16.01.2025, 00:10 ✶
Oh, istniało wiele rzeczy, które mogłyby mu pomóc. Na przykład kula przebijająca się przez jego czaszkę i raz na zawsze kończąca pracę tego spierdolonego mózgu. Rzecz w tym, że on tej pomocy wcale nie chciał. Perspektywa mierzenia się znowu z kimś odwodzącym go od palenia sprawiła, że aż pulsowało mu w skroniach. Wiedział jak mało zmieniał ten gest ucieczki wzrokiem - nic. Nic nie mogło ukryć dyskomfortu wylewającego się z niego już na pierwszy rzut nawet mało spostrzegawczego oka.
- To dobrze. - Sam sobie tymi słowami zawiązał wnętrzności. Bo to znaczyło to dobrze, bo i tak przegrasz. Płuca musiał mieć tak zajebane smołą jakby chciał je przyozdobić na wzór tego jak się ubierał, a i tak zatęsknił za zaciąganiem się dymem, jakby nie palił od tygodnia. Cmoknął ustami, bo i o to się rozchodziło - o posiadanie czegoś w wargach, o robienie z tym coś więcej niż przygryzanie paznokci i palca.
Nie przestanie. W jego oczach rozgrywało się znów tak wiele - bunt, gorycz, rezygnacja. Prewett nie miał pojęcia, z czym w ogóle podjął próbę walki - jakiekolwiek spojrzenia, groźby, prośby, rozkazy, grożenie mu - wszystko to odbijało się od muru zbudowanego wieki temu. Przyszedł z nim tutaj, robił z nim rzeczy, spędzał z nim czas, starał się tak mocno zapełnić mu wszystko czymś ciekawym, nawet jeżeli ta paplanina przy obiedzie brzmiała jak coś leciutkiego jak piórko do podzielenia się, a w rzeczywistości czuł, jak obdziera go to jakiejś esencji bycia sobą (bo się o niektórych rzeczach nie mówiło głośno!). Mogli się dziwić, jak wiele by dla niego zrobił, jakim pantoflem potrafił się stać na czyjeś życzenie, ale to pantoflarstwo miało swoje limity.
Przesunął językiem po zębach i spojrzał na te przewieszone przez rękę ubrania z brakiem choćby iskry entuzjazmu. Próba zamienienia tej chwili w jakąś zabawę spełzła na niczym - tutaj nie było zabawy. Były duchota, wspominki o jego byłym, nagłe informowanie go o czymś, co zaplanowano dla niego bez jego zgody i wcale nie dlatego, że próbowało zrobić mu miłą niespodziankę. Crow dobrze wiedział, a przynajmniej wyobrażał to sobie jako trzymanie tego w tajemnicy ze strachu przed wywinięciem się w ostatniej chwili. I faktycznie już chodziło mu po głowie, żeby akurat dzisiaj nie poszedł spać w tym łóżku w New Forest. Mógł spać gdziekolwiek.
Nie chciał już przeglądać nic dalej, tak naprawdę to nie chciał już nawet tego przymierzać. Ale stał tu i nie wiedział, co zrobić. Odwiesić to? Obrazić się? Przecież nawet gdyby potrzebował „chwili dla siebie”, to musiałby być okrutny, żeby zostawić tutaj blondyna samemu sobie. Stał więc jak ten kołek, wciąż stukając nogą i próbując znaleźć cokolwiek, jakąkolwiek myśl, do której mógłby uciec i zagnieździć w niej emocje.
- To dobrze. - Sam sobie tymi słowami zawiązał wnętrzności. Bo to znaczyło to dobrze, bo i tak przegrasz. Płuca musiał mieć tak zajebane smołą jakby chciał je przyozdobić na wzór tego jak się ubierał, a i tak zatęsknił za zaciąganiem się dymem, jakby nie palił od tygodnia. Cmoknął ustami, bo i o to się rozchodziło - o posiadanie czegoś w wargach, o robienie z tym coś więcej niż przygryzanie paznokci i palca.
Nie przestanie. W jego oczach rozgrywało się znów tak wiele - bunt, gorycz, rezygnacja. Prewett nie miał pojęcia, z czym w ogóle podjął próbę walki - jakiekolwiek spojrzenia, groźby, prośby, rozkazy, grożenie mu - wszystko to odbijało się od muru zbudowanego wieki temu. Przyszedł z nim tutaj, robił z nim rzeczy, spędzał z nim czas, starał się tak mocno zapełnić mu wszystko czymś ciekawym, nawet jeżeli ta paplanina przy obiedzie brzmiała jak coś leciutkiego jak piórko do podzielenia się, a w rzeczywistości czuł, jak obdziera go to jakiejś esencji bycia sobą (bo się o niektórych rzeczach nie mówiło głośno!). Mogli się dziwić, jak wiele by dla niego zrobił, jakim pantoflem potrafił się stać na czyjeś życzenie, ale to pantoflarstwo miało swoje limity.
Przesunął językiem po zębach i spojrzał na te przewieszone przez rękę ubrania z brakiem choćby iskry entuzjazmu. Próba zamienienia tej chwili w jakąś zabawę spełzła na niczym - tutaj nie było zabawy. Były duchota, wspominki o jego byłym, nagłe informowanie go o czymś, co zaplanowano dla niego bez jego zgody i wcale nie dlatego, że próbowało zrobić mu miłą niespodziankę. Crow dobrze wiedział, a przynajmniej wyobrażał to sobie jako trzymanie tego w tajemnicy ze strachu przed wywinięciem się w ostatniej chwili. I faktycznie już chodziło mu po głowie, żeby akurat dzisiaj nie poszedł spać w tym łóżku w New Forest. Mógł spać gdziekolwiek.
Nie chciał już przeglądać nic dalej, tak naprawdę to nie chciał już nawet tego przymierzać. Ale stał tu i nie wiedział, co zrobić. Odwiesić to? Obrazić się? Przecież nawet gdyby potrzebował „chwili dla siebie”, to musiałby być okrutny, żeby zostawić tutaj blondyna samemu sobie. Stał więc jak ten kołek, wciąż stukając nogą i próbując znaleźć cokolwiek, jakąkolwiek myśl, do której mógłby uciec i zagnieździć w niej emocje.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.