14.01.2025, 23:13 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.09.2025, 22:47 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic III
Rozliczono - Ambroise Greengrass - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
Rozliczono - Ambroise Greengrass - osiągnięcie Badacz Tajemnic II
02.09.1972, Whitby, Piaskownica, popołudnie
A więc uważała go za tchórza? Była w stanie (w stanie upojenia) rzucić mu tą zniewagą prosto w twarz, jednocześnie szczerząc zęby w prowokacyjnym uśmiechu i nie mając w sobie ani krzty zdrowego rozsądku? Naprawdę? Bowiem, jeśli naprawdę sądziła, że przepuści jej to w ten sposób to naprawdę srogo się myliła.
Być może w pierwszej chwili nie dał po sobie poznać tego, co planował. Jasne, skwitował jej słowa w taki sposób, aby nie podejrzewała tego, co jednocześnie działo się w jego głowie.
Nie bez wzajemnych uszczypliwości (bo w żadnym razie nie zamierzał darować Geraldine tamtych słów) zakończyli ten temat, pozornie przechodząc do kolejnego i kolejnego. Znaleźli się tuż obok siebie przy patelni, oparła ręce na jego ramionach. Czuł jej ciepło i dotyk, gdy wyciągnął ku niej łyżkę z odrobiną mięsnego sosu na spróbowanie.
Rozejm, prawda? Brakowało im Wizengamotu, który rozwiązałby całą sprawę w toku odroczonego postępowania, jednak tym razem te słowa nie padły. Plan Ambroisa był zdecydowanie inny, znacznie bardziej chaotyczny i zawiły, zwłaszcza dla jego mocno nietrzeźwego mózgu.
Z pozoru oboje zapomnieli o całej sprawie. Rzuciła mu wyzwanie, on machnął na nie ręką, w dalszym ciągu trwając przy tym, że zwyczajnie mu się nie chciało. Mieli obiad do zrobienia i wiele innych możliwości. Nie musieli posuwać się do weryfikacji tak dziecinnych założeń, prawda?...
...prawda?
Chciał ją zmylić, jeszcze bardziej rozmazać jej wzrok (choć oboje i tak byli już naprawdę srogo pijani), zamydlić jej te naprawdę niebieskie oczy i dopiero wtedy pokazać, na co tak naprawdę go stać. Tym bardziej, że w teorii przecież doskonale wiedziała, czym skutkowało wjeżdżanie mu na ambicję. Tyle tylko, że wciąż postanowiła się do tego posunąć.
Nic więc dziwnego, że postanowił nie być jej dłużny i udowodnić, że za cholerę nie miała racji. Nie była w stanie go tak po prostu złapać. Nie mogła go dorwać bez walki. Nie zamierzał dawać się wiązać, abstrahując już od tego, że nie mieli jabłek w domu, więc nie mogła wykonać drugiej części swojego planu.
Wystarczyła sekunda nieuwagi. Bez namysłu, za to z zuchwałym uśmiechem na twarzy, zanurkował obok niej, ocierając się o jej bok, by trzy sekundy później rzucić się w kierunku drzwi kuchennych. Po drodze bez zastanowienia usiłując chwycić to samo krzesło, na którym jeszcze chwilę wcześniej siedziała Geraldine. Szybkim ruchem pchnął je na środek kuchni, tworząc przeszkodę między nim a Yaxleyówną.
Po co? Nie zastanawiał się nad tym. To był impuls. Tak silny i niepowstrzymany, że Ambroise nawet nie próbował zachować się poważnie. Poza tym miał jej coś do udowodnienia, czyż nie? Chuj z tym, że plątały mu się nogi i ledwo trzymał się w pionie.
W istocie miotając się jak węgorz pomiędzy ścianami, które nagle przestały być takie proste a zaczęły się od siebie oddalać. Tak bardzo, że co rusz odbijał się to od jednej, to od drugiej, mimo wszystko wciąż usiłując spierdolić do salonu, do którego mógłby z powodzeniem wpaść bezpośrednio z kuchni, bo przecież były tam dwa wejścia, jednak...
...cóż. Nigdy nie miał tendencji do wybierania najłatwiejszych rozwiązań a po pijaku chyba osiągnęło to swój maksymalny stopień. Za to przynajmniej był kreatywny.
AF (III) - pcham krzesło na drogę Geraldine i spierdalam (czy krzesło trafi na właściwe miejsce?)
Rzut Z 1d100 - 38
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Rzut Z 1d100 - 44
Slaby sukces...
Slaby sukces...
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down