15.01.2025, 22:48 ✶
Wiedział o tym? Próbował odszukać jakąkolwiek informację o tej szarpaninie, ale nie potrafił. Może dlatego, że ciągle był pod wpływem, a może przez emocje, które przy Laurencie wybuchały co rusz całą swoją mocą i nie dawały spokojnie oddychać również jemu. Miał ochotę odpalić kolejnego papierosa, ale nie mógł tego zrobić tutaj. Wyraźnie zbity tym z tropu, przeglądał te ubrania coraz mniej chętnie.
- Przepraszam - wydusił wreszcie, wyraźnie bijąc się z jakimiś myślami, chociaż wzrok miał wlepiony we wzory wymalowane na czarnym materiale. Przepraszał go właśnie za uderzenie kogoś innego, bo naprawdę czuł się za to winny - Laurent nie mógł zbliżać się do cyrku przez niego. Wmówił Alexandrowi to jaki ten typ był niebezpieczny, żeby na wierzch nie wypłynęły okropne rzeczy z jego przeszłości. Wtedy... nie spodziewał się zupełnie jak daleko zawędrują. Dwa dni przed Lammas znów był obiektem ich rozmowy i przyznał się do kolejnej ze swoich manipulacji, ale było już za późno i... pod wieloma względami jeszcze gorzej. Może...
Może już wtedy wiedział, jak sromotnie przegrał z tym, jak jego ukochanego zmieniły Ścieżki.
Odwrócił na niego spojrzenie tych błyszczących, brązowych oczu i wysłuchał tej prośby, ale przez kontakt wzrokowy widać było, jak gasną w nim chęci do czegokolwiek. Wyszedł dzisiaj ze swojej strefy komfortu dwa razy. Sprawienie mu przyjemności głupią wizytą w restauracji była wymagająca, a on stał teraz w tym przeklętym butiku i robił coś, do czego inni namawiali go tygodniami. Zrobił to wszystko, żeby Laurent był szczęśliwy, bo rozmawiał z nim, poznawał go, zadawał mu te pytania. Po całym tym stresie to wydawało się... dobrą rzeczą do zrobienia. Naciągnął się dla niego tylko po to, żeby usłyszeć właśnie, jak komuś wydaje się, że Crow miał wolę z gumy.
- Marnujesz jego czas. - Mogła go oglądać i sama Dorinda Lestrange, ale nikt mu teraz nie wywróci świata do góry nogami. Zapytany o źródło kaszlu powiedział mu przecież, co było tego źródłem. - Dobrze wiem, co ci powie. Że mam przestać palić. - A papierosy i smack, nawet jeżeli podrażniały mu wszystko w środku, jednocześnie działały kojąco na rozszalałą duszę. - A ja nie przestanę. - Odwrócił spojrzenie, chcąc przynajmniej minimalnie zamaskować wypływającą na nią irytację, ale na nic się to zdało. Znów ściągnął usta w wąską linię i zadrżał nerwowo, wprawiając w ruch nogę wystukującą nieprzyjemny rytm. Nie chciał już tu stać. Z trudem przez ciasnotę przepuścił za plecami jakąś kobietę idącą zapłacić za wybrane rzeczy i milczał i milczał i...
Nie, nie przestanie palić nigdy. Nie istniało spojrzenie, które można by mu posłać w celu zmienienia jego zdania. Będzie palił i chuj. Jeżeli miało go to wpędzić do grobu - niech będzie. Na coś i tak musiał zdechnąć.
- Przepraszam - wydusił wreszcie, wyraźnie bijąc się z jakimiś myślami, chociaż wzrok miał wlepiony we wzory wymalowane na czarnym materiale. Przepraszał go właśnie za uderzenie kogoś innego, bo naprawdę czuł się za to winny - Laurent nie mógł zbliżać się do cyrku przez niego. Wmówił Alexandrowi to jaki ten typ był niebezpieczny, żeby na wierzch nie wypłynęły okropne rzeczy z jego przeszłości. Wtedy... nie spodziewał się zupełnie jak daleko zawędrują. Dwa dni przed Lammas znów był obiektem ich rozmowy i przyznał się do kolejnej ze swoich manipulacji, ale było już za późno i... pod wieloma względami jeszcze gorzej. Może...
Może już wtedy wiedział, jak sromotnie przegrał z tym, jak jego ukochanego zmieniły Ścieżki.
Odwrócił na niego spojrzenie tych błyszczących, brązowych oczu i wysłuchał tej prośby, ale przez kontakt wzrokowy widać było, jak gasną w nim chęci do czegokolwiek. Wyszedł dzisiaj ze swojej strefy komfortu dwa razy. Sprawienie mu przyjemności głupią wizytą w restauracji była wymagająca, a on stał teraz w tym przeklętym butiku i robił coś, do czego inni namawiali go tygodniami. Zrobił to wszystko, żeby Laurent był szczęśliwy, bo rozmawiał z nim, poznawał go, zadawał mu te pytania. Po całym tym stresie to wydawało się... dobrą rzeczą do zrobienia. Naciągnął się dla niego tylko po to, żeby usłyszeć właśnie, jak komuś wydaje się, że Crow miał wolę z gumy.
- Marnujesz jego czas. - Mogła go oglądać i sama Dorinda Lestrange, ale nikt mu teraz nie wywróci świata do góry nogami. Zapytany o źródło kaszlu powiedział mu przecież, co było tego źródłem. - Dobrze wiem, co ci powie. Że mam przestać palić. - A papierosy i smack, nawet jeżeli podrażniały mu wszystko w środku, jednocześnie działały kojąco na rozszalałą duszę. - A ja nie przestanę. - Odwrócił spojrzenie, chcąc przynajmniej minimalnie zamaskować wypływającą na nią irytację, ale na nic się to zdało. Znów ściągnął usta w wąską linię i zadrżał nerwowo, wprawiając w ruch nogę wystukującą nieprzyjemny rytm. Nie chciał już tu stać. Z trudem przez ciasnotę przepuścił za plecami jakąś kobietę idącą zapłacić za wybrane rzeczy i milczał i milczał i...
Nie, nie przestanie palić nigdy. Nie istniało spojrzenie, które można by mu posłać w celu zmienienia jego zdania. Będzie palił i chuj. Jeżeli miało go to wpędzić do grobu - niech będzie. Na coś i tak musiał zdechnąć.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.