16.01.2025, 10:40 ✶
Osiem
Ta liczba zapadnie mu w pamięci to pewne.
Jakiekolwiek romantyczne dywagacje wyparowały mu momentalnie z głowy, nie ukrywał nawet, że słowa Lestrange sprawiły, że zapominał o całym świecie skupiając się tylko na niej i na jej problemie. Poprawił się na siedzeniu, czując, że to co mu mówi jest sprawą w zaufaniu, bo sam lubiąc wiedzieć bardzo, nie miał dostępu do tych informacji i jeszcze przed kwadransem nie wiedział, że chciałby je mieć. Zimna skóra Victorii zdawała się wskazywać na fakt, że raczej powinna być osobą pozbawioną energii, a nie przepełnioną nią. Choć nie... może była tylko przekaźnikiem, nie reaktorem samym w sobie. Jego analityczny umysł pracował teraz na jak najwyższych obrotach.
– Victoria trzeba to sprawdzić, trzeba... trzeba zacząć to jak najszybciej badać. Być może to Wy jesteście kluczami do wyrwy w świecie. Być może jeśli wyrwa zniknie, to Wasz stan również przeminie, o bogowie Victorio powiedz mi, czy ktokolwiek z Ministerstwa oficjalnie zajmuje się Waszym stanem? Czy w Departamencie Tajemnic powołany jest zespół, który próbuje to rozwikłać? – Nie powinien tyle mówić, mógł ją wystraszyć. Opadł na krzesło próbując się wyciszyć, ale widać było w jego gestach, w wyrazie twarzy, że jest głęboko poruszony tą nowiną. Zwilżył usta winem, a potem przeczesał włosy dłońmi, zbierając myśli, tak dużo myśli. Nie mógł dopuścić do tego, żeby żałowała tej szczerości.
– Wybacz mi proszę to poruszenie. Tak bardzo... bardzo chciałbym, żeby ta wojna się już skończyła. Ludzie angażują się w ten konflikt z obu stron, ważni dla nas ludzie, zapominają, że wszyscy pochodzimy z tego samego źródła, że przemoc tylko zadusi kraj, a nie przyniesie obiecywanego czystokrwistego raju. Wszystko zaś stoi, choć może to nic dziwnego, skoro oni teraz mają tą samą zagwostkę i zdecydowanie lepszy dostęp do osób nie bojących się łamania zasad sięgania po sztukę nekromancji. Jeśli afrykańska dziwaczka potrafiła to dostrzec... – odetchnął głęboko, po czym srebrzyste oczy utkwione zostały w posągowej Victorii, w jej pięknej twarzy, w jej istocie, która musiała dźwigać to brzemię. – Wiesz moja droga Principesso, że nie zrobię żadnego kroku w tę stronę bez Twojej zgody. Czuję jednak, że potrzebujemy środków, potrzebujemy miejsca, potrzebujemy dobrej przykrywki i czasu dla Ciebie, aby rozwikłać tę zagadkę i ujarzmić potencjał, który płynie w Tobie i innych. Chciałbym... chcę pomóc. Bardziej niż kontaktem w Egipcie i świstoklikami – umilkł, wpatrując się w nią intensywnie, jakby od odpowiedzi, która miała wyjść przez jej słodkie wargi, zależały losy świata. Po prawdzie... być może tak właśnie było. W obliczu tego opowieść o łódce wydawała się dziecięcą igraszką ich lęki były niczym, wobec zagrożenia z którym być może przyjdzie im się zmierzyć razem. Teraz, gdy nie odwracał wzroku, oczy wypalały mu własne zaniedbania. Lekceważenie, próżność i pycha z jaką podchodził do tych nieszczęsnych przebierańców. Teraz nie mógł sobie pozwolić na dzień straty. Nie zamierzał w tym wszystkim dławić autonomii Victorii. Nie dlatego szanował jej umysł i rozeznanie, aby stereotypowo narzucać wolę z racji innego zestawu własnych genitaliów. Najważniejsza była dla niego świadomość wspólnego celu, wybór w którym nie robi się tego co łatwe, a to co słuszne.
