14.01.2025, 11:14 ✶
Dłoń trzymająca filiżankę zamarła w bezruchu w połowie drogi pomiędzy spodkiem, a ustami Perseusa, a parujący bursztyn zafalował niebezpiecznie blisko krawędzi porcelany. Przyglądał się Laurentowi ostrożnie, niczym zapędzone w róg zwierzę, które zastanawia się, czy zaraz nie spadnie na nie cios. Czy jego słowa były szczere? A może mówił to jedynie z grzeczności, narzuconej potrzeby utrzymania konwenansów. Nie musisz łechtać mnie kłamstwem, cisnęło mu się na usta, ale coś go przed tym powstrzymywało, jakby jakaś niewidzialna ręka zaciskająca się na jego ramieniu. Uśmiechnął się więc do Prewetta, lecz grymas ten pozbawiony był wesołości.
— Miło mi — odpowiedział wreszcie, przerywając niezręczną chwilę milczenia, podczas której jedynymi dźwiękami były ich własne oddechy i stłumione tykanie wiekowego zegara docierające z salonu. Odstawił filiżankę na stolik i zaplótł ze sobą palce, nie mając lepszego pomysłu, co powinien z nimi zrobić. — Przez cały czas odnosiłem wrażenie, że masz do mnie o coś żal. Albo że z jakiegoś powodu się mnie obawiasz...
Zgodnie z jego życzeniem podniósł się i podszedł na drżących nogach, a potem pomógł perłom znaleźć się na właściwym miejscu. Dłonie mu przy tym drżały, męczył się z zapięciem nieco dłużej, niż powinien. Bliskość Laurenta wcale nie pomagała zapanować mu nad własnym ciałem, a wręcz przeciwnie; był oszołomiony ciepłem bijącym od jego skóry i zapachem jego perfum, tak bardzo teraz intensywnym. Na przemian robiło mu się gorąco i zimno, serce kołatało boleśnie, a szum własnej krwi zdawał się zagłuszać wszystkie inne dźwięki. Patrzył na jego kark i walczył z pragnieniem złożenia na nim pocałunku - jednego, niewinnego pocałunku, wyrażającego całą jego tęsknotę. Wiedział jednak, że na jednym pocałunku się nie skończy, że usta będą łapczywie błądzić po jego szyi i linii żuchwy, aż w końcu odnalazłyby jego wargi i... Nie. Nie może dawać się tak podnosić fantazjom, to niemoralne, nieetyczne i pod każdym względem po prostu nie. Jeśli Perseus skrywał w sobie całe morze emocji, to w towarzystwie Laurenta zrywał się na nim sztorm.
Wreszcie udało mu się zapiąć naszyjnik; nie odszedł jednak od Prewetta. Zamiast tego uklęknął na jednym kolanie obok jego fotela, w taki sposób, by Laurent na nim górował. Nie za blisko, by nie zrobiło się zbyt niekomfortowo, ale zdecydowanie bliżej, niż gdyby pozostał na swoim miejscu.
— Mówisz o pochlebstwie, ale czy naprawdę tak jest? Czy może czujesz się jak zwierzę zagonione w róg?
— Miło mi — odpowiedział wreszcie, przerywając niezręczną chwilę milczenia, podczas której jedynymi dźwiękami były ich własne oddechy i stłumione tykanie wiekowego zegara docierające z salonu. Odstawił filiżankę na stolik i zaplótł ze sobą palce, nie mając lepszego pomysłu, co powinien z nimi zrobić. — Przez cały czas odnosiłem wrażenie, że masz do mnie o coś żal. Albo że z jakiegoś powodu się mnie obawiasz...
Zgodnie z jego życzeniem podniósł się i podszedł na drżących nogach, a potem pomógł perłom znaleźć się na właściwym miejscu. Dłonie mu przy tym drżały, męczył się z zapięciem nieco dłużej, niż powinien. Bliskość Laurenta wcale nie pomagała zapanować mu nad własnym ciałem, a wręcz przeciwnie; był oszołomiony ciepłem bijącym od jego skóry i zapachem jego perfum, tak bardzo teraz intensywnym. Na przemian robiło mu się gorąco i zimno, serce kołatało boleśnie, a szum własnej krwi zdawał się zagłuszać wszystkie inne dźwięki. Patrzył na jego kark i walczył z pragnieniem złożenia na nim pocałunku - jednego, niewinnego pocałunku, wyrażającego całą jego tęsknotę. Wiedział jednak, że na jednym pocałunku się nie skończy, że usta będą łapczywie błądzić po jego szyi i linii żuchwy, aż w końcu odnalazłyby jego wargi i... Nie. Nie może dawać się tak podnosić fantazjom, to niemoralne, nieetyczne i pod każdym względem po prostu nie. Jeśli Perseus skrywał w sobie całe morze emocji, to w towarzystwie Laurenta zrywał się na nim sztorm.
Wreszcie udało mu się zapiąć naszyjnik; nie odszedł jednak od Prewetta. Zamiast tego uklęknął na jednym kolanie obok jego fotela, w taki sposób, by Laurent na nim górował. Nie za blisko, by nie zrobiło się zbyt niekomfortowo, ale zdecydowanie bliżej, niż gdyby pozostał na swoim miejscu.
— Mówisz o pochlebstwie, ale czy naprawdę tak jest? Czy może czujesz się jak zwierzę zagonione w róg?
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory