14.01.2025, 21:20 ✶
Basilius oderwał oskarżycielski wzrok od Atreusa tylko po to, aby spojrzeć na Lorien i posłać jej krótki uśmiech, chociaż sytuacja z asami była niczym jedna wyjątkowo brzydka bombka na choince – Nie mógł się teraz cieszyć całością, bo coś go wyprowadzało przez to nieco z równowagi, a nie miał przecież pojęcia, że asy zostały porwane przez dwie członkinie jego rodziny, przy czym w przypadku Lorien ta zdrada była naprawdę brutalna.
– Ciociu myślałem, że już o tym rozmawialiśmy, że nie jestem weterynarzem – powiedział głosem chyba nieco bardziej zmęczonym, niż chciał, ale miał wrażenie, że ta dyskusja toczyła się, gdy tylko zaczął szkolić się w Mungu i jakoś nie zamierzała się szybko zakończyć. Zwierzęta. Ludzie. Najwyraźniej ciotce Ethel nie robiło to różnicy i może płynęła z tego jakąś swiąteczna nauka, ale on był coraz bardziej zirytowany asami, aby o tym myśleć.
– Oh jakiś ty jesteś zawsze skromny Basiliusie. – westchnęła Ethel, szukając u Lorien potwierdzenia w tym stwierdzeniu.
Oczywiście ciotka Ethel w przeciwieństwie do asów, nie zamierzała pójść rozmawiać z kimś innym.
– Nikt nie wygrywa, bo Atreus zepsuł talię – mruknął na powitanie w stronę Pandory i ze zmarszczonymi brwiami, po prostu zabrał kuzynowi (o ile ten nie walczył) talię z rąk, aby przeszukać wszystkie karty. Zgarnął wszystkie asy do siebie? Ukrył je gdzieś? No coś musiał zrobić, bo przecież nie mogły same wymaszerować i rzucić się w ogień. – Świetnie wyglądasz. – Dodał jednak jeszcze po chwili, aby Pandora nie myślała, że ją ignoruje i myśli jedynie o grze w karty. – Lorien, ty oczywiście też.
Asów nie było w talii. Zaczął rozglądać się po podłodze, wciąż jeszcze siedząc w fotelu, czy przypadkiem gdzieś nie spadły. Nic. Zaraz do ukrytego szaleństwa nie doprowadzi go praca, czy świąteczne spotkania, a brakujące skrawki kartonu.
– Ciociu myślałem, że już o tym rozmawialiśmy, że nie jestem weterynarzem – powiedział głosem chyba nieco bardziej zmęczonym, niż chciał, ale miał wrażenie, że ta dyskusja toczyła się, gdy tylko zaczął szkolić się w Mungu i jakoś nie zamierzała się szybko zakończyć. Zwierzęta. Ludzie. Najwyraźniej ciotce Ethel nie robiło to różnicy i może płynęła z tego jakąś swiąteczna nauka, ale on był coraz bardziej zirytowany asami, aby o tym myśleć.
– Oh jakiś ty jesteś zawsze skromny Basiliusie. – westchnęła Ethel, szukając u Lorien potwierdzenia w tym stwierdzeniu.
Oczywiście ciotka Ethel w przeciwieństwie do asów, nie zamierzała pójść rozmawiać z kimś innym.
– Nikt nie wygrywa, bo Atreus zepsuł talię – mruknął na powitanie w stronę Pandory i ze zmarszczonymi brwiami, po prostu zabrał kuzynowi (o ile ten nie walczył) talię z rąk, aby przeszukać wszystkie karty. Zgarnął wszystkie asy do siebie? Ukrył je gdzieś? No coś musiał zrobić, bo przecież nie mogły same wymaszerować i rzucić się w ogień. – Świetnie wyglądasz. – Dodał jednak jeszcze po chwili, aby Pandora nie myślała, że ją ignoruje i myśli jedynie o grze w karty. – Lorien, ty oczywiście też.
Asów nie było w talii. Zaczął rozglądać się po podłodze, wciąż jeszcze siedząc w fotelu, czy przypadkiem gdzieś nie spadły. Nic. Zaraz do ukrytego szaleństwa nie doprowadzi go praca, czy świąteczne spotkania, a brakujące skrawki kartonu.