Tamta sytuacja rozmyła się w głowie Laurenta przez o wiele poważniejsze problemy, które się ciągle pojawiały i drylowały go z sił. A jednak teraz wspomnienie o tym narzuciło to samo... stwierdzenie. Nawet już nie pytanie - stwierdzenie. Musi mieć o to do mnie żal. Z drugiej strony powiedział dzisiaj, że już od Lammas nie bardzo byli razem, a jednak... stał tam, chyba normalnie rozmawiali. Nie, nie chciał tego wspominać. To wesele było takim koszmarem, że aż się wzdrygnął.
- Zdążył mnie poszarpać na samym Lammas. Zanim się spotkaliśmy. - Tam jedyną zasłoną między nim a Alexandrem byli ludzie. Och, ale sam Laurent potraktował go wtedy paskudnie, po tym rękoczynie, jak ewidentnie chciał go uderzyć. W zasadzie to dobrze, że tak się nie stało - i już nawet nie chodziło o to, że blondyn by się spłakał, że by bolało. Gorzej, gdyby ten cios padł, a w swoim głębokim rozgoryczeniu poszedłby się spłakać nieodpowiedniej osobie. Trzeźwość jego myślenia tamtego dnia nie była odpowiednia. Podczas wesela zresztą też nie. - Oczywiście. - Przystał na to, bo nie zamierzał popędzać jakichś... wielkich spotkań z rodziną. I tak uważał, że łatwiej było poznać tą jego, niż Prewettów Flynnowi. Czuł w kościach, że to będzie zupełna porażka i seria kłótni. Już czuł to palące spojrzenie Aydayi i jej jad na swojej skórze. Kolejny powód do wzdrygnięcia się - na szczęście Aydaya była daleko stąd. Planująca ten bal, na który... no właśnie. Powinien tam zabrać Flynna? Skoro on nie lubił takich imprez? Narazić go na zetknięcie się z jego rodziną, z tymi wszystkimi ludźmi, którzy w większości pewnie nie tolerują mugoli? Kiepski pomysł. Za to ten temat Alexandra... był przekonany, że muszą go poruszyć. Tylko może nie teraz.
Teraz... teraz szybciutko złapał go za dłoń i spojrzał na niego tak bardzo proszącym wzrokiem, kiedy trzymał ją przy sobie, przy swoich ustach na nowo - tylko że teraz tak, jakby miał się do niej modlić.
- To człowiek, do którego przychodzą różni ludzie. - Miał tutaj na myśli, że z półświatka też. - Mogę mu powiedzieć, żeby nie przychodził, ale proooszęęę... - Jeżeli nadzieja i prośba w jednym mogły mieć wyraz twarzy, to miałyby tą Laurenta, który gapił się na Flynna. - Żeby chociaż spojrzał na twój kaszel... zrób to dla mnieee... - Kiedyś się musiał nauczyć, czy lepiej na Flynna działają nakazy, czy jednak podejście z włosem. Rzecz jasna było to zagranie, ale wcale nie nieszczere przy tym. Bo bardzo mu na tym zależało, a miał 200% pewności, że Flynn powiedziałby NIE, gdyby zapytał go tak po prostu.