Zamieszanie z każdą minutą robiło się coraz większe. Ludzie przepychali się przed siebie. Z tyłu słychać było jakieś krzywki, nie do końca wiadomo czym spowodowane. Heather nie należała do specjalnie wysokich, nie miała jak dostrzec więcej. Jedyny zmysł, na którym mogła polegać to był słuch, który nie wróżył nic dobrego. Wszyscy zaczęli niczym lawina brnąć przed siebie, nie zważali na przeszkody, które znajdowały się przed nimi. Nie ma co się dziwić, bardzo łatwo można było spanikować, kiedy nie do końca miało się informacje o tym, co właściwie się dzieje.
Sama Heather póki co nie denerwowała się jeszcze jakoś specjalnie. Pewnie komuś ktoś nadepnął na piętę, pokłócili się, doszło do jakichś rękoczynów, stąd te krzyki, ktoś dołączył i zaczęli się tłuc. Grunt, to znaleźć sobie jakieś wytłumaczenie i się go trzymać. Wtedy wszystko wydaje się jakieś takie prostsze.
Atmosfera wcale nie była taka przyjemna, co chwilę ktoś się od niej odbijał. Na całe szczęście była wysportowana i nie tak łatwo było ją przestawić. Przez lata gry w quidditcha zrobiła się też całkiem odporna na uderzenia jej próg bólu należał do tego wysokiego, denerwowało ją jednak to, że co chwilę ktoś na nią wpadał. No bo ileż można?
Patrz jak leziesz? No chyba nie, jeszcze tego brakowało, żeby jakiś pajac jej tutaj zwrócił uwagę. Już miała wbić mu w żebra swój łokieć, żeby się opamiętał, kiedy dostrzegła znajomą twarz. Charlie... Ucieszyła się ogromnie, gdy go tylko zobaczyła. Zawsze to lepiej razem być w takiej gównianej sytuacji. - Byłam w sklepie, zobaczyła tłum, postanowiłam dołączyć. - Powiedziała szybko co tutaj robi. Nie była to specjalnie przemyślana wizyta, w końcu ona rzadko kiedy zastanawiała się nad tym, co robi. - Kto się bije? Myślałam, że ktoś komuś nadepnął na piętę i to przez to. - Postanowiła się podzielić z przyjacielem swoimi przemyśleniami, coraz bardziej jednak zaczynała wątpić w to, że mają rację bytu. - Coraz bardziej napierają Charlie, utkniemy tu i nas zdepczą.- Tego zdecydowanie wolałaby uniknąć. Musieli się stąd wydostać, razem. Tego była pewna. - Może komuś się nie spodobało, że charłacy chcą walczyć o swoje prawa. - Wcale jej by to nie zdziwiło, w końcu fanatyków nie brakowało na tym świecie, jakby nie patrząc organizując ten marsz charłacy zwrócili na siebie uwagę, wystawili się poplecznikom Voldemorta.