- Nad tym będziemy musieli chyba podyskutować. - Miała świadomość, że Ambroise lubił miec rację, tyle, że ona też nie należała do osób, które potrafiły ustępować. Ścinali się wiele razy, zapewne to, że zmienili nieco tor, w którym miała zmierzać ich relacja nie miało mieć na to większego wpływu. Wiedziała, że mogą się zdarzyć sytuacje, w których będą nadal mieli odmienne opinie. Nie spodziewała się, aby mogło się to zmienić, tego nie dało się pozbyć tak łatwo. Tyle, że wypadałoby, aby znaleźli jakiś sposób, w jaki będą mogli negocjować. Nie był to jednak najlepszy moment, aby o tym teraz dyskutować. Kiedyś nadejdzie ta chwila, tego była pewna, ba, spodziewała się raczej, że dojdzie do tego prędzej, niż później zważając na ich charaktery. Mieli jednak to szczęście, że bardzo dobrze wiedzieli na co się piszą, w końcu nawet podczas bycia przyjaciółmi dochodziło między nimi do sporów, mniejszych, czy większych. Potrafili się pokłócić o najgłupszą pierdołę, kiedy nadażyła się ku temu okazja i żadne z nich nie chciało odpuszczać. Była ciekawa, jak to będzie się klarowało teraz, nie wydawało jej się jednak, aby doszło na tym polu do większych zmian. Raczej nie było takiej możliwości.
Miała swoje opinie na każdy temat, i nie bała się nimi dzielić. Może niektórzy ich nie akceptowali, to jednak niczego nie zmieniało, nie czuła, że powinna udawać, że myśli inaczej. Chętnie doprowadzała do konfrontacji z bliskimi i nie. Potrafiła się w nich odnajdywać, była nawet w stanie stwierdzić nieskromnie, że umiała bronić bardzo konkretnie swojego własnego zdania. Jeśli było trzeba nie miała problemu z tym, aby sięgnąć nawet po siłę fizyczną, bywało i tak, a przecież z niej również bardzo chętnie korzystała. Nie, żeby w przypadku Roisa zamierzała udowadniać mu swoje racje w ten sposób, bo to byłoby lekką przesadą, ale możliwości zawsze było wiele.
Zdawała sobie sprawę, że jeszcze nie wiedzieli o sobie wszystkiego, ale nie byli głupi, mieli świadomość, że są rzeczy, o których będą musieli porozmawiać. Wiedzieli, że jest coś więcej, coś, czego nie mówi się byle komu, tajemnice, które nie mogły być chowane pod dywan, bo przez to na dłuższą metę nie udałoby im się dogadać. Nie wydawało jej się, aby ukrywanie przed nim niektórych z jej spraw było słuszne, kiedyś na pewno opowie mu o nich więcej, gdy nadarzy się ku temu odpowiedni moment. Nie chciała bowiem psuć tych kilku dni, które jakoś udało im się wyrwać od losu. Mieli zatracić się w tym nowym uczuciu, poznać się jak najdokładniej się da, zająć się sobą w odpowiedni sposób, a nie skupiać na rzeczach, które mogły trochę poczekać. To zrobią później, gdy wrócą do Londynu. Była pewna, że nie ominie ich żarliwa dyskusja, mieli bowiem sporo do ułożenia.
Jako, że nie zamierzali się ukrywać, wypadałoby tez poinformować ich najbliższych o tym, że postanowili się ze sobą spotykać. To mogło trochę zaczekać, chociaż czy faktycznie? Kolejny sabat się zbliżał, a oni mogli ich wmanewrować w pojawienie się tam z kimś innym, dobrze byłoby uniknąć takich sytuacji. Nie zniosłaby bowiem kolejnego takiego wydarzenia krążąc gdzieś obok niego. Nie, teraz mieli zacząć tam bywać oficjalnie razem, zależało jej na tym, aby wszyscy wiedzieli, że połączyło ich coś więcej. Może wtedy te wszystkie panny przestaną na niego spoglądać jak na kawałek mięsa. Dobrze by było, aby wiedziały, że nie jest już kawalerem do wzięcia. Ten rycerz w końcu odnalazł już swoją księżniczkę.
