14.01.2025, 23:18 ✶
Zapał Enzo nieco opadł, gdy Faye nie dała się przekonać do filmów, a co gorsza, wydawała się nie rozumieć, o czym ten Remington bredził.
- Bo była zapowiedź? - Poddał wątpliwości, jakby już sam w to nie wierzył. - Piszą o tym w gazetach... No tak, nie czytasz mugolskich gazet. - Westchnął, jakby sama ta wizja go rozczarowała! Dlaczego ludzie tak lubili ograniczać się, gdy istniała możliwość czerpania tak ze świata czarodziejskiego, jak i mugolskiego? Byli pod tym względem uprzywilejowani!
Widoczne na twarzy Faye rozterki Enzo pomylił z zakłopotaniem nad filmem, dlatego nie ciągnął tematu. Za to żałoba po ojcu już dawno została zakończona, a co więcej, teraz bardziej miał mu za złe to, że w ogóle ośmielił się umrzeć, przez co sam musiał wracać ze Stanów, by zająć się matką. Gdyby ojciec pożył nieco dłużej, może Enzo dorobiłby się prawdziwej kariery za oceanem?
- Dziękuję, kochana. - Uśmiechnął się do niej delikatnie, z prawdziwą wdzięcznością. - Macie klub ochrony zwierząt? To godne podziwu! - Uczepił się zaraz innego tematu. - Co robicie ze zwierzętami, które odławiacie? Wypuszczacie je na wolność gdzieś w Szkocji? - Zażartował, nawiązując do niskiej gęstości zaludnienia na północy Wysp. Tam, gdzie pomiędzy górami schowany był też Hogwart, magiczne śliczności mogły buszować do woli, o ile odpowiadałby im chłodny klimat. Pokręcił i zacmokał z niezadowoleniem, gdy Faye zaczęła narzekać na biurokrację. - Wiesz, że w moim departamencie to ja jestem od tych narzekań na dotrzymywanie terminów i wypełnianie wszystkich form tak, jak powinno to być zrobione? - Zdradził, ale nie przyjął przytyku koleżanki jako obrazy. - Skoro my mamy zrozumieć was, to wy zrozumcie nas. Nikt nie może czekać w nieskończoność na krótki raport, a rubryczki są tam po to, żeby je wypełniać! - Wyjaśnił, jakby była to oczywista oczywistość! Bo czy nie taka właśnie była prawda? To, że ktoś zostawi jakieś pole puste, mogło tylko opóźnić prace, gdy forma musiała wrócić do wypełniającego. Błędy też były nie do zaakceptowania. - Ale tobie dałbym ulgę. - Uniósł sugestywnie brwi, uciekając się do kolejnej bajery. - Taką tylko dla ciebie.
Zawtórował Faye śmiechem, nie tylko przyjmując jej uwagę, ale nawet jej nie negując. Na szczęście nie był na tyle bezmyślny, by nazwać ją rudą, zresztą, jako artysta potrafił rozpoznawać kolory.
Jego mina tylko odrobinę zrzedła, bo pamiętał rozmowę z Brenną i to, co wydarzyło się na Muzie. Zapił emocje łykiem whisky.
- Jeśli po prostu chcesz zaprosić mnie do domu, nie musisz wymyślać takich podstępów z niby dziurawą kurtką, Faye. - Szybko wrócił mu rezon.
- Bo była zapowiedź? - Poddał wątpliwości, jakby już sam w to nie wierzył. - Piszą o tym w gazetach... No tak, nie czytasz mugolskich gazet. - Westchnął, jakby sama ta wizja go rozczarowała! Dlaczego ludzie tak lubili ograniczać się, gdy istniała możliwość czerpania tak ze świata czarodziejskiego, jak i mugolskiego? Byli pod tym względem uprzywilejowani!
Widoczne na twarzy Faye rozterki Enzo pomylił z zakłopotaniem nad filmem, dlatego nie ciągnął tematu. Za to żałoba po ojcu już dawno została zakończona, a co więcej, teraz bardziej miał mu za złe to, że w ogóle ośmielił się umrzeć, przez co sam musiał wracać ze Stanów, by zająć się matką. Gdyby ojciec pożył nieco dłużej, może Enzo dorobiłby się prawdziwej kariery za oceanem?
- Dziękuję, kochana. - Uśmiechnął się do niej delikatnie, z prawdziwą wdzięcznością. - Macie klub ochrony zwierząt? To godne podziwu! - Uczepił się zaraz innego tematu. - Co robicie ze zwierzętami, które odławiacie? Wypuszczacie je na wolność gdzieś w Szkocji? - Zażartował, nawiązując do niskiej gęstości zaludnienia na północy Wysp. Tam, gdzie pomiędzy górami schowany był też Hogwart, magiczne śliczności mogły buszować do woli, o ile odpowiadałby im chłodny klimat. Pokręcił i zacmokał z niezadowoleniem, gdy Faye zaczęła narzekać na biurokrację. - Wiesz, że w moim departamencie to ja jestem od tych narzekań na dotrzymywanie terminów i wypełnianie wszystkich form tak, jak powinno to być zrobione? - Zdradził, ale nie przyjął przytyku koleżanki jako obrazy. - Skoro my mamy zrozumieć was, to wy zrozumcie nas. Nikt nie może czekać w nieskończoność na krótki raport, a rubryczki są tam po to, żeby je wypełniać! - Wyjaśnił, jakby była to oczywista oczywistość! Bo czy nie taka właśnie była prawda? To, że ktoś zostawi jakieś pole puste, mogło tylko opóźnić prace, gdy forma musiała wrócić do wypełniającego. Błędy też były nie do zaakceptowania. - Ale tobie dałbym ulgę. - Uniósł sugestywnie brwi, uciekając się do kolejnej bajery. - Taką tylko dla ciebie.
Zawtórował Faye śmiechem, nie tylko przyjmując jej uwagę, ale nawet jej nie negując. Na szczęście nie był na tyle bezmyślny, by nazwać ją rudą, zresztą, jako artysta potrafił rozpoznawać kolory.
Jego mina tylko odrobinę zrzedła, bo pamiętał rozmowę z Brenną i to, co wydarzyło się na Muzie. Zapił emocje łykiem whisky.
- Jeśli po prostu chcesz zaprosić mnie do domu, nie musisz wymyślać takich podstępów z niby dziurawą kurtką, Faye. - Szybko wrócił mu rezon.