15.01.2025, 00:50 ✶
Na pytanie czy nie było mu w tym gorąco od razu zaprzeczył. Bardzo swobodnie, szybko. Zdecydowanie nie zadawano mu tego pytania rzadko - był oswojony z odpowiedzią, jakby miał ją gotową na końcu języka. Tak samo sprawnie odpowiedziałby w zimę na pytanie, czy nie było mu w tym zimno, chociaż zimie zdarzało mu się ulec i zakładał pod kurtkę ciepły sweter. To już nie była nawet kwestia wygody lub zaburzeń sensorycznych, tylko zwykła upartość. Jak ci ludzie ciągle mówią, że powinieneś nosić w jakąś pogodę takie, siakie czy owakie buty i przedstawiają to jako niezaprzeczalną oczywistość, ci się ją spijało z mlekiem matki, na horyzoncie pojawiał się on. Ktoś kto tej matki nie miał, a później dostawał buty po starszym bracie i brał co było. Kiedy miał wreszcie swoje własne pieniądze i mógł coś kupić, to nosił to co lubił, a nie to co wymyśliła mu jakaś stara baba. Dodajcie do tego to, że nie dorósł nigdy - recepta na oglądanie rozjebanych cegłą spodni, za które Laurent zapłaci więcej niż za nierozjebane.
Na przekór starym babom.
- Aria to moja siostra - powiedział spokojnie, oglądając metkę kolejnych spodni. - Te wszystkie kostiumy w których występuję zrobiła ona. Pewnie by cię polubiła, ale rzadko się gdzieś ze mną buja bo jest niemową. Ktoś na nią kiedyś rzucił klątwę jak była dzieckiem i ujebało jej język. - Miało to nieco większą ilość ciekawostek niż można się spodziewać. Cisza... Była czymś, co pozwoliło im się do siebie zbliżyć, ale jak o tym pomyślał, to przecież Laurent nie miał pojęcia ile lat milczał i jak niewiele potrzeba było, żeby znów się wyłączył. To ile słów wymienili ze sobą przez ostatnie dni było cudem - wzbudziłby w wielu głębokie uczucie zazdrości. I być może nie powinien mówić o takich rzeczach przy mugolach, ale nikt szczególnie intensywnie na tę rewelację nie zareagował. Pewnie przez okultyzm. Jak zadarł głowę i wlepił spojrzenie w wiszące tam koszulki, ciężko było nie współczuć autorkom urodzenia się bez zdolności magicznych. - Ty byś słodziaku wyglądał ładnie w tej kurtce - przyznał nagle, ściągając jedną z tych koszulek, taką z zaklętym lasem i przyglądając się jej w zawieszeniu. - Jednocześnie zupełnie nie jak ty. - Już za mocno przyzwyczaił się do zwiewnych materiałów i bijącej po oczach bieli.
A później przeniósł spojrzenie na niego. Do tej pory brał wyraz jego twarzy za reakcje na nowość, do której nie był dopasowany. Teraz się zwyczajnie zmartwił.
- Znowu cię dusi? Nie chcę żebyś stał gdzieś tam beze mnie. - Położył rękę na jego barku, poruszając przy tym nadgarstkiem. I przyszedł - delikatny podmuch powietrza wymierzony w jego twarz. Nie wyobrażał sobie kompletnie siedzenia tutaj, kiedy gdzieś na zewnątrz Laurent mógł zemdleć i zostać zabranym przez chuj wie kogo chuj wie gdzie.
Na przekór starym babom.
- Aria to moja siostra - powiedział spokojnie, oglądając metkę kolejnych spodni. - Te wszystkie kostiumy w których występuję zrobiła ona. Pewnie by cię polubiła, ale rzadko się gdzieś ze mną buja bo jest niemową. Ktoś na nią kiedyś rzucił klątwę jak była dzieckiem i ujebało jej język. - Miało to nieco większą ilość ciekawostek niż można się spodziewać. Cisza... Była czymś, co pozwoliło im się do siebie zbliżyć, ale jak o tym pomyślał, to przecież Laurent nie miał pojęcia ile lat milczał i jak niewiele potrzeba było, żeby znów się wyłączył. To ile słów wymienili ze sobą przez ostatnie dni było cudem - wzbudziłby w wielu głębokie uczucie zazdrości. I być może nie powinien mówić o takich rzeczach przy mugolach, ale nikt szczególnie intensywnie na tę rewelację nie zareagował. Pewnie przez okultyzm. Jak zadarł głowę i wlepił spojrzenie w wiszące tam koszulki, ciężko było nie współczuć autorkom urodzenia się bez zdolności magicznych. - Ty byś słodziaku wyglądał ładnie w tej kurtce - przyznał nagle, ściągając jedną z tych koszulek, taką z zaklętym lasem i przyglądając się jej w zawieszeniu. - Jednocześnie zupełnie nie jak ty. - Już za mocno przyzwyczaił się do zwiewnych materiałów i bijącej po oczach bieli.
A później przeniósł spojrzenie na niego. Do tej pory brał wyraz jego twarzy za reakcje na nowość, do której nie był dopasowany. Teraz się zwyczajnie zmartwił.
- Znowu cię dusi? Nie chcę żebyś stał gdzieś tam beze mnie. - Położył rękę na jego barku, poruszając przy tym nadgarstkiem. I przyszedł - delikatny podmuch powietrza wymierzony w jego twarz. Nie wyobrażał sobie kompletnie siedzenia tutaj, kiedy gdzieś na zewnątrz Laurent mógł zemdleć i zostać zabranym przez chuj wie kogo chuj wie gdzie.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.