- Trudno byłoby tego nie zauważyć, zważając na to, że miałeś szansę poznać mnie chyba z każdej możliwej strony. - Tak się jej przynajmniej wydawało. Nie uważała tego za wadę, zresztą powiedział to takim tonem, że mogła uznać to za coś dobrego. Nie była w tym przypadku wyjątkowa w swoim zachowaniu, przecież on miał tak samo. Lekką hipokryzją byłoby uznanie tego za coś złego.
To nie zawsze kończyło się dobrze, drobny żar potrafił doprowadzić do naprawdę potężnego pożaru, jednak każdy na pewno da się jakoś ugasić. Yaxleyówna reagowała szybko, bezmyślnie, tyle, że równie łatwo było ją później uspokoić, wystarczyło tylko znaleźć odpowiednią metodę na to, aby ją ugłaskać.
Nie wydawało jej się, aby mieli wieść nudne i stateczne życie. Jasne, na pewno niektóre z ich przyzwyczajeń się zmienią, jednak nie sądziła, aby to miało się wiązać z takim typowo słodkim związkiem, który był nudny niczym flaki z olejem. To na pewno nie było im pisane, zresztą nie bez powodu postanowiła wejść w taką relację dopiero z Ambroisem. Nie wydawało jej się, aby ktoś inny na nią zasługiwał, no i potrafił sobie z nią poradzić. Nie ma się co oszukiwać, była naprawdę trudnym okazem do okiełznania, chociaż przy nim, w sumie przy nim nie było z nią, aż tak źle. Może czasami...
Po raz kolejny musnął jej usta, nie mogła powstrzymać uśmiechu, który od razu pchał jej się na wargi. Było jej dobrze tutaj, z nim. Czuła, że może być im jeszcze lepiej, to było naprawdę spełnienie marzeń, nie spodziewała się w ogóle, że kiedyś będzie jej dane znaleźć się w takiej sytuacji. Skutecznie odcinała się od zbliżania w ten sposób do kogokolwiek, teraz jednak wiedziała, że te zmiany są tego warte, on był tego warty.
Znaleźli się w końcu na zewnątrz. Pokonali niebezpieczne stopnie i mogli rozpocząć rozgaszczanie się na plaży, ich własnym kawałku plaży, no tymczasowym, własnym kawałku plaży. Wyglądało bowiem na to, że należał on do domu, w którym mieli spędzić najbliższe kilka dni.
Nie zamierzała pozwolić na to, aby Roise zajmował się wszystkim sam, oczywiście więc kiedy trzepnął kocem złapała go za przeciwne rogi i pomogła mu go rozłożyć. W końcu mieli tutaj spędzić czas razem, wypadałoby więc, aby oboje byli równie zaangażowani w całą sytuację, tyle mogła zrobić, zważając na to, że ten cały wypad był pomysłem jej chłopaka.
Poczuła dotyk jedo dłoni na swojej talii i dopiero wtedy zwróciła uwagę na to, co chciał jej pokazać. Oczy jej się zamieniły, bo nie dało się ukryć, że było tutaj pięknie. Okolica nie wyglądała, jakby istniała naprawdę. Miała świadomość, że natura potrafiła zdziałać cuda, jednak rzadko kiedy zdarzało jej się widzieć taakie niesamowite spektakle na własne oczy.
- To chyba jeszcze nie one, co nie zmienia faktu, że to, co tam pływa jest lepsze od morzonogów. - Nie miała pojęcia, co kwitło, pewnie jakiś bioluminoescencyjny plankton, pewnie raczej roślinny niż zwierzęcy, ale nie było to szczerze mówiąc teraz najistotniejsze, nie musiała się nad tym zastanawiać, bo po prostu wyglądało to ładnie, cieszyło oczy i to wystarczało.
- Nie mów tylko, że i to sobie zaplanowałeś. - Cóż, mniejsza o to, czy planował to, czy nie, to nie dało się ukryć, że znaleźli się dzięki niemu w naprawdę magicznym miejscu.