12.01.2025, 17:49 ✶
– Kiedyś były tu runy, ale teraz na pewno już nie działają. Nic nie powstrzymało teleportacji, nie wybuchło ani nie próbowało mnie zeżreć… i tak, sprawdziłem, czy nie ma żab – odparł Cathal, po czym poruszył lekko ramionami, jakby chcąc podsumować w ten sposób, że nie zauważył żadnej działającej magii. – Może ochronna magia działała kiedyś i dzięki temu dom przetrwał dłużej, ale potem nie miał kto jej odnawiać i zaczął się wreszcie rozsypywać?
Wyciągnął jednak różdżkę, szepcąc zaklęcie rozpraszające, a potem odruchowo zerknął na Thomasa. Shafiq był dobry w rozpraszaniu: w jego pracy czasem postawienie odpowiednio mocnej tarczy decydowało o życiu lub śmierci, przykładał się więc do tego od zawsze, ale nie był klątwołamaczem i wiedział, że jeżeli tkwi tutaj „coś więcej” to już nie była robota dla niego. W takich sytuacjach do przodu zwykle pakowała się Leta, głośno przy tym świergocąc, czasem przekonując, że w miejscu była jakaś okropna klątwa, czasem nie.
Nie chciał się do tego przyznawać, ale bywały momenty, gdy mu jej brakowało.
Nawet jeżeli wciąż był na nią zły.
Wszedł ostrożnie między pozostałości po ścianach, wciąż z różdżką przed sobą. Machnął różdżką, próbując postawić przed sobą tarczę: być może zbytek ostrożności, ale Cathal wolał być martwym paranoikiem niż żywym, doskonale zdrowym na psychice człowiekiem… zaraz: zdrowie psychiczne i jego rodzina nigdy właściwie nie szli w parze, więc na to i tak nie miał już sił.
– Na moje oko raczej nie wyprowadzili się, zabierając rzeczy… ale miejsce musiało być albo wtedy odosobnione, albo chronione, bo nikt tego nie rozkradł.
Shafiq nie był zaskoczony. Widywał już czasem w różnych miejscach na świecie stare domy, zniszczone przez chłód, deszcze i wiatry, zagarniane powoli przez przyrodę: w których wciąż stały łóżka, pokryte gnijącą pościelą, od ścian odpadały jedwabne tapety, a na rozpadających się sekretarzykach stały rodzinne pamiątki. Tutaj nie wyglądało to aż tak „imponująco”, bo w pewnym momencie musiała zawalić się większa część sufitu, i potem postępowało już zniszczenie, ale dało się dostrzec resztki mebli, coś, co kiedyś musiało być kominkiem.
Rozproszenie, na tarczę
Kostki, kostki…
1 – nie znajdujemy (póki co) nic super ciekawego
2 – Ginny wypatrzy w ruinach kryjówkę, ujawnioną przez zaklęcie rozpraszające
3 – Thomas wypatrzy zwój wśród zniszczonych mebli
4 – w ruinach wciąż znajduje się podniszczony, mówiący portret.
Wyciągnął jednak różdżkę, szepcąc zaklęcie rozpraszające, a potem odruchowo zerknął na Thomasa. Shafiq był dobry w rozpraszaniu: w jego pracy czasem postawienie odpowiednio mocnej tarczy decydowało o życiu lub śmierci, przykładał się więc do tego od zawsze, ale nie był klątwołamaczem i wiedział, że jeżeli tkwi tutaj „coś więcej” to już nie była robota dla niego. W takich sytuacjach do przodu zwykle pakowała się Leta, głośno przy tym świergocąc, czasem przekonując, że w miejscu była jakaś okropna klątwa, czasem nie.
Nie chciał się do tego przyznawać, ale bywały momenty, gdy mu jej brakowało.
Nawet jeżeli wciąż był na nią zły.
Wszedł ostrożnie między pozostałości po ścianach, wciąż z różdżką przed sobą. Machnął różdżką, próbując postawić przed sobą tarczę: być może zbytek ostrożności, ale Cathal wolał być martwym paranoikiem niż żywym, doskonale zdrowym na psychice człowiekiem… zaraz: zdrowie psychiczne i jego rodzina nigdy właściwie nie szli w parze, więc na to i tak nie miał już sił.
– Na moje oko raczej nie wyprowadzili się, zabierając rzeczy… ale miejsce musiało być albo wtedy odosobnione, albo chronione, bo nikt tego nie rozkradł.
Shafiq nie był zaskoczony. Widywał już czasem w różnych miejscach na świecie stare domy, zniszczone przez chłód, deszcze i wiatry, zagarniane powoli przez przyrodę: w których wciąż stały łóżka, pokryte gnijącą pościelą, od ścian odpadały jedwabne tapety, a na rozpadających się sekretarzykach stały rodzinne pamiątki. Tutaj nie wyglądało to aż tak „imponująco”, bo w pewnym momencie musiała zawalić się większa część sufitu, i potem postępowało już zniszczenie, ale dało się dostrzec resztki mebli, coś, co kiedyś musiało być kominkiem.
Rozproszenie, na tarczę
Rzut PO 1d100 - 31
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Rzut PO 1d100 - 54
Sukces!
Sukces!
Kostki, kostki…
1 – nie znajdujemy (póki co) nic super ciekawego
2 – Ginny wypatrzy w ruinach kryjówkę, ujawnioną przez zaklęcie rozpraszające
3 – Thomas wypatrzy zwój wśród zniszczonych mebli
4 – w ruinach wciąż znajduje się podniszczony, mówiący portret.
Rzut 1d4 - 1