Ale mimo tego wszystkiego sprawiała dość sympatyczne wrażenie. Nawet się uśmiechnęła na widok Dory. W jednej dłoni trzymała kubek z kawą, a drugą właśnie zasłaniała rolety przy pomocy różdżki.
- Żadna pani, czuję się wtedy staro - odpowiedziała machinalnie, a jej ramiona uniosły się w niekontrolowanym parsknięciu śmiechem. Dora nie wyglądała na pięciolatkę, by miała jej paniować, a i Quirke czuła się wyjątkowo młodo (zachowując się nierzadko młodziej, niż "kobieta w jej wieku powinna"). - Wystarczy Olivia. Albo Livia. Albo jak ci wygodniej.
Napiła się z kubka kawy - z mlekiem. Albo raczej mleka z kawą? Nie przepadała za mocnym aromatem i smakiem czarnego naparu, ale nie można było mu odmówić właściwości pobudzających, których teraz bardzo potrzebowała.
Zaprowadziła Dorę na zaplecze, w którym znajdował się stół z fiolkami, kolbami i palnikami oraz kociołkami i masą innych zielarsko-eliksiralnych pierdół, takich jak nożyki, słoiki i inne. Panował tu jako taki porządek, chociaż w jednym kociołku wrzała po prostu woda, a obok stała puszka z kawą.
- Chcesz kawy? Herbaty? Albo wody? - zapytała dziewczyny przyjaźnie, samej odstawiając swój kubek. Różdżkę ciepnęła na blat stolika, przy którym znajdowała się puszka. Gdyby Ollivander to widział... - Eliksir, który pod wpływem kontaktu z podłożem zmienia swoją strukturę i robi się klejącą galaretą?
Olivia wydęła usta i popukała się palcem w wargi. To był dobry pomysł, to zaklęcie często było wykorzystywane do robienia kawałów, ale gdyby się nad tym zastanowić, to mogłoby narobić sporo zamieszania. Jak taka pułapka - gdy ktoś w nią wejdzie, to już nie wyjdzie. A przynajmniej nie tak łatwo.
- Myślałaś może, co mogłoby być bazą i aktywatorem? - Quirke wyciągnęła spod jednego ze stolików skrzynkę. W środku podzwaniały półprodukty i puste fiolki, ale widać było też trochę składników zwierzęcego i roślinnego pochodzenia. I dużo notatek na pergaminach. Tu z pewnością porządku nie było.
Ale mimo tego wszystkiego sprawiała dość sympatyczne wrażenie. Nawet się uśmiechnęła na widok Dory. W jednej dłoni trzymała kubek z kawą, a drugą właśnie zasłaniała rolety przy pomocy różdżki.
- Żadna pani, czuję się wtedy staro - odpowiedziała machinalnie, a jej ramiona uniosły się w niekontrolowanym parsknięciu śmiechem. Dora nie wyglądała na pięciolatkę, by miała jej paniować, a i Quirke czuła się wyjątkowo młodo (zachowując się nierzadko młodziej, niż "kobieta w jej wieku powinna"). - Wystarczy Olivia. Albo Livia. Albo jak ci wygodniej.
Napiła się z kubka kawy - z mlekiem. Albo raczej mleka z kawą? Nie przepadała za mocnym aromatem i smakiem czarnego naparu, ale nie można było mu odmówić właściwości pobudzających, których teraz bardzo potrzebowała.
Zaprowadziła Dorę na zaplecze, w którym znajdował się stół z fiolkami, kolbami i palnikami oraz kociołkami i masą innych zielarsko-eliksiralnych pierdół, takich jak nożyki, słoiki i inne. Panował tu jako taki porządek, chociaż w jednym kociołku wrzała po prostu woda, a obok stała puszka z kawą.
- Chcesz kawy? Herbaty? Albo wody? - zapytała dziewczyny przyjaźnie, samej odstawiając swój kubek. Różdżkę ciepnęła na blat stolika, przy którym znajdowała się puszka. Gdyby Ollivander to widział... - Eliksir, który pod wpływem kontaktu z podłożem zmienia swoją strukturę i robi się klejącą galaretą?
Olivia wydęła usta i popukała się palcem w wargi. To był dobry pomysł, to zaklęcie często było wykorzystywane do robienia kawałów, ale gdyby się nad tym zastanowić, to mogłoby narobić sporo zamieszania. Jak taka pułapka - gdy ktoś w nią wejdzie, to już nie wyjdzie. A przynajmniej nie tak łatwo.
- Myślałaś może, co mogłoby być bazą i aktywatorem? - Quirke wyciągnęła spod jednego ze stolików skrzynkę. W środku podzwaniały półprodukty i puste fiolki, ale widać było też trochę składników zwierzęcego i roślinnego pochodzenia. I dużo notatek na pergaminach. Tu z pewnością porządku nie było.