11.01.2025, 23:30 ✶
Gdyby miała wymienić pięć rzeczy, które lubi najbardziej na świecie, to zaraz obok czasu spędzanego z Laurentem i rodziną, był czas z Brenną. Miała do niej tyle szacunku i podziwu z to, jak angażowała się w pomoc innym, zwłaszcza w tych trudnych czasach. I dlatego też nie marudziła aż tak na to, jak brunetka była zajęta. Ciężko pracowała dla bezpieczeństwa magicznego Londynu, często przy tym narażając samą siebie.
- Jesteś najlepsza, jak Merlina kocham. - uśmiechnęła się do niej promiennie, rozczulona tym drobnym gestem. Uwielbiała kawę i nie umiała bez niej funkcjonować, pijąc przynajmniej trzy kubki na dobę plus minimum jedną, mleczną. I jako druga kawa, taka właśnie była doskonała. Zaciągnęła się zapachem z naczynia, które szczelnie zamknęła w dłoniach. - Mhmm.. Niewiele jest rzeczy przyjemniej pachnących w jesienny poranek, niż kawa, prawda? - zauważyła z nutą rozmarzenia w głosie, pozwalając sobie na łyk. Niezmiennie wychodziła z założenia, że trzeba cieszyć się z małych rzeczy. - Postaram się działać szybko, pewnie też mają mnóstwo zajęć. No i jestem pewna, że nie zjadłaś porządnego śniadania.
Ludzie często zapominali o tym posiłku, a przecież zapewniał on energię na cały dzień. Z odrobiną tęsknoty pomyślała za miską swojej owsianki z owocami, którą zjadła rano. Gdyby Brenna chciała o coś ją zapytać, to nie istniał temat, którego by z nią nie poruszyła. Nie była kobietą wielu sekretów, zwłaszcza względem przyjaciół. Kolejny łyk kawy sprawił, że od środka zaczęło się Pandorze robić cieplej. Doceniała takie chwile, bo nawet jeśli srebrna mgła spowijająca ulice mogła kryć niebezpieczeństwo, wciąż pięknie mieniła się w promieniach nieśmiało wyglądającego zza szarych chmur słońca.
- Nie, nie miałam jak podejść, bo musiałam domknąć kilku umów z ojcem. Planuje nowe kasyno w jednej z nadmorskich miejscowości, a jeden z Panów był bardzo zainteresowany tematem koni. - wyjaśniła z nutą żalu w głosie, bo naprawdę chciała ich złapać na rozmowę i dowiedzieć się więcej. Nie była zbyt szczęśliwa z ilości tych wszystkich spotkań, ale musiała pomóc rodzinie. Taki był obowiązek i poniekąd jej przeznaczenie. Pandora bardzo lubiła pracować, pilnować własnego rozwoju i jednocześnie móc pomagać dzięki temu innym, ale te sztywne zasady i stroje psuły całą zabawę.
- Okropne, to co się ostatnio dzieje. Sporo mówią na Pokątnej. Ludzie się boją, podejrzewają wzajemnie i ma to wpływ na całe rodziny. Niech piekło pochłonie tego, kto do tego doprowadza. Przysięgam, sama bym go wrzuciła dementorom na pożarcie. Przykro mi, że tak się zaharowujesz Bri. - przerwała na chwilę z ciężkim westchnięciem, odwracając głowę w jej stronę i omiotła ją troskliwym, łagodnym spojrzeniem. - Uważaj na siebie, dobrze? Nie chciałabym, żeby coś Ci się stało. Oczywiście! Trochę trenowałam, zarówno to, jak i turecki, z czego matka się bardzo cieszy i dziadkowie. Sama mam dużo pracy, staram się stworzyć więcej narzędzi, które mogłyby być pomocne dla ludzi. I nie masz za co mnie przepraszać! Rozumiem, jak zajęta jesteś. Martwi mnie tylko to, że pewnie zapominasz o sobie.
Zakończyła swój monolog, pozwalając sobie na chwilę przenieść spojrzenie na numery mijanych domów. Były dopiero przy jedenastce, więc miały jeszcze kilka chwil spaceru. Głupio jej było pytać, jak naprawdę sprawy się mają i ilu ludzi ostatnio zostało zamordowanych -pewnie nawet nie mogła udzielać takich informacji, a gazety już dawno — od Beltaine, przestały robić z tego sensacje. Śmierć zdawała się wedrzeć do codzienności, co było naprawdę paskudne. - O właśnie! Dla Ciebie też mam koliberka, może Ci się przyda.