Ta liczba zapadnie mu w pamięci to pewne.
Jakiekolwiek romantyczne dywagacje wyparowały mu momentalnie z głowy, nie ukrywał nawet, że słowa Lestrange sprawiły, że zapominał o całym świecie skupiając się tylko na niej i na jej problemie. Poprawił się na siedzeniu, czując, że to co mu mówi jest sprawą w zaufaniu, bo sam lubiąc wiedzieć bardzo, nie miał dostępu do tych informacji i jeszcze przed kwadransem nie wiedział, że chciałby je mieć. Zimna skóra Victorii zdawała się wskazywać na fakt, że raczej powinna być osobą pozbawioną energii, a nie przepełnioną nią. Choć nie... może była tylko przekaźnikiem, nie reaktorem samym w sobie. Jego analityczny umysł pracował teraz na jak najwyższych obrotach.
– Victoria trzeba to sprawdzić, trzeba... trzeba zacząć to jak najszybciej badać. Być może to Wy jesteście kluczami do wyrwy w świecie. Być może jeśli wyrwa zniknie, to Wasz stan również przeminie, o bogowie Victorio powiedz mi, czy ktokolwiek z Ministerstwa oficjalnie zajmuje się Waszym stanem? Czy w Departamencie Tajemnic powołany jest zespół, który próbuje to rozwikłać? – Nie powinien tyle mówić, mógł ją wystraszyć. Opadł na krzesło próbując się wyciszyć, ale widać było w jego gestach, w wyrazie twarzy, że jest głęboko poruszony tą nowiną. Zwilżył usta winem, a potem przeczesał włosy dłońmi, zbierając myśli, tak dużo myśli. Nie mógł dopuścić do tego, żeby żałowała tej szczerości.
– Wybacz mi proszę to poruszenie. Tak bardzo... bardzo chciałbym, żeby ta wojna się już skończyła. Ludzie angażują się w ten konflikt z obu stron, ważni dla nas ludzie, zapominają, że wszyscy pochodzimy z tego samego źródła, że przemoc tylko zadusi kraj, a nie przyniesie obiecywanego czystokrwistego raju. Wszystko zaś stoi, choć może to nic dziwnego, skoro oni teraz mają tą samą zagwostkę i zdecydowanie lepszy dostęp do osób nie bojących się łamania zasad sięgania po sztukę nekromancji. Jeśli afrykańska dziwaczka potrafiła to dostrzec... – odetchnął głęboko, po czym srebrzyste oczy utkwione zostały w posągowej Victorii, w jej pięknej twarzy, w jej istocie, która musiała dźwigać to brzemię. – Wiesz moja droga Principesso, że nie zrobię żadnego kroku w tę stronę bez Twojej zgody. Czuję jednak, że potrzebujemy środków, potrzebujemy miejsca, potrzebujemy dobrej przykrywki i czasu dla Ciebie, aby rozwikłać tę zagadkę i ujarzmić potencjał, który płynie w Tobie i innych. Chciałbym... chcę pomóc. Bardziej niż kontaktem w Egipcie i świstoklikami – umilkł, wpatrując się w nią intensywnie, jakby od odpowiedzi, która miała wyjść przez jej słodkie wargi, zależały losy świata. Po prawdzie... być może tak właśnie było. W obliczu tego opowieść o łódce wydawała się dziecięcą igraszką ich lęki były niczym, wobec zagrożenia z którym być może przyjdzie im się zmierzyć razem. Teraz, gdy nie odwracał wzroku, oczy wypalały mu własne zaniedbania. Lekceważenie, próżność i pycha z jaką podchodził do tych nieszczęsnych przebierańców. Teraz nie mógł sobie pozwolić na dzień straty. Nie zamierzał w tym wszystkim dławić autonomii Victorii. Nie dlatego szanował jej umysł i rozeznanie, aby stereotypowo narzucać wolę z racji innego zestawu własnych genitaliów. Najważniejsza była dla niego świadomość wspólnego celu, wybór w którym nie robi się tego co łatwe, a to co słuszne.