13.01.2025, 13:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.09.2025, 22:48 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic III
Rozliczono - Ambroise Greengrass - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
Rozliczono - Ambroise Greengrass - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
Poniedziałkowe popołudnie w Londynie było szare i deszczowe. Krople deszczu nieprzerwanie stukały o chodnik a ciężkie stalowogranatowe chmury zasnuwały niebo. Nie wyglądało na to, by deszcz zamierzał rozmyć się w najbliższych godzinach. Wręcz przeciwnie. Wydawało się, że z godziny na godzinę może być wręcz coraz gorzej, szczególnie przy nasilających się podmuchach wiatru sprawiających, że wszystko było dosłownie zlane wodą.
Opatuleni w płaszcze lub zawinięci w peleryny ludzie z parasolami w rękach przemykali ulicami, nie zatrzymując się ani na chwilę. Sklepowe witryny, które zazwyczaj przyciągały wzrok jaskrawymi kolorami widocznymi pod londyńskim ulicznym kurzem, teraz były śliskie i mokre. Skrzyły się delikatnie, odbijając krople, w których rozszczepiało się barwne światło kontrastujące z ponurym niebem. Strugi deszczu spływały po szybach a na ulicy unosił się zapach wilgotnego betonu, ziemi, mokrych liści i świeżo zaparzonej kawy z pobliskich kawiarni.
Oni także zmierzali w stronę jednej z kamienic, mijając kolejne sklepiki i nieco rozmyte, zamglone przez deszcz budynki.
Ambroise milczał. Z wyrazem skupienia na twarzy przemierzał kolejne metry chodnika, w jednej dłoni trzymając bezrefleksyjnie wyciągnięte klucze, drugą rękę wyciągając zaś ku Yaxleyównie.
Nijak nie skomentował faktu, że w którymś momencie sięgnął do kieszeni, wyciągając stamtąd portfel z kluczami do tego samego budynku, w którym znajdowało się mieszkanie ich przyjaciela. Nie wyjaśnił tego, co tak właściwie sprawiło, że był ich posiadaczem. Po prostu wyjął je jeszcze w momencie, w którym znajdowali się pod daszkiem Dziurawego Kotła i ruszył przed siebie.
Sam nie wiedział, kiedy dokładnie ponownie splótł ich palce, zamykając jej chłodną dłoń w swojej, jednak robił to co najmniej odkąd pojawili się w mieście. Instynktownie wyrywał na przód, bez słowa prowadząc dziewczynę przez kałuże, których nie mogli uniknąć, obchodząc łukiem wszystkie inne.
Nie był zły. Nie zaciskał warg w wyrazie rozdrażnienia ani nie mrużył oczu. Nie uśmiechał się, bowiem zdecydowanie nie miał ku temu powodu, jednak wyraz jego twarzy pozostawał całkowicie neutralny. Milczenie między nimi było tak spokojne i naturalne jak tylko mogło być w podobnych okolicznościach.
Kiedy dotarli do wejścia na klatkę schodową jednej z kamienic, Greengrass (ponownie bez słowa, jakby w którymś momencie po prostu mu ich zabrakło) przekręcił klucz w zamku. Drzwi z cichym skrzypieniem otworzyły się, wpuszczając ich do suchego wnętrza.
Ustąpił miejsca Geraldine, pozwalając, by dziewczyna pierwsza przekroczyła próg. Nie puszczał dłoni Yaxleyówny, jakby nie chcąc rozstać się z tym prostym gestem bliskości, pozwalając, aby ich ręce pozostały splecione przez jeszcze chwilę dłużej.
Wspólnie weszli po schodach. Echo ich kroków odbijało się od ścian ciepłego i jasnego korytarza. Tak czystego i suchego, że jedynie odgłos deszczu uderzającego w szyby wciąż przypominał o szarości za oknami.
Gdy dotarli pod drzwi mieszkania Corneliusa, Ambroise zwolnił uścisk, puszczając rękę Geraldine i przenosząc wzrok ku jej twarzy. Pozwolił, by ich spojrzenia na moment się spotkały, niemal instynktownie wyciągając przy tym rękę, aby odgarnąć jej mokry kosmyk włosów z policzka. Nim to zrobił, zreflektował się jednak, zawieszając dłoń w powietrzu i powoli opuszczając ją na swoje udo. Wcisnął palce do kieszeni, jednocześnie wyciągając drugą rękę ku chłodnej drewnianej powierzchni, w którą bez słowa zastukał czterokrotnie. Mocno i zdecydowanie.
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down