15.01.2025, 19:16 ✶
Wdrapała się na niego. Jakimś cudem utrzymała się na jego mocno wierzgającej nodze, usztywniając chwyt na tyle, że była w stanie wdrapać mu się przez udo na korpus, chwytając go w coś, co już za chwilę mogło okazać się potrzaskiem. Może nie śmiertelnym, za to śmiertelnie upokarzającym, bo przecież to on za wszelką cenę chciał udowodnić jej, że się myliła.
Miał z nią wygrać. Zamierzał triumfować do końca dnia a może nawet jeszcze dłużej. W zależności od tego, co byłaby w stanie zrobić, żeby zamknąć mu usta. To zresztą również było coś, czego wyjątkowo mocno wyczekiwał, czując ten naprawdę przyjemny rodzaj ekscytacji, wręcz dziecięcej uciechy, słodki smak zwycięstwa rozchodzący mu się w ustach wraz z falą wewnętrznego ciepła ogarniającą ciało.
Tyle tylko, że powinien wiedzieć lepiej. Tak jak należało, aby spodziewał się powtórnego skoku Geraldine, tak wypadało, by zdawał sobie sprawę z tego, że gdy się usrała to nie było zmiłuj. Ich potyczka pochłonęła już dwie ofiary w postaci kuchennego krzesła (no cóż - i tak miało jedną nóżkę bardziej, więc gwałtowne szurnięcie nim po podłodze nie było wielką stratą) oraz tej nieszczęsnej poduszki, w której flakach właśnie się tarzali.
Gdyby któreś z nich postanowiło teraz odpuścić, zapewne mogliby uniknąć dalszych zniszczeń. Tak właściwie to z poziomu podłogi i perspektywy, w której się znalazł, Ambroise mógł dostrzec jeszcze trzecią i czwartą, piąta i szóstą... ...no, naprawdę dużo ofiar w postaci sterty książek, którą rozwalił kopnięciem, gdy wyszarpał nogę spomiędzy nich a kanapy, skacząc na podłogę. Mimo to wcale nie zamierzał pozwolić Rinie wygrać.
No, chyba po jego trupie. Całkiem prawdopodobnym, bo mimo miękkości całkiem drogiego, naprawdę dobrej jakości dywanu i poduszki, którą podłożył sobie wtedy pod brzuch, uderzenie o podłogę wcale nie było takie miłe. Pobijał się przy tym, nawet jeśli teraz nie zwracał na to uwagi.
Adrenalina buzowała w żyłach Greengrassa, który oddychał coraz szybciej, powoli czerwieniąc się na twarzy. Był zgrzany, zdyszany, niemalże gotował się w swojej bawełnianej koszuli i długich spodniach, które od początku dnia zdążyły już naprawdę solidnie się wynieść.
Był rozczochrany. Jego oczu błyszczały, gdy przeniósł wzrok na Yaxleyównę próbującą usiedzieć na nim w taki sposób, by ostatecznie go spacyfikować. W jednej chwili mogło zdawać się, że zamarł, przygnieciony jej ciężarem i uściskiem kolan wokół jego torsu.
Tylko po to, aby w następnym momencie wyszczerzyć do niej zęby w naprawdę szerokim, niepokojąco wariackim uśmiechu, robiąc coś, czego mogła, choć nie musiała się spodziewać. Chwycił ją za kolana, mocniej dociskając jej nogi do swojego ciała i szarpiąc się w bok.
Rozkołysał się na tyle mocno, żeby w przeciągu jednej chwili bez ostrzeżenia spróbować przewalić ich na bok i przeturlać się z nią tak, aby to on mógł się znaleźć na górze. Nie zamierzał trwać tam zbyt długo. W końcu to nie on planował ją łapać, on wyłącznie spierdalał przed potencjalnym marnym losem człowieka postrzelonego z kuszy.
Jeśli jednak mu się to nie udało, miał też jeszcze jednego asa w podwiniętym i solidnie wymiętym rękawie. Zamierzał zacząć łaskotać ją pod kolanami i na samych brzegach ud. W taki sposób, aby poluzowała chwyt i żeby mógł ją z siebie zepchnąć na poduszkę.
