14.01.2025, 16:52 ✶
Jak dobrze, że mógł wesprzeć ciężar swojego ciała na ramieniu Rodolphusa; podejrzewał, że w innym przypadku nie utrzymałby się na nogach mięknących od sugestywnych rozmów i gestów. Czy tak łatwo było go rzucić na kolana? Tak; dlaczego tak bardzo go to dziwiło? Przecież oddawał swoje pokiereszowane serce i nie mniej zniszczone każdemu, kto okazywał mu choć odrobinę wyrozumiałości. Czasami czuł się jak ulicznica z Nokturnu; prędko jednak przypominał sobie, że jest kimś znacznie gorszym. One chociaż dostawały kilka sykli, podczas gdy Perseus zadawalał się jedynie pustymi obietnicami.
— Czy jeśli wykorzystywany zgadza się na bycie wykorzystanym i czerpie z tego tytułu satysfakcję, to czy w takim razie nadal pozostaje wykorzystanym? — rzucił eter, już nawet nie ze względu na samą chęć filozoficznej dysputy. Lubił głos Rodolphusa, sposób, w jaki błyszczą jego oczy, gdy zaczyna mówić o czymś dla niego ważnym, vibrato podniecenia subtelnie poruszające głoskami... Opowiedz mi o okropnej zupie rybnej z Dziurawego Kotła, albo o podatkach, przeczytaj mi na głos horoskop z Czarownicy i cały dział plotkarski, ponarzekaj na sąsiadów... Po prostu mów, mów, niech twój głos wypełni przestrzeń i sprawi, że stanie się mniej pusta.
Oh, niewygodne pytania. Czar prysł. Puścił jego rękę, niby tylko po to, by ułatwić mu dżentelmeńską pomoc w dotarciu na swoje miejsce (coś wewnątrz niego się burzyło, że role powinny być odwrócone), lecz tak naprawdę uczynił to kilka sekund za wcześnie, zanim jeszcze dotarli do stołu. Wszystko po to, aby Lestrange nie poczuł, jak bardzo się denerwuje. Ale to przecież był próżny trud; zaraz jego drżące dłonie miały go zdradzić.
— Tak jak w życiu nic nie jest czarnobiałe, tak tutaj nakłada na siebie kilka powodów — odpowiedział z bladym uśmiechem, a potem nalał Rodolphusowi lampkę wina. Bezalkoholowego, krzyczała dumnie etykieta. Kilka kropel nie trafiło do kieliszka i zaczęło wsiąkać w dywan. Niezdarność? Stres. — W młodości nie przykładałem do tego wielkiej wagi. Zawsze był kucharz, albo skrzat, a ja nie musiałem nawet kiwnąć palcem. Ale kiedy moja noga... — urwał, odruchowo podążając wzrokiem na problematyczną kończynę i pokręcił głową; nie, nie powie mu jeszcze. Oficjalnie nie był chory, to był uraz po upadku z miotły. Nikt poza Vesperą nie wiedział o ciągłym bólu - przecież ciało nie chciało poddać się bez walki - i strachu, że któregoś dnia może już nie wstać. — Zacząłem wtedy bardziej doceniać niezależność w takich prostych czynnościach. Zawsze chciałem się nauczyć gotować, przykro mi jedynie, że odbywa się to w takich okolicznościach.
Nie skłamał. Ale nie powiedział też prawdy.
— Czy jeśli wykorzystywany zgadza się na bycie wykorzystanym i czerpie z tego tytułu satysfakcję, to czy w takim razie nadal pozostaje wykorzystanym? — rzucił eter, już nawet nie ze względu na samą chęć filozoficznej dysputy. Lubił głos Rodolphusa, sposób, w jaki błyszczą jego oczy, gdy zaczyna mówić o czymś dla niego ważnym, vibrato podniecenia subtelnie poruszające głoskami... Opowiedz mi o okropnej zupie rybnej z Dziurawego Kotła, albo o podatkach, przeczytaj mi na głos horoskop z Czarownicy i cały dział plotkarski, ponarzekaj na sąsiadów... Po prostu mów, mów, niech twój głos wypełni przestrzeń i sprawi, że stanie się mniej pusta.
Oh, niewygodne pytania. Czar prysł. Puścił jego rękę, niby tylko po to, by ułatwić mu dżentelmeńską pomoc w dotarciu na swoje miejsce (coś wewnątrz niego się burzyło, że role powinny być odwrócone), lecz tak naprawdę uczynił to kilka sekund za wcześnie, zanim jeszcze dotarli do stołu. Wszystko po to, aby Lestrange nie poczuł, jak bardzo się denerwuje. Ale to przecież był próżny trud; zaraz jego drżące dłonie miały go zdradzić.
— Tak jak w życiu nic nie jest czarnobiałe, tak tutaj nakłada na siebie kilka powodów — odpowiedział z bladym uśmiechem, a potem nalał Rodolphusowi lampkę wina. Bezalkoholowego, krzyczała dumnie etykieta. Kilka kropel nie trafiło do kieliszka i zaczęło wsiąkać w dywan. Niezdarność? Stres. — W młodości nie przykładałem do tego wielkiej wagi. Zawsze był kucharz, albo skrzat, a ja nie musiałem nawet kiwnąć palcem. Ale kiedy moja noga... — urwał, odruchowo podążając wzrokiem na problematyczną kończynę i pokręcił głową; nie, nie powie mu jeszcze. Oficjalnie nie był chory, to był uraz po upadku z miotły. Nikt poza Vesperą nie wiedział o ciągłym bólu - przecież ciało nie chciało poddać się bez walki - i strachu, że któregoś dnia może już nie wstać. — Zacząłem wtedy bardziej doceniać niezależność w takich prostych czynnościach. Zawsze chciałem się nauczyć gotować, przykro mi jedynie, że odbywa się to w takich okolicznościach.
Nie skłamał. Ale nie powiedział też prawdy.
![[Obrazek: 2eLtgy5.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=2eLtgy5.png)
if i can't find peace, give me a bitter glory