Odpowiedź nie pojawiła się od razu. Przechylił głowę na bok, patrząc z fascynacją na części samochodowe porozkładane na drewnianym, chwiejącym się stole, o który właśnie opierał się klient i wykrzykiwał, że ten silnik nie ma tylu koni. Sprzedawca nie wydawał się przekonany co do tego, że jego klient lepiej zna się na tym, co sam sprzedaje. Wszyscy tu mówili, krzyczeli, śmiali się. Pary i groupies, bff i starsza pani z laseczką, która poprawiała okulary i właśnie przyglądała się nożykom do obierania warzyw. Szeroki przekrój społeczny, który przecież aż tak dziwny nie był - nie było gorzej na Pokątnej. Tylko że na Pokątnej było inaczej. O wiele inaczej.
- Taak. - Odparł, spoglądając na jego uśmiech. - Co czyni mnie też artystom. - A ten uśmiech na twarzy Laurenta był pewny tego, co mówi. Pewny tego, co ma w głowie. Gdyby tak nie myślał - nie mógłby o Flynna walczyć. Nie mógłby iść z nim na te zakupy, pozwolić, by Camdem zagłuszyło nerwowe bzyczenie pozostawione przez opowieści o Alexandrze i Razielu. Gdybanie nie miało sensu - z jakiegoś powodu nie był z Razielem, a gdyby nawet chciał być... cóż. Na razie nie chciał. - Każda reguła potrzebuje wyjątków. Moja sztuka przypadła ci w końcu do gustu. - Jesteśmy zaledwie na jej początku. Pytanie o tatuaże? Na razie odsuniemy je dalej. Dawkowanie informacji, dawkowanie pytań... blondyn miał swoją granicę tego, co mógł objąć umysłem. Musiał organizować swoją przestrzeń, porządkować ją. Trochę szokujących informacji i trochę tych dobrych! Jak właśnie to miejsce, gdzie byli. Jak...
- Czemu? - Podłapał to zagadnienie, bo sam by je w końcu zadał. W przerwie od odbierania natłoku wszystkich bodźców. Pozwolił się pociągnąć w bok, automatycznie szukając przestrzeni tego sklepu, do której Flynn chciał trafić - ale nigdzie go tu nie widział. Za dużo czasu na oglądanie się nie miał. Ledwo sekunda na zdziwienie się, brak czasu na interpretację słów, które do niego dotarły w odpowiedzi. Pierwsza reakcja? Strach. Ścisnął mu boleśnie serce i blondyn cały się spiął, otwierając szeroko oczy, nogi mu nieco zmiękły. Większa część ciężaru jego ciała przeszła na ścianę za plecami. Smak papierosów na końcu warg i język w nich, kiedy je rozchylił. Flynn. To nie żaden niechciany atak - to tylko Flynn i gwizdy za jego plecami. Kogoś, z jakiegoś powodu. Gwizdy. Aplauz dla czegoś zakazanego. Nikt tu nie daje o nic jebania. Odprężył się i uśmiechnął między uśmiechami.
- Tak? - Pocałunek. - Przymierz mnie do siebie. - Wyciągnął ramiona i oplótł je wokół Flynna, stapiając jeszcze raz ich usta ze sobą.