- Jesteś najlepsza, jak Merlina kocham. - uśmiechnęła się do niej promiennie, rozczulona tym drobnym gestem. Uwielbiała kawę i nie umiała bez niej funkcjonować, pijąc przynajmniej trzy kubki na dobę plus minimum jedną, mleczną. I jako druga kawa, taka właśnie była doskonała. Zaciągnęła się zapachem z naczynia, które szczelnie zamknęła w dłoniach. - Mhmm.. Niewiele jest rzeczy przyjemniej pachnących w jesienny poranek, niż kawa, prawda? - zauważyła z nutą rozmarzenia w głosie, pozwalając sobie na łyk. Niezmiennie wychodziła z założenia, że trzeba cieszyć się z małych rzeczy. - Postaram się działać szybko, pewnie też mają mnóstwo zajęć. No i jestem pewna, że nie zjadłaś porządnego śniadania.
Ludzie często zapominali o tym posiłku, a przecież zapewniał on energię na cały dzień. Z odrobiną tęsknoty pomyślała za miską swojej owsianki z owocami, którą zjadła rano. Gdyby Brenna chciała o coś ją zapytać, to nie istniał temat, którego by z nią nie poruszyła. Nie była kobietą wielu sekretów, zwłaszcza względem przyjaciół. Kolejny łyk kawy sprawił, że od środka zaczęło się Pandorze robić cieplej. Doceniała takie chwile, bo nawet jeśli srebrna mgła spowijająca ulice mogła kryć niebezpieczeństwo, wciąż pięknie mieniła się w promieniach nieśmiało wyglądającego zza szarych chmur słońca.
- Nie, nie miałam jak podejść, bo musiałam domknąć kilku umów z ojcem. Planuje nowe kasyno w jednej z nadmorskich miejscowości, a jeden z Panów był bardzo zainteresowany tematem koni. - wyjaśniła z nutą żalu w głosie, bo naprawdę chciała ich złapać na rozmowę i dowiedzieć się więcej. Nie była zbyt szczęśliwa z ilości tych wszystkich spotkań, ale musiała pomóc rodzinie. Taki był obowiązek i poniekąd jej przeznaczenie. Pandora bardzo lubiła pracować, pilnować własnego rozwoju i jednocześnie móc pomagać dzięki temu innym, ale te sztywne zasady i stroje psuły całą zabawę.
- Okropne, to co się ostatnio dzieje. Sporo mówią na Pokątnej. Ludzie się boją, podejrzewają wzajemnie i ma to wpływ na całe rodziny. Niech piekło pochłonie tego, kto do tego doprowadza. Przysięgam, sama bym go wrzuciła dementorom na pożarcie. Przykro mi, że tak się zaharowujesz Bri. - przerwała na chwilę z ciężkim westchnięciem, odwracając głowę w jej stronę i omiotła ją troskliwym, łagodnym spojrzeniem. - Uważaj na siebie, dobrze? Nie chciałabym, żeby coś Ci się stało. Oczywiście! Trochę trenowałam, zarówno to, jak i turecki, z czego matka się bardzo cieszy i dziadkowie. Sama mam dużo pracy, staram się stworzyć więcej narzędzi, które mogłyby być pomocne dla ludzi. I nie masz za co mnie przepraszać! Rozumiem, jak zajęta jesteś. Martwi mnie tylko to, że pewnie zapominasz o sobie.
Zakończyła swój monolog, pozwalając sobie na chwilę przenieść spojrzenie na numery mijanych domów. Były dopiero przy jedenastce, więc miały jeszcze kilka chwil spaceru. Głupio jej było pytać, jak naprawdę sprawy się mają i ilu ludzi ostatnio zostało zamordowanych -pewnie nawet nie mogła udzielać takich informacji, a gazety już dawno — od Beltaine, przestały robić z tego sensacje. Śmierć zdawała się wedrzeć do codzienności, co było naprawdę paskudne. - O właśnie! Dla Ciebie też mam koliberka, może Ci się przyda.