AF (III) - przyciśnięcie dziewczyny do siebie i wywrotka, aby znaleźć się na górze
AF (III) - jeśli się to nie powiedzie, na ile skuteczne będą łaskotki
Miał z nią wygrać. Zamierzał triumfować do końca dnia a może nawet jeszcze dłużej. W zależności od tego, co byłaby w stanie zrobić, żeby zamknąć mu usta. To zresztą również było coś, czego wyjątkowo mocno wyczekiwał, czując ten naprawdę przyjemny rodzaj ekscytacji, wręcz dziecięcej uciechy, słodki smak zwycięstwa rozchodzący mu się w ustach wraz z falą wewnętrznego ciepła ogarniającą ciało.
Tyle tylko, że powinien wiedzieć lepiej. Tak jak należało, aby spodziewał się powtórnego skoku Geraldine, tak wypadało, by zdawał sobie sprawę z tego, że gdy się usrała to nie było zmiłuj. Ich potyczka pochłonęła już dwie ofiary w postaci kuchennego krzesła (no cóż - i tak miało jedną nóżkę bardziej, więc gwałtowne szurnięcie nim po podłodze nie było wielką stratą) oraz tej nieszczęsnej poduszki, w której flakach właśnie się tarzali.
Gdyby któreś z nich postanowiło teraz odpuścić, zapewne mogliby uniknąć dalszych zniszczeń. Tak właściwie to z poziomu podłogi i perspektywy, w której się znalazł, Ambroise mógł dostrzec jeszcze trzecią i czwartą, piąta i szóstą... ...no, naprawdę dużo ofiar w postaci sterty książek, którą rozwalił kopnięciem, gdy wyszarpał nogę spomiędzy nich a kanapy, skacząc na podłogę. Mimo to wcale nie zamierzał pozwolić Rinie wygrać.
No, chyba po jego trupie. Całkiem prawdopodobnym, bo mimo miękkości całkiem drogiego, naprawdę dobrej jakości dywanu i poduszki, którą podłożył sobie wtedy pod brzuch, uderzenie o podłogę wcale nie było takie miłe. Pobijał się przy tym, nawet jeśli teraz nie zwracał na to uwagi.
Adrenalina buzowała w żyłach Greengrassa, który oddychał coraz szybciej, powoli czerwieniąc się na twarzy. Był zgrzany, zdyszany, niemalże gotował się w swojej bawełnianej koszuli i długich spodniach, które od początku dnia zdążyły już naprawdę solidnie się wynieść.
Był rozczochrany. Jego oczu błyszczały, gdy przeniósł wzrok na Yaxleyównę próbującą usiedzieć na nim w taki sposób, by ostatecznie go spacyfikować. W jednej chwili mogło zdawać się, że zamarł, przygnieciony jej ciężarem i uściskiem kolan wokół jego torsu.
Tylko po to, aby w następnym momencie wyszczerzyć do niej zęby w naprawdę szerokim, niepokojąco wariackim uśmiechu, robiąc coś, czego mogła, choć nie musiała się spodziewać. Chwycił ją za kolana, mocniej dociskając jej nogi do swojego ciała i szarpiąc się w bok.
Rozkołysał się na tyle mocno, żeby w przeciągu jednej chwili bez ostrzeżenia spróbować przewalić ich na bok i przeturlać się z nią tak, aby to on mógł się znaleźć na górze. Nie zamierzał trwać tam zbyt długo. W końcu to nie on planował ją łapać, on wyłącznie spierdalał przed potencjalnym marnym losem człowieka postrzelonego z kuszy.
Jeśli jednak mu się to nie udało, miał też jeszcze jednego asa w podwiniętym i solidnie wymiętym rękawie. Zamierzał zacząć łaskotać ją pod kolanami i na samych brzegach ud. W taki sposób, aby poluzowała chwyt i żeby mógł ją z siebie zepchnąć na poduszkę.
AF (III) - przyciśnięcie dziewczyny do siebie i wywrotka, aby znaleźć się na górze
Rzut Z 1d100 - 13
Akcja nieudana
Akcja nieudana
AF (III) - jeśli się to nie powiedzie, na ile skuteczne będą łaskotki
Rzut Z 1d100 - 49
Sukces!
Sukces!
Because no matter how long the night
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down
It's always darker
When the light burns out
And the sun goes down