Nic się nie działo, a jednak wylądowała w ramionach Sauriela, który niósł ją z salonu do jej kuchni bez słowa – więc… coś się jednak działo? Czy może był to sposób na to, by zamknąć jej buzię, ale skoro tak, to mało skuteczny, bo nadal miała te swoje pytania. Jak chciał ją uciszyć, to był na to znacznie skuteczniejszy sposób, który raz już wykonał.
Lubiła, gdy mówił do niej kompletne bzdury i lubiła, gdy mówił do niej rzeczy poważne. Nie chodziło o to, że sama wolała słuchać, nie, przecież buzia potrafiła jej się nie zamykać, aż łapała się na tym, że chyba mówi nawet za dużo, że może druga strona chciałaby coś powiedzieć? Miała swoje mocne zdania, była uparta, wiedziała o tym. Ale… tu nie do końca był konflikt interesów, bo Sauriel mógł sobie przy niej milczeć ile chciał, problem pojawiał się wtedy, kiedy milczał aż za bardzo, a Victoria nie miała skąd czerpać danych żeby poukładać sobie to, co się dzieje. Nie musiał mówić wcale pięknie, mógł mówić pokracznie, jej wystarczyło tylko zarzucić wędkę, a myśli i tak biegły przed siebie galopem, mogła znaleźć te słowa za niego.
Jak dzisiaj.
I nie chodziło o żadne stopniowanie, czy wybieranie, przecież nie rzucała mu tego w twarz wymieniając inne imiona. Te inne imiona i osoby w tym momencie nawet jej nie przychodziły do głowy. A może powinny wejść jej pod skórę i szepnąć, że są tacy, przy których zawsze będzie drugim wyborem, przecież to nie tak, że jej pewność siebie się odbudowała i gdy patrzyła w lustro, to myślała sobie, że mogłaby rzucić cały świat na kolana. Kiedyś może i tak było. Dzisiaj… Niekoniecznie. Tak czy siak, to były jego własne słowa, których nie chciała puścić mimo uszu, chociaż Sauriel nie miał nic do dodania i tylko skinął głową.
– W porządku, po prostu… – okej, więc potrzebował chwili czasu i przestrzeni. Victoria odetchnęła, bo absolutnie nie chciała go przyciskać, żeby się w sobie zamknął i obwarował w tej twardej skorupie, jaką żółw Sauriel nosił na plecach. – Może i nieźle mi idzie obserwowanie i wyciąganie wniosków i sprawiam wrażenie, że mam wszystko pod kontrolą, ale więcej razy niż ci się wydaje, jestem po prostu w kropce i nie wiem, i przydałaby mi się chociaż wskazówka – jak teraz: że potrzebuje chwili. Dałaby mu ją, gdyby wiedziała, że zaraz nie zwieje po prostu jak miewał w zwyczaju. – Bałam się, że uciekniesz i już nigdy nie wrócimy do tej rozmowy i potem ty będziesz udawać, że jest okej, a ja będę się zastanawiać co się właściwie dzieje – i nigdy nie zapyta… albo zapyta, jak już ją wszystko przerośnie. A przecież… wystarczyło jej powiedzieć, jak wtedy, po tym pocałunku, żeby nie pytała o to czy o tamto. I… nie pytała, nie rozdrapywała, chociaż za cholerę nie miała pojęcia, gdzie ich dwójkę w ogóle umiejscowić. To, że im na sobie zależało było jasne. Bardzo jej zależało. – Mogę nie zawsze poprawnie rozczytać sytuację – chociaż chyba i tak nieźle jej szło, bo zazwyczaj, w sumie dość instynktownie robiła to, co potrzebował, znaczy, że… no dawała mu ten czas. Jak ostatnio, jak mu zaproponowała, żeby poszedł zapalić, a ona się pójdzie ogarnąć – ale wtedy było to dla niej jasne. A dzisiaj… ni cholery. – Wystarczy, że mi powiesz, że potrzebujesz chwili… jak się sama nie domyślę – bo były tematy, które mimo wszystko warto było przegadać, nawet jeśli Sauriel wolałby nie. Jak dzisiaj… czy to wychodziło im na złe, że jej powiedział? Wręcz miała poczucie, że wyszłoby im na złe, gdyby jednak nie doszło do tej rozmowy w kuchni. – Nie chcę się narzucać – nigdy nie chciała i tyczyło się to właściwie każdej płaszczyzny życia i tego, co było pomiędzy nimi.