Skinęła głową, a w ruch poszła kreda, którą napisała krótkie zamówienie: dla Enzo herbatę, a dla siebie kawę. Przeskoczyła wzrokiem po słowach, by dać i sobie i czarodziejowi czas, gdyby przyszła im ochota na coś jeszcze.
Ponieważ tak się nie stało, to odłożyła tabliczkę wraz z kredą na wcześniejsze miejsce i poświęciła swoją uwagę czarodziejowi.
— Porozumiewać się? — zmarszczyła brwi, jakby nie do końca zrozumiała, ale zaraz jej twarz pojaśniała, a z ust wyrwał się cichy śmiech. — Tak, można tak powiedzieć, ale proszę nie przypisywać mu nadmiernej inteligencji. Po prostu nauczył się, że za każdym razem jak sięgam po tabliczkę, to za chwilę pojawia się coś do jedzenia. A jest obżartuchem i sępi jedzenie od każdego.
Przeszła ku centralnej części pokoju, zerkając na smoczognika z rozbawieniem. Cymbał wysunął gadzi język, zupełnie jakby chciał jej go pokazać, bo zrozumiał słowa o swojej niezbyt wielkiej bystrości. To tym bardziej rozbawiło Reginę, która cmoknęła na niego.
— Zapraszam tam, herbata pewnie zaraz będzie. — wskazała ku kanapie i fotelom, otaczającym niski stolik. — Tak, niespełna miesiąc temu wróciłam do Anglii. Wcześniej przez blisko dwa miesiące siedziałam na Islandii, więc na nowo przyzwyczajam się do widoku drzew.
Tu ponownie się uśmiechnęła, ale tak jakby bardziej do siebie, niż do swojego rozmówcy. Nie wiedziała, czy Enzo kiedykolwiek był na tej wyspie i jeżeli tak, to czy też uderzył go tamtejszy krajobraz. Na Reginie wywarł on ogromne wrażenie i nadal nie mogła wyrzucić sprzed oczu tych ogromnych połaci zastygłej lawy, porastanej przez mech. I brak lasów.
— Tak? Gdzie pan wyjechał zaraz po szkole, jeżeli można wiedzieć?
Zadając pytanie, usiadła w fotelu, który stał naprzeciwko kanapy. Mebel był w kolorze ciemnobrązowym, obity miłą w dotyku tkaniną i zdecydowanie większy niż tego typu sprzęty.
— Ach. Momencik, żeby było panu wygodniej... — i wysupłała z kieszeni różdżkę, którą następnie skierowała w stronę kanapy.
Delikatny ruch ręką i sofa nieco się skurczyła, dzięki czemu czarodziejowi nie będzie wyglądał jak przedszkolak, majtający nogami, bo nie dosięgają do ziemi. Co innego Regina, która na zwyczajnych krzesłach, fotelach czy kanapach czuła się, jakby miała kolana pod brodą.