14.01.2025, 14:29 ✶
Brenna nie celowała w pierwszej chwili w Reginę różdżką, choć trzymała tę po przemianie w ręku – i ledwo olbrzymka wycelowała w nią, odruch kazał natychmiast unieść swoją, a ciało spięło się, gotowe do szybkiego uniku.
Przez ułamek sekundy Detektyw była już prawie pewna, że Rowle ma z tym wszystkim coś wspólnego. Ale żaden czar nie przeciął powietrza, a Brenna nie rzuciła swojego pierwsza – choć być może powinna. Będzie się musiała tego nauczyć. Ale jednak pewne procedury tkwiły jej w głowie, a ona nie chciała zaatakować kogoś niewinnego, i pierwsza chyba uderzyłaby tylko na widok charakterystycznej maski.
– Tak, we własnej osobie – przytaknęła, po czym powoli opuściła różdżkę, kiedy Regina zaczęła robić to samo. Nie odrywała jednak spojrzenia od kobiety, chociaż żałowała w tej chwili, że nie może mieć oczu dookoła głowy, bo kusiło ją jednocześnie, by zerknąć w stronę domu i upewnić się, że zamieszanie, nawet jeśli niezbyt duże i niezbyt głośne, nie ściągnęło ku nim uwagi. Niechcianej przynajmniej przez Brennę. – Przepraszam, chyba cię zaskoczyłam. Nie chciałam cię przestraszyć.
Co mogła robić tutaj Regina?
Kobieta mogła znaleźć się w okolicy przypadkiem. Albo chciała coś kupić, Elijah nie miał przecież napisane na czole, że zajmuje się interesem nielegalnie: prawdę mówiąc Brygada Uderzeniowa miała w tej chwili dość dowodów, żeby prowadzić śledztwo, ale jeszcze nie dość, aby kogoś aresztować. Brenna nie mogła być nawet pewna, czy te dowody uda się zgromadzić (chociaż że mężczyzna jest w to wszystko zamieszany to już była więcej niż pewna). Regina mogła więc święcie wierzyć, że to porządny człowiek. A może chodziło jeszcze o jakiejś interesy, związane z rezerwatem czy Rowle’ami?
Albo o coś gorszego.
Nieufność powoli stawała się dla Brenny równie naturalna, jak oddychanie, i trochę sama w sobie tego nienawidziła.
– Sprawy służbowe. Chciałabym, żeby właściciel domu odpowiedział mi na parę pytań odnośnie pewnych nieścisłości w licencjach i innych papierach – wyjaśniła lakonicznie, na razie ani myśląc radośnie przyznawać, że w sumie to podejrzewała go o udział w polowaniach na jednorożce i/lub współpracę z czarnoksiężnikami. Już nawet nie z powodu niepewności, co do tego, skąd Rowle się tu wzięła. A choćby dlatego, że nawet jeśli Regina była najbardziej niewinną osobą pod słońcem, mężczyzna mógł być jej przyjacielem, a ludzie mieli tendencje do krycia swoich przyjaciół (ona w pewnych sprawach także, tym bardziej więcej jej to nie zdumiewało).
– A ty? To twój znajomy, jesteś tutaj w interesach? – spytała lekko, na ułamek sekundy zerkając w stronę domu, który wciąż jednak zdawał się cichy i pusty.
Przez ułamek sekundy Detektyw była już prawie pewna, że Rowle ma z tym wszystkim coś wspólnego. Ale żaden czar nie przeciął powietrza, a Brenna nie rzuciła swojego pierwsza – choć być może powinna. Będzie się musiała tego nauczyć. Ale jednak pewne procedury tkwiły jej w głowie, a ona nie chciała zaatakować kogoś niewinnego, i pierwsza chyba uderzyłaby tylko na widok charakterystycznej maski.
– Tak, we własnej osobie – przytaknęła, po czym powoli opuściła różdżkę, kiedy Regina zaczęła robić to samo. Nie odrywała jednak spojrzenia od kobiety, chociaż żałowała w tej chwili, że nie może mieć oczu dookoła głowy, bo kusiło ją jednocześnie, by zerknąć w stronę domu i upewnić się, że zamieszanie, nawet jeśli niezbyt duże i niezbyt głośne, nie ściągnęło ku nim uwagi. Niechcianej przynajmniej przez Brennę. – Przepraszam, chyba cię zaskoczyłam. Nie chciałam cię przestraszyć.
Co mogła robić tutaj Regina?
Kobieta mogła znaleźć się w okolicy przypadkiem. Albo chciała coś kupić, Elijah nie miał przecież napisane na czole, że zajmuje się interesem nielegalnie: prawdę mówiąc Brygada Uderzeniowa miała w tej chwili dość dowodów, żeby prowadzić śledztwo, ale jeszcze nie dość, aby kogoś aresztować. Brenna nie mogła być nawet pewna, czy te dowody uda się zgromadzić (chociaż że mężczyzna jest w to wszystko zamieszany to już była więcej niż pewna). Regina mogła więc święcie wierzyć, że to porządny człowiek. A może chodziło jeszcze o jakiejś interesy, związane z rezerwatem czy Rowle’ami?
Albo o coś gorszego.
Nieufność powoli stawała się dla Brenny równie naturalna, jak oddychanie, i trochę sama w sobie tego nienawidziła.
– Sprawy służbowe. Chciałabym, żeby właściciel domu odpowiedział mi na parę pytań odnośnie pewnych nieścisłości w licencjach i innych papierach – wyjaśniła lakonicznie, na razie ani myśląc radośnie przyznawać, że w sumie to podejrzewała go o udział w polowaniach na jednorożce i/lub współpracę z czarnoksiężnikami. Już nawet nie z powodu niepewności, co do tego, skąd Rowle się tu wzięła. A choćby dlatego, że nawet jeśli Regina była najbardziej niewinną osobą pod słońcem, mężczyzna mógł być jej przyjacielem, a ludzie mieli tendencje do krycia swoich przyjaciół (ona w pewnych sprawach także, tym bardziej więcej jej to nie zdumiewało).
– A ty? To twój znajomy, jesteś tutaj w interesach? – spytała lekko, na ułamek sekundy zerkając w stronę domu, który wciąż jednak zdawał się cichy i pusty